niedziela, 10 maja 2015
Rozdział XXIV
- Kto idzie na ognisko? - zapytała Vic, kiedy wyszła z rodzeństwem z pawilonu.
- Chyba ja idę - stwierdził Gaba. - Dawno mnie tam nie było. Panienki od Demeter za mną tęsknią!
Wymieniłam z Terrym znaczące spojrzenia.
- Powodzenia - powiedziała Lucy.
- Jako jedyna mnie rozumiesz siostro - westchnął Gaba.
Włóczykij dołączyła do nich idąc z Jeffem i Ravinim.
- Włóczykiju - powiedział Terren i złapał swoją dziewczynę za rękę po czym ruszyli z Gabą za córkami Demeter.
- Nie idziesz?- zapytała Lucy.
- Jakoś... nagle straciłam ochotę - odparła starsza siostra.
- Lucy? Goń mnie! - zawołał Ravi pędząc już w stronę ogniska.
Lucy pobiegła za nim. Jeff, by nie stać niezręcznie przy parze skierował się w stronę swojego domku. Vic widząc go przestąpiła z nogi na nogę.
- Jonathan - powiedziała, a chłopak odwrócił się i spojrzał na nią. - Przestań się garbić i chodź - posłała mu słaby uśmiech.
- Szybko zmieniasz zdanie - mruknął Alex i w trójkę poszli za głosem śpiewających dzieci Apollina.
O świcie padało, mimo, że świeciło słońce. Kiedy deszcze przeszedł w mżawkę nad Obozem powstała tęcza.
Vic otworzyła oczy.
- Co ty tu robisz? - wymamrotała podnosząc się.
- Chciałaś wznowić stan wojenny między domkiem Nike a domkiem Aresa - odparł.
- C-co? - spojrzała na niego jak na wariata i rozejrzała się po pokoju. - Chwila. Co ja robię w skrzydle szpitalnym? - dziewczyna wstała i usiadła obok swojego chłopaka. - Mam amnezję, możesz mi opowiedzieć co się stało?
Syn Ateny westchnął i zaczął opowiadać co się wydarzyło na ognisku, Dziewczyna słuchała uważnie.
Co tam się wydarzyło? Otóż kiedy dzieci Nike wraz z synami Nemezis i córką Posejdona usiedli niedaleko ogniska, jedna z córkę Aresa podniosła się.
- Victoria! - wrzasnęła przerywając pląsy dzieci Apolla.
Córka Nike wstała.
- No proszę - uśmiechnęła się szelmowsko dziewczyna. - Clara. Już wróciłaś ze swojej misji? Długo ci to zajęło.
- Tylko trzy miesiące - odparła Clara wzruszając ramionami. - Ależ się stęskniłam za skopywaniem ci tyłka!
- Tak? Mam ci przypomnieć ile razy skomlałaś potłuczona?
- A ty ile razy zwijałaś się z bólu!
- Nigdy się nie zwijałam z bólu, Clara! Wiesz dobrze, że jestem pod tym względem najwytrzymalsza w Obozie!
- Uwielbiasz się przechwalać - westchnęła Clara.
- Jestem bardzo skromna - z twarzy Vic nie spływał uśmiech, a jej źrenice mimo słabego światła zwęziły się, tak, że były tylko małymi czarnymi punktami na tle niebieskich oczu.
- Kim ona jest? - zapytała Włóczykij swojego chłopaka.
- Córka Aresa, Clara - wyjaśnił Alex wyprzedzając Terrego. - Oby dwie szukają zawsze okazji do walki i rywalizacji.
- Ale... - zaczęła Meriel.
- Powstrzymam ją - Alex wstał i uderzył swoją dziewczynę pod lewą łopatką, kiedy ta chciała zaszarżować na córkę Aresa. Vic od tego ciosu zdrętwiała i upadła na ziemię. Mimo, że nie byłaś kąpana w Styksie to twoja Pięta Achillesa, pomyślał Alex i podniósł ją.
Jeden z chłopców od Apolla powstrzymał Clare podkładając jej pod nos jakieś zioło, po którym dziewczyna osunęła się na ziemię.
Obydwaj bez słowa zanieśli dziewczyny do skrzydła szpitalnego.
- Oł - powiedziała Vic i stanęła na łóżku. - Clara! - zawołała.
Dziewczyna leżąca kilka łóżek dalej zerwała się ze swojego legowiska.
- Czemu terapie Chejrona nie pomogły wam? - jęknął chłopak. - Ejeżli już musicie walczyć to jedynie na treningach, nie chcecie chyba mieć znowu problemów, co? - zapytał Alex i pociągnął swoją dziewczynę, która zachwiała się i wpadła mu w ramiona.
Wyniósł ją z Wielkiego Domu jak pannę młodą i zaniósł do jej domku. Gabriel jako jedyny spał.
Alex wniósł Vic akurat, kiedy Lucy stojąca na skraju łóżka brata rzuciła się na Gabę.
-Wstawaj! - powiedziała, a jej najstarszy brat spadł z łóżka.
- Lucy - jęknął i spojrzał na parę w drzwiach. - Och, nasza wojowniczka się w końcu obudziła?
Vic podeszła do swojego kufra i wyciągnęła z niego świeże ubranie, poszła za parawan i się przebrała wciąż milcząc.
- Chodźmy na trening - powiedziała wychodząc zza parawanu i ciągnąc Alexa do wyjścia.
- Nie wzięłaś swojego miecza - zauważył, ale ona znów postanowiła milczeć.
Weszła na arenę, gdzie Clara stała oparta o swój miecz. Gdzieś dalej Jeff trenował z Ravim i Włóczykijem walkę dwoje na jednego.
- No proszę, panna Tytanida łaskawie się zjawiła - powiedziała Clara.
- Nie nazywaj mnie Tytanidą - mruknęła Vic trzymając swój miecz.
- Nic nie rozumiem, kiedy on się pojawił? - zapytał cicho Alex patrząc na jej broń, po czym westchnął i odsunął się od dziewczyn.
- To może będę cię nazywać pomniejszą heroską, co? - Clara wyszczerzyła zęby w uśmiechu.
- Spadaj do wulkanu! - Vic i uniosła miecz.
Rozległ się odgłos galopującego konia.
- Chejron - powiedziały naraz.
W jednej chwili Clara oddaliła się na kilka metrów od Vic, która przykleiła się wargami do ust swojego chłopaka, wszystko po to, by wyglądać niepozornie.
- No już - powiedział Chejron. - Koniec miziania, czas zacząć trening.
Na arenę wbiegło rodzeństwo Vic.
- Witaj Chejronie! - zawołał Gaba.
- Witajcie - odparł centaur.
Chejron nawet nie zauważył swojej pomyłki, że przydzielił Clarę do Vic. No cóż. Kiedy stary kopytny od galopował, by nadzorować łucznictwo córka Aresa natarła na córkę Nike.
- To co mówiło moje rodzeństwo to prawda - stwierdziła Clara. - Jesteś z Alexandrem.
- Już od dwóch miesięcy - odparła Vic.
- Słyszałam, że Lili została ukarana za...
- Za swój egoizm - dokończyła jej Vic, która z obrony przeszła do ataku.
- Hyh, takie niewiniątko - prychnęła Clara. - Kto by pomyślał.
Dziewczyny skrzyżowały miecze.
- Już miałam nadzieję, że nie wrócisz z tej misji - powiedziała córka Nike.
- Wróciłam, by skopać ci tyłek - warknęła i pchnęła mieczem. Vic zachwiała się do tyłu, ale nie upadła.
Natarła mieczem na Clarę, która zrobiła unik i znów pchnęła mieczem rozrywając bluzkę panny Gloom w poziomie.
- Ładną bliznę ci zrobiła Lili - zaśmiała się cicho.
- A żebyś wiedziała jak fajnie rana mi krwawiła - odparła Vic z dzikim wzrokiem i ścięła z nóg rywalkę, która upadła na piasek.
- Osz ty! - Clara wstała i z uniesionym mieczem, by natrzeć na Vic, oderwała w brzuch.
Zatoczyła się do tyłu.
- Gdyby to była prawdziwa walka już dawno nie miałabyś głowy - powiedziała Vic.
- Za prawdziwą walkę uważasz moment kiedy walczysz w furii? - zapytała Clara.
- Lepszym określeniem jest trans.
- Wczoraj widząc mnie prawie popadłaś w... furię - westchnęła Clara.
- Przyznam szczerze, że bez ciebie bywało tu nudno - powiedziała Vic.
- Nie ma nikogo równemu tobie? - zaśmiała się córka Aresa.
- Z nikim się nie mogłam tak zażarcie kłócić - poprawiła ją Vic. - I ty nie jesteś mi równa - dodała Vic odwracając się do niej tyłem. - Jesteś strasznie słaba.
Clara zignorowała uwagę patrząc na tył jej bluzki.
- Przekleństwo - wymamrotała.
- Mówiłaś coś do mnie? - zapytała Vic.
- Bogom nie spodobał się twój tatuaż? - zakpiła, ale po chwili spoważniała. - Masz na plecach jakieś przekleństwo.
- Wiem - westchnęła Vic. - Już się do tego przyzwyczaiłam.
- Szkoda mi cię - stwierdziła. - Rozmawiałaś z matką.
- Nie...za każdym razem kiedy spróbuję z nią o tym porozmawiać, zasypiam i śnią mi się poryte sny...
- Może Iryda się podirytowała, że przez ciebie, jej cór...
- Wątpię - westchnęła Vic. - Jestem pewna, że moja mama maczała w tym palce.
Meriel podeszła do Alex'a.
- Myślałam, że one się nienawidzą - powiedziała.
Alex nie przerywając treningu z synem Apollina.
- Nigdy nie żywiły do siebie nienawiści - powiedział Alex. - Uwielbiają między sobą rywalizować, walczyć i się wyzywać oraz drwić z siebie, ale w trudnych chwilach potrafią się wspierać.
- Dziwna znajomość - stwierdziła.
- No cóż... - odparł Alex blokując atak towarzysza.
Przechadzając się po obozie Lytos, zauważył Lucy siedzącą pod drzewem. Podszedł do niej i usiadł na przeciw niej.
- Hej Lucy - przywitał się. - Nie powinnaś być teraz na treningu?
Dziewczyna otworzyła oczy.
- Zagłębiałam się w podświadomość - oznajmiła.
- Po co?
- Nieważne - mruknęła. - Widziałeś Pizdusia?
Jak na zawołanie jej wiewiórka spadła z drzewa na jej kolana.
- Uh - jęknęło stworzonko.
Lucy pogładziła jego futerko.
Anput siedziała na parapecie swojego pokoju.
- Na Bogów, jaka nuda - jęknęła.
Zeskoczyła ze swojego parapetu i podeszła do półki nocnej, gdzie miała własnoręcznie zrobiony portret jej dawnej najlepszej przyjaciółki.
- Mira - powiedziała cicho. - Tęsknię za tobą.
Kira uniosła łeb i przekrzywiła go.
- Pani - powiedziała biała szakalica. - Minęło kilkanaście tysięcy lat - przypomniała jej Kira.
- Wiem, ale w przeciwieństwie do ciebie, ona była śmiertelna.
- Tak - Kira zeskoczyła z łóżka. - Może... zejdźmy do świata śmiertelników...
- Dobrze mi to zrobi - stwierdziła i po chwili stała na cmentarzu, a jej widmowy szakal przybrał formę białego dobermana.
- Oby tym razem nie zawracał mi głowy - powiedziała do siebie.
- Kto? - zainteresowała się Kira.
- Natręt - mruknęła. - Lubię ten cmentarz.
- Ja też - odpowiedział jakiś chłopak siedzący na nagrobku za nimi.
Anput odwróciła się.
- Zrobiłeś sobie przerwę, Anu? - zapytała dziewczyna.
- Mam dziś wolne - odparł chłopak. - I powiedz... jaki natręt?
- Nieważne - mruknęła.
- Powiedz- nalegał. - Muszę mieć pewność, że moja siostrzyczka jest bezpieczna.
- Powiedział, ten który chce opuścić Duat, by być śmiertelnikiem - powiedziała cicho. - Jak chcesz mieć pewność, że będę bezpieczna? Nie będziemy mogli się tak często spotykać, bracie.
- Wiem siostro - odparł smutno.
- Jesteś idiotą - dziewczyna miała łzy w oczach. Przyłożyła swojemu bratu z liścia.
Jego polik zrobił się czerwony, co było bardzo widoczne na bladej twarzy.
- Bardziej się wkurzałaś kiedy się dowiedziałaś, że jesteśmy rodzeństwem - mruknął Anu.
- Jesteś beznadziejny - krzyknęła i ze spuszczoną głową odwróciła się i zrobiła kilka kroków po czym wpadła na coś, a raczej na kogoś.
- Znowu ty? - syknęła.
Mulat nie spojrzał na nią. Jego spojrzenie skierowało się na brata dziewczyny.
- Co za mężczyzna sprawia, że kobieta płacze? - zapytał chłopak z niebezpiecznym spojrzeniem.
Anput przeszedł dreszcz, kiedy spojrzała na swojego brata, który miał chęć mordu.
Wykorzystam to, pomyślała, byle by się nie nudzić.
Anput puściła jeszcze kilka łez po policzku i przytuliła się do przystojnego mulata, który był bardziej biały niż czarny.
Zdziwiony chłopak odwzajemnił to i pogładził dziewczynę po włosach.
Anubis zdusił przekleństwo. Jak on śmie przytulać jej siostrę... i jego byłą żonę?! Mimo, że sam czasem umawiał się ze śmiertelnicąmi, nie mógł nawet patrzeć nawet, kiedy jego siostra tylko rozmawiała z jakimś chłopcem.
- Jak masz na imię? - zwróciła się do chłopaka.
- Cameron - odparł.
- Anput - szepnęła. - Podobasz mi się - stanęła na palcach i pocałowała nastolatka, który ku własnemu zdziwieniu odwzajemnił to.
Kiedy ostatnim razem się całowała? Jakieś trzydzieści lat temu? Może więcej.
- Szu, potrzebuję przyzwoitki dla siostry - powiedział Anubis.
W jednej chwili zerwał się silny wiatr rozdzielający całującą się parę. Anput poleciała do tyłu. Anubis złapał ją za nadgarstek i wrócili do jej pokoju w Duat.
- Co ty sobie wyobrażasz? - warknął.
Anput rozpięła bluzę ukazując T-shirt na którym był napis ,,Spadaj do wulkanu''.
- Aha, czyli teraz nie zamierzasz się do mnie odzywać? - zapytał. - Kiedyś mi za to podziękujesz.
Tego było za wiele.
- Słuchaj - powiedziała - powiedziałeś mi to samo, kiedy spotykałam się, dwieście lat temu, z tamtym pomniejszym bóstwem. I wiesz co? TO, ŻE GO ZOSTAWIŁAM TO BYŁ NAJWIĘKSZY BŁĄD MOJEGO ŻYCIA!!! A dlaczego go zostawiłam? Zagroziłeś mi, że jeśli tego nie zrobię to spopielisz go!
Anubis przestąpił z nogi na nogę zachowując kamienną twarz.
- Cieszę się, że rezygnujesz, bo już nie będę miała takiego upierdliwca na głowie jak ty!
- Anput...
- Zamknij się! Wyjdź z mojego pokoju!
Było już po obiedzie. Słońce grzało przyjemnie, więc Alex i Vic udali się na plażę. Trzymali się za ręce idąc wzdłuż brzegu. Weszli na molo i usiedli na samym końcu. Chłopak objął ją ramieniem.
- Vi... - zaczął, ale coś go złapało za kostkę i wciągnęło do wody.
Dziewczyna przewróciła oczami, a po chwili z wody wynurzyła się Włóczykij, Terren i Alex.
- Wy to umiecie zepsuć romantyczny nastrój - mruknęła Vic.
- Em.. dzięki, wzajemnie - odparła Meriel.
- Zgaduję, że całowaliście się w podwodnej bańce.
Terren lekko się zarumienił.
- No może, troszkę - powiedział cicho.
Alex podciągnął się z powrotem na pomost i usiadł obok swojej dziewczyny.
- Jesteś mokry - mruknęła nieco się odsuwając.
Podirytowany pchnął ją.
- Alex! - krzyknęła wpadając do wody.
Wynurzyła się kaszląc.
- Zabiję cię - mruknęła wchodząc na pomost.
- Teraz jest sprawiedliwie - westchnął Alex.
Meriel i Terren spojrzeli po sobie i zanurzyli się.Włóczykij znów stworzyła bańkę, która objęła ją i jej chłopaka.
- Na czym skończyliśmy? - zamruczał chłopak.
- Przypomnę ci - odparła dziewczyna przybliżając się do niego, po czym wpiła się w jego usta.
- Już pamiętam - szepnął i ponowił pocałunek, i po chwili połaskotał ją językiem po podniebieniu.
- Ej - oderwała się od niego. - Łaskocze... albo swędzi.
Tery miał wredny uśmiech na twarzy.
- Dziwne uczucie, no nie? - zaśmiał się cicho.
Ochlapała go wodą.
- Co chciałeś mi powiedzieć? - zapytała dziewczyna.
Alex wziął głębszy wdech.
- Kocham cię - powiedział to po raz pierwszy od kiedy są parą i trochę bał się reakcji dziewczyny.
Ona zaś przez chwilę siedziała całkowicie nieruchomo po czym przybliżyła się do Alexandra.
- Ja ciebie też kocham, Alex - odpowiedziała.
Zamknęli oczy. Chłopak nachylił się i poczuł swoimi wargami jej usta. Złączyli je w nieśpiesznym pocałunku. Dziewczyna lekko uśmiechnęła się czując jego język w ustach i już zapomniała o całujących się pod wodą Meriel i Terrenie, którzy też zapomnieli o jej i Alexa istnieniu.
Komentujcie, inaczej nie będzie kolejnych rozdziałów. :) To ostatni, który wstawiamy bez komentarzy z poprzednich postów,
~ Zakrwawiony Kapturek
Subskrybuj:
Posty (Atom)