Spojrzała na niego lekko zdziwiona.
- Wyglądasz znajomo - powiedziała.
- Mmm... pewnie dlatego, że obydwoje mamy psie głowy, mogłaś widzieć się w lustrze - Anubis posłał jej lekki uśmiech, a ona się cicho zaśmiała.
Prawdą było iż jej twarz zmieniała się od tego w co wierzyli patrzący na nią, albo jak chcieli ją ujrzeć. Dotyczyło to wszystkich bogów o dwóch głowach - ludzkiej i zwierzęcej.
Anput spojrzała na Nil rozciągający się po jej prawej stronie.
- Fajnie stąd widać zachody słońca - powiedział Anubis.
- Skoro tak mówisz - spojrzała na niego. - Wiesz czemu Egipcjanie budują nasze świątynie od wchodu? Mama nie chciała mi powiedzieć.
- Uważają, że na zachodzie jest kraina umarłych - powiedział Anu. - Znam się trochę na tym.
Oczy Anput zaświeciły.
Tak jak myślałam.
- Twoją dziedziną jest
śmierć - powiedziała.
Anubis się zawahał.
- Tak... A twoja? - zapytał.
- Nie ważne - mruknęła odwracając wzrok.
Chłopak poczuł się trochę głupio.
- Wybacz - szepnął. - Chcesz się pobawić?
- Umiem tylko grać w Patyczki i Senet - odparła smętnie.
- Senet jest nudny - mruknął Anubis. - Lubisz się ganiać?
Potaknęła i poczuła jak Mira trąci ją nosem.
Zapytaj go, czy ja też mogę - szczeknęła suczka.
- Jasne - odparł Anubis, a Anput spojrzała na niego dziwnie.
- Ty... ją rozumiesz? - zdziwiła się.
- Tak - kiwnął głową.
Czyli nie zwariowałem - pomyślał.
- Ona też rozumie psy.
Mira szczeknęła, co wyrwało go z zamyśleń.
- Co? - zamrugał oczami.
- Mira powiedziała, że chce ganiać - powiedziała dziewczyna.
Anput podeszła bliżej niego, a Mira usiadła przy wysokiej trawie.
Macie pięć minut - szczeknęła.
- Nie macie ze mną szans - wypięła dumnie pierś do przodu, a oni zaczęli biec.
Anput biegła równo z Anubisem, ale kiedy zmieniła formę na szakala wyprzedziła go. Chłopak spojrzał na nią zdziwiony i przyśpieszył słysząc za sobą uderzanie łap o muł rzeczny.
Po chwili poczuł jak coś szarpnęło go za jego lnianą, czarną przepaskę na biodrach.
Teraz ty gonisz - szczeknęła Mira i zaczęła biec śladem szakalicy. Anubis został daleko w tyle.
Po kwadransie usiadł na brzegu dysząc. Pies i szakal podbiegły do niego.
- Co się stało? - zapytała Anput siadając obok niego w ludzkiej formie.
- Jak ty... - wziął głębszy oddech. - Jak to zrobiłaś? - zapytał.
- Kiedyś widziałam jak bogini Izyda zmienia się w ptaka, pomyślałam, że też bym tak chciała. Wybiegłam na dwór i usiadłam na piasku cały czas myśląc o mojej psiej głowie, a potem wyobraziłam sobie całego zwierzaka... to, że nim jestem... że jestem...
Nastała chwila milczenia.
- Szakalem - powiedzieli równocześnie młodzi bogowie.
Takie zwierze nie istnieje... nie rozumiem. Co to za nazwa? - zaszczekała Mira.
- My jesteśmy szakalami - powiedział Anubis.
- Tak... czarnymi szakalami - Anput wlepiła spojrzenie w swoje stopy wybrudzone błotem i mułem. - Chcesz spróbować?
- Co? - zmarszczył brwi.
- Czy chcesz spróbować uwolnić swoją zwierzęcą formę? - zapytała ponownie i wstała.
Chłopak podniósł się.
- Zamknij oczy i wyobraź sobie samego siebie - podpowiedziała Anput. - A potem jak zmieniasz się w szakala.
Przestańcie używać tej nazwy - zaskomlała suczka.
Zignorowali to. Anubis uczynił to co powiedziała dziewczyna.
- Nie mogę - powiedział po kilku minutach.
- Spróbuj biegnąc - dziewczyna złapała go za nadgarstek i zaczęli biec.
Anput zmieniła formę na szakalą. Anubis biegnąc wyobraził sobie, że biegnie na czterech łapach, ma czarną sierść, wysokie uszy, pyszczek, ogon i czarną sierść, taką jak jego towarzyszka.
Poczuł, że jego ciało maleje oraz większą siłę w nogach... a raczej w czterech. Jego serce biło mocniej i szybciej. Zawył zafascynowany. Anput zwolniła i spojrzała na niego. Obydwoje wyglądali jak szakale roczniaki. Mira dogoniła ich chwilę potem. Chłopak cofnął się. Suczka była większa od niego, przez co poczuł się niepewnie, ale towarzystwo dziewczyny dodało mu odwagi.
Po chwili młody szakal leżał twarzą w mule przygnieciony przez Anput.
Ej! - z jego gardła wydobyło się ciche warknięcie.
Co? z Mirą nie mogę się tak bawić, jest za ciężka - odparła szakalica.
Anubis podniósł pysk. Suczka rzeczywiście była wysokim psem, który mocno stąpał po ziemi, zaś Anput była w miarę lekka i miała jako zwierze szczupłą sylwetkę, podobnie jak on.
Poruszył się, a ona spadła z jego grzbietu. Po kilku minutach zabawy byli ,,poruszającymi się grudkami mułu''. Wybrudzeni od nosa po ogon spojrzeli po sobie. Anubis poczuł jak Mira chwyta go za skórę na karku i zanosi do wody.
Rety... ale z was brudaski - mruknęła Mira wkładając Anubis do rzeki. Anput była następna.
Jak tylko znalazła się obok swego towarzysza chlapnęła go wodą. Odwzajemnił się jej tym samym. Mira nie wybrała żadnej ze stron, po prostu chlapał raz jedno raz drugie, by zmyć z nich muł. Co jakiś czas ich postacie migotały.
Gdy wyszli przybrali ludzkie formy. Wystarczyło dziesięć minut pobytu na słońcu w zenicie, by ich ubrania, skóra i włosy wyschły.
- Powinnam już iść, mama będzie się martwić... chociaż od jakiegoś czasu jest bardziej obojętna - dziewczynka westchnęła.
- Odprowadzę cię - zaproponował Anubis.
- Dziękuję - uśmiechnęła się i zaczęli iść na południe.
- Kim jest twoja mama? - zapytał chłopiec.
- Boginią rzek - odparła. - Neftyda. A tata... Set.
- Ozyrys mi mówił o nim... są rodzeństwem, prawda? Ozyrys, Izyda, Set i Neftyda... i jeszcze jedne sokoli bóg - podrapał się po głowie próbując sobie przypomnieć imię boga, ale po chwili zrezygnował.
- Aha - przytaknęła. - Twoim ojcem jest Ozy...
- Nie - przerwał jej w pół słowa. - On i Izyda się tylko mną opiekują. Powiedzieli, że rodzice mnie porzucili.
- Porzucili? - powtórzyła z nie dowierzaniem dziewczyna.
- Znaczy się... moja matka mnie oddała, bo bała się, że ojciec mnie skrzywdzi... nie przepadał za mną.
Anput zatrzymała się i zrobiła coś czego Anubis się nie spodziewał. Przytuliła go. Z lekkim szokiem odwzajemnił to.
- Nikt mnie nigdy nie przytulił - wyznał Anubis.
Milczała. Po trzech minutach puściła go i spojrzała na niego swymi intensywnie niebieskimi oczami, a on na nią ciemno brązowymi.
- Dalej pójdę sama, dziękuję ci Anu - powiedziała i szepnęła coś, co dotarło do chłopca, kiedy dziewczyna wraz z psem się oddaliły.
Idąc w stronę swojego domu Anubis patrzył w niebo.
- A więc też jesteś Boginią Umarłych - powiedział jakby do siebie i uśmiechnął się. Zmienił formę na szakala i pobiegł w stronę domu.
Mira biegała sobie z innymi psami na zewnątrz. Anput weszła do świątyni. Kilku kapłanów składało Neftydzie ofiarę z ryb.
- Yh... znowu na obiad sushi - mruknęła Anput.
Jakiś kapłan spojrzał na nią.
- Na bogów - powiedział z przerażeniem.
- No to mam kłopoty - westchnęła dziewczyna i zmieniła się w szakala po czym pobiegła jakimś korytarzem i schodami w górę.
Neftyda siedziała na czerwonej kanapie głaszcząc kota, który najeżył sierść widząc Anput.
-Phhhhrrra! - syknął.
Anput zawarczała, a Rzeczna Bogini zgromiła ją spojrzeniem. Szakal położył po sobie uszy i zaskomlał odchodząc w stronę swojego pokoju. Padła na poduszki swojego łóżka. Westchnęła i po jakimś czasie poszła do swojej małej łazienki i wzięła kąpiel w kamiennej wannie. Odetchnęła z ulgą odprężając się w ciepłej wodzie. Umyła włosy olejkiem z lotosu. Zanurzyła się, a potem wyszła w wanny. Wytarła włosy w bawełniany, biały ręcznik, po czym innym owinęła swoje ciało. Spojrzała na lustro. Wyglądała na starszą niż rano.
W miarę upływu czasu Anput i Anubis starzeli się coraz wolniej. Gdy minęły dwa miesiące Szemu Anput i jej brat wyglądali na jakieś jedenaście - dwanaście lat. Codziennie rano Anubis czekał w wysokiej trawie, aż dziewczyna po przywitaniu ojca pójdzie się z nim bawić. Po południu zawsze wracała do domu, więc chłopiec resztę dnia spędzał na brzegu Nilu rozmyślając, aż do wieczora. Potem wracał do świątyni Izydy.
Kilka dni potem przed południem Anput siedziała za świątynią Neftydy na brzegu. Obserwowała szczura biegającego niedaleko niej. Pochyliła się nad stworzeniem, ale jak tylko ją wzięła na ręce szczur rozwiał się w szary pył. Anput krzyknęła jak najszybciej pozbywając się resztek szarego proszku z dłoni. Ktoś dotknął jej ramienia i odwróciła się natychmiast. Spostrzegła Anubisa. Wciąż była w szoku tego co dokonała nie zamierzenie. Anubis przyciągnął ją do siebie i przytulił. Dziewczyna zaczęła cicho płakać.
- Spokojnie - pogładził jej włosy. - Nie ma co ryczeć.
- To n-nie pier-r-wszy raz - powiedziała, głos się jej łamał. - Nie panuję nad swoją m-mocą. B-boję się, że kiedyś sp-potka to, któregoś z moich b-blisk-kich - załkała.
- Ciii - szepnął dalej gładząc jej włosy. - Pociesz się tym, że na mnie to nie zadziała...
Łzy stopniowo przestawały jej ciec po policzkach. Odsunęła się od niego. Wytarła dłonią swoje poliki i zauważyła, że od jej łez Anubis miał całe mokre ramię. Przełknęła ślinę.
- Przepraszam - szepnęła.
- Nic się nie stało - powiedział.
- A tak w ogóle to z kont się tu wziąłeś? - zapytała.
- Em... nie pojawiłaś się rano, więc wciąż czekałem w trawie jako szakal - odparł. - Potem usłyszałem twój krzyk i przybiegłem.
- Siedziałeś tam od wschodu słońca? - zdziwiła się.
- Eee... przez jakiś czas spałem - odparł.
Uśmiechnęła się do niego.
- Ja też spałam... godzinę temu wstałam - powiedziała.
- Śpioch.
- Ty też - mruknęła.
-Wiem - odparł z satysfakcją.
Zaśmiała się cicho. Anubis po chwili nastawił uszu.
- To ja lepiej już pójdę... wolę uniknąć Seta wybudzonego ze snu - powiedział i zmienił się w szakala, po czym umknął w krzaki.
Set wyszedł zza świątyni.
- Anput, co się stało? - zapytał sennie.
- Nic takiego tato... po prostu... moja moc znów wymsknęła się z pod mojej kontroli - powiedziała i podeszła do ojca.
- Od dziś uczysz się nad nią panować - w jego głosie była stanowczość. - No i musisz już zacząć studiować ścieżkę umarłych.
- Tak tato - spuściła wzrok.
W Kiedy minął Szemu [najcieplejszy miesiąc, opis pod
Szakale cz.2] nastał Achet, a po nim Peret. Nil zaczął wylewać użyźniając pola, które ówcześnie zasiali egipscy rolnicy.
Anput coraz rzadziej widywała się z Anubisem. Czasami nawet dzień i noc poświęcała na naukę. Wybierała się na cmentarze rozmawiając z duszami, które utknęły na Ziemi, czasami wybierała się do miasta i badała świeże zwłoki, oczywiście za zgodą rodziny zmarłego. Jako, że była boginią nie spotykała się z odmową. Ćwiczyła z małymi stworzonkami swoją moc i nauczyła się nad nią panować. Uśmiercała kiedy chciała i co chciała. Przy pasie miała czarny nóż. Sama również ubierała się w tej barwie.
Czerń oznaczała żyzne ziemie, a Egipcjanie nawet podczas pogrzebów mieli białe szaty. Jednak ona uznała ten kolor za mrok i ciemności, które uwielbiała. Często wybierała się na lewy brzeg Nilu, na zachód, gdzie chowano zmarłych w piachu. Westchnęła czując obecność niezadowolonych dusz, które nie mogą odejść.
Muszę coś wymyślić, by przestały cierpieć - powtarzała sobie w myślach, ale potrafiła odesłać je tylko do Duat za pomocą swojego noża, ale przecież to nie wystarczy.
Co do czego, ale charakter dziewczyny zmienił się od kiedy zaczęła pracować w umarłymi. Stała się zimna, jej spojrzenie było lodowate, a głos chłodny i poważny. Była pewna siebie, a Mira zawsze dotrzymywała jej kroku.
Izyda, drugie najpotężniejsze bóstwo po Ra, patrzyła jak stary bóg przechadza się po ogrodzie świątyni ku jego czci. Ślina kapała mu z dzioba, krok miał powolny, a spojrzenie niewyraźne.
- Jeśli on odejdzie, będę najpotężniejsza wśród bogów, a mój mąż zostanie faraonem - powiedziała do siebie wychylając się zza krzaku róży. Kiedy bóg odszedł mamrocząc pod nosem o wiewiórkach, bogini pobiegła na ścieżkę, którą wcześniej spacerował Ra i do miski zebrała tyle jego śliny ile się jej udało. Poszła nad Nil i znalazła kilka kawałków gliny. Zaczęła ją rozgniatać w dłoniach po czym włożyła kupkę gliny do miski ze śliną i wymieszała je ze sobą po czym ulepiła węża. Zobaczyła Ra idącego brzegiem rzeki. Rozkazała wężowi, by ugryzł boga. Stworzenie odpełzło. Bogini zmieniła się w ptaka i po chwili słychać było wrzask Ra. Zemdlał z bólu i przerażenia. Set, który był w pobliżu ze swoją wyglądającą na czternaście lat córką znaleźli boga leżącego na ziemi. Zabrali go do jego świątyni i położyli na słonecznym łożu.
Ra jęknął i otworzył oczy. Naczynka w białkach gałek mu popękały.
- Anput, on umiera? - zapytał Set.
Córka pokręciła przecząco głową.
- Nie, ale jego ciało słabnie... daję mu dwa tygodnie... potem zacznie umierać - powiedziała.
Bastet weszła na piętro świątyni.
- Panie! - zawołała i podbiegła do łoża.
- Pójdę po jakiś medyków - odezwał się Set, a kiedy wrócił towarzyszyli mu inni bogowie.
Chnum, Szu, Ozyrys, Tot, Ptah, Amon, Neftyda, Hathor i Izyda. W kącie o ścianę opierał się Anubis.
Tot podszedł do łoża ich faraona i obejrzał ranę na jego prawej łydce.
- To zdecydowanie był wąż - powiedział.
- To już wiemy - mruknęła Anput pokazując mu dłoń, na której był szary pył, pozostałość po wężu. - Duży, wyglądał jak Kobra Królewska.
Tot zaczął szperać w swojej torbie, aż wyciągnął flakonik z żółtą cieczą i wlał zawartość do ust Ra.
- Odtrutka, powinna pomóc - powiedział.
Ciało faraona wygięło się w łuk, a czarne znamiona w okół rany powiększyły się.
- Nie pomogło - stwierdził Set.
Amon podszedł do leżącego Ra i dotknął jego czoła.
- Jad węża jest niezwykle mocny - powiedział i odsunął się. - Spróbuję go wyleczyć, ale może mi to zająć jakiś czas, dam wam znać, jeśli Bóg wyzdrowieje - mówiąc to dał im jasno do zrozumienia, że mają wyjść.
- Ja zostanę - odezwała się Anput.
- Nie - powiedział stanowczo Amon.
- Jeśli coś spieprzysz ja mogę spowolnić jego śmierć nawet do miesiąca - uparła się.
- Więc zostań, ale...
- Będę siedzieć cicho w kącie - przewróciła oczami i zauważyła Anubisa pod ścianą.
Podeszła do niego.
- Hej - powiedziała.
- Hej - na jego twarz wstąpił lekki uśmiech. - Słyszałem o twoich postępach... nieźle.
- Dziękuję.
- Ozyrys nie ma tyle czasu, by mnie uczyć... - westchnął.
- Jestem samoukiem - odparła.
Zarumienił się zawstydzony.
- Nauka cię pochłonęła całkowicie, co? - zmienił temat. - Przestaliśmy się... bawić mułem.
- Tak - uśmiechnęła się na te wspomnienia.
Anubis zauważył podirytowane spojrzenie Amona. Wszyscy bogowie, którzy mieli wyjść wyszli, oprócz szakala.
- Zobaczymy się potem - powiedział i wyszedł.
Anput usiadła na krześle pod ścianą i patrzyła jak Amon próbuje uzdrowić Ra. Nie minęła nawet godzina jak szakalica musiała interweniować. Złapała Ra za rękę szepcząc po nosem i powstrzymując jego śmierć.
- Ostrożniej z zaklęciami - upomniała jednego z najstarszych bogów.
Przez następne dwa dni spokój, aż w końcu Amon musiał coś zepsuć. Anput przez cały czas trzymała dłoń Ra.
- Jeśli chcesz używać słowa
śmierć w swoich zaklęciach... to ugryź się w język - powiedziała patrząc morderczo na boga. - Ta formułka jest przeznaczona dla Bogów Śmierci. Mimo, iż powiedziałeś, że chcesz
zabić truciznę, powinieneś wiedzieć, że to działa tylko na istoty żywe, nawet jeśli kierujesz do czegoś takiego jak
jad węża to by się odbiło na bogu - po jej słowach Amon zirytowany wyszedł z pokoju i więcej nie mieszał się w sprawy, w których w grę wchodziło czyjeś życie.
Wychodząc minął się z Anubisem.
- Podsłuchiwałem - powiedział nie kryjąc tego. - Brawo... rozzłościłaś do czerwoności Amona.
Dziewczyna przewróciła oczami.
- Od trzech dni nie spałam, jestem marudna, więc mnie nie denerwuj - ostrzegła go.
- Jasne, Moja Pani i Władczyni - skłonił się teatralnie, co wywołało nikły uśmiech na jej twarzy.
Przez kolejny tydzień różni bogowie próbowali uleczyć Ra, ale żaden nie dawał rady. Bóg Słońca spojrzał na Bastet, która od czasu kiedy Amon się poddał strzegła swego faraona.
Set siedział pod ścianą. Anubis stał za Anput i wspierał ją swoją magią, kiedy ta podtrzymywała życie boga. Ptah oczyszczał wciąż ropiejącą ranę na łydce Re. Hathor trzy razy dziennie podawała faraonowi do ust jedzenie i picie, które wzmacniało nieco jego organizm. Do pokoju weszła Izyda.
- Panie pozwól, że ja cię uleczę - powiedziała.
- Spróbuj siostrzyczko, może ci się uda - mruknął pod nosem Set.
Podeszła do łoża Ra. Ptah odsunął się.
- Nie zostało ci wiele życia, Panie - stwierdziła. - Jak tylko dotrze do serca umrzesz okropną śmiercią... wielce bolesną.
Ra patrzył na nią marszcząc czoło. Anput spojrzała na nią podejrzliwie.
- Zatrułaś naszego Faraona - powiedziała. - Ten ptak, który latał w tedy nad Nile, to byłaś ty...
- Bystra dziewczynka - powiedziała Izyda. - I masz świetną pamięć. Tak, otrułam Ra.
Nastało milczenie.
- Czemu? - odezwała się Hathor w tym samym momencie co Set i Ptah.
- Jak wiecie jestem
druga w kolejności - powiedziała nie zadowolona.
- Chcesz tronu dla Ozyrysa - powiedział słabo Ra. - I pragniesz mocy.
- Tak - jej oczy błysnęły. - I tylko ja mogę cię uleczyć.
- Czemu tyle zwlekałaś? - zapytał Set.
- Bo to było zabawne jak próbujecie go ocalić - odparła. - Wyjaw mi swoje Tajemne Imię, Ra. W tedy cię uzdrowię.
- Nie zrobię tego - powiedział.
- Zrobisz, albo umrzesz, taką śmiercią, która przerazi nawet obojętnych na to zjawisko Bogów Śmierci - powiedziała,
Anput cofnęła się o krok wpadając na Anubisa, lecz cały czas mierzyła boginię morderczym wzrokiem głodnego szakala.
- Więc... Ra? - spojrzała faraonowi w złote oczy.
- Dobrze - odparł i zaczął wymieniać imiona, które nadali mu ludzie, sam sobie nadał, albo właśnie wymyślał.
- Żadne z tych imion nie jest Twoim Tajemnym! - Izyda była podirytowana, nachyliła się nad starcem. - Powiedz - rozkazała,a on szepnął jej coś na ucho.
Bogini odzyskała humor i z uśmiechem na ustach uleczyła Ra po czym wyszła z pokoju.
Ra usiadł na łóżku.
- Wyjść - rozkazał wszystkim - Bastet zostań.
Po kilku minutach Bastet wyszła z pokoju Ra jak dumna kotka, ale w głębi duszy lekko przygnębiona. Wszyscy, którzy czekali w korytarzu spojrzeli na nią. Było tam też kilku innych bogów.
- Bastet? - Bes spojrzał na kotkę. - Co się stało?
- Nic takiego - odparła i odwróciła się do Set'a. - Ra odchodzi do Nieba, zostajesz zwolniony z obowiązku walki z Apopisem.
-Ale... on ucieknie z Duat - Set patrzył na nią podejrzliwie.
- Nie martw się... ja mam do tego nie dopuścić - powiedziała.
- Czyli opuszczasz nas? - zapytała cicho Hathor.
- Taka jest wola naszego Pana - powiedziała i skierowała się do wyjścia ze świątyni ku czci Ra, by już wiecznie walczyć z wężem Apopisem i nie pozwolić mu uciec, ani siać chaosu na ziemi.
~Zakrwawiony Kapturek
~Mira~