środa, 4 lutego 2015

Rozdział XVI


   Jak doszło do tego, że chłopakiem Vic został Alexander? Otóż rankiem wybrała się z Darkness'em nad wodę. Nie miała ochoty ćwiczyć z braćmi, ani uczyć siostry Greki. W głębi duszy czuła się podle za przyłożenie Jonathanowi, ale też ból pleców sprawiał, że dziewczyna myślała, że zaraz skóra jej pęknie.
   Bez chęci do życia córka Nike siedziała na molo i patrzyła jak jej ukochany rumak bawi się w wodzie. Co jakiś na twarzy dziewczyny pojawiał się cień uśmiechu, gdy Darkness psocił się najadom i rybom.
 - Masz śliczny uśmiech, czemu tak rzadko się uśmiechasz? - rozległ się za nią męski głos.
 - Spadaj Alex - mruknęła, ale mimo to syn Ateny usiadł obok niej. - Głupi, głuchy, a może uparty?
 - Uparty - odparł, a lewy kącik ust drgnął mu lekko do góry.
 - Yh... Po co tu przyszedłeś? - zapytała.- Chciałam być sama.
 - Angela mnie tu zaciągnęła - wskazał podbródkiem przed siebie, Vic zauważyła przy Darkness'ie białą klacz pegaza.
 - Aha.
 - Co ci jest? - zapytał. - Jesteś blada... masz sine pod oczami... no i masz trochę krwi na plecach.
Dziewczyna odwróciła głowę.
 - To nie krew. Mój tatuaż zrobił się czerwony - szepnęła.
Alex miał nie rozumiejący wyraz twarzy.
 - Na zdrową nie wyglądasz - stwierdził.
 - Czuję się świetnie - skłamała.
 - Wątpię.
Vic prychnęła, ale po chwili przeszył ją ból, aż wygięła plecy w łuk.
 - Cholera - syknęła i wstała.
Alex również się podniósł.
Pegazy nie przejmując się herosami dalej ochlapywały się wodą.
 - Gloom powiedz, co ci jest - w głosie chłopaka była stanowczość, ale i ukryta troska.
 -  A co cię to obchodzi!
 - Powiedz- nalegał.
 - Ygh - spojrzała na niego morderczo. - Bolą mnie plecy... czuję jakby skóra odchodziła mi płatami. Zadowolony?!
 - Z tego, że  cierpisz? Ani trochę - powiedział.
Dziewczyna westchnęła. Alexander podszedł bliżej niej i przytulił ją delikatnie łapiąc jej biodra, by nie wywołać fali bólu. Odwzajemniła to po dłuższej chwili.
 - Czemu odwzajemniłaś mój pocałunek, a potem dałaś w pysk? - zapytał cicho.
 - Lili była moją przyjaciółką... była chorobliwie zakochana w tobie... a w tedy nas zauważyła... nie chciałam straci jej przyjaźni, ale mimo wszystko odwróciła się ode mnie - odparła słabym głosem.
 - Ale już jej nie ma.
 - Tak, wiem.
 Spojrzała w jego smutne, szare oczy. Zamknęła powieki i musnęła ustami jego wargi.  Pegazy spojrzały na nich.  Alex przekrzywił głowę wpatrując się w jej niebieskie tęczówki i pocałował ją. Rozkoszował się na nowo smakiem jej ust. Serce biło mu szybko, tak jak jej. Dotknął opuszkami palców jej policzka.  Darkness zarżał, a Angela patrzyła na nich rozmarzonym wzrokiem. Palce chłopaka wsunęły się we włosy dziewczyny. Odkleili się od siebie i spojrzeli sobie w oczy. Vic z cichym westchnięciem przytuliła się do niego. Na twarzy Alex'a pojawił się cień uśmiechu i pocałował dziewczynę w czubek głowy.
  - Już mogę cię nazywać... moją dziewczyną? - zapytał.
 - Tak - wtuliła się w niego bardziej.
Pegazy wyszły z wody i czekały na parę na brzegu. Vic cmoknęła Alexa w policzek i podeszła do swojego konia i wsiadła na niego.
 - Ścigamy się? - zapytała. - Do stajni.
 - Czemu by nie - odparł i wskoczył na grzbiet Angeli.


  Lucy po śniadaniu wraz z Pizdusiem  poszła szukać siostry, która nie zjawiła się w pawilonie. Poszła na arenę, obeszła pola truskawek, ale sis tam nie było. Postawiła swoją wiewiórkę na ziemi.
 - Szukaj Pizduś - powiedziała, a zwierze zaczęło węszyć w powietrzu, a potem na ziemi.
Po kilku minutach gryzoń pokręcił tłustą główką i wskoczył Lucy w ramiona. Dziewczyna westchnęła i wróciła do domku Nike.
  Gdy tak siedziała cicho w kącie czytając książkę, która była cała po grecku, wszedł Terry i Gabriel, a za nimi Dexter. Opadli na swoje łóżka. Lucy zerknęła na zegarek. Była czternasta. Najstarszy z braci pierwszy zauważył siostrę.
 - Hej Lucy, gdzieś ty była? - zapytał.
 - Tu - powiedziała cicho i wskazała na książkę.
Terry zmarszczył brwi.
 - A Vicki gdzie? - spytał,
 - Nie wiem - odparła, a kilka sekund później do domku weszła Vic.
 - Hejka braciszkowie - posłała im uśmiech. - Hej Lucy.
 - Gdzie byłaś? - zapytała oskarżycielsko  .
 - Z Darkness'em nad wodą - wzruszyła ramionami. - A potem przyszedł Alex...całowaliśmy się - dodała.
Gabrielowi opadła kopara, Terremu tak samo. Pizduś spał. Dext miał głupi wyraz twarzy, a Lucy miała utkwiony wzrok w siostrę.
 - Kto to Alex? - odezwała się.
 - Mój chłopak - Vic uśmiechnęła się.
Terren zemdlał.
 - Bogowie... - jęknął Gabriel. - Właśnie do mnie dotarło, że czuję się okropnie samotny jako singiel.
 - Bądź jak Narcyz - odezwała się Lucy.
 - Dzięki za radę.
Terry podniósł się z podłogi.
 - Heh, Gabriel forever alone! - zaśmiał się pół przytomny.
Brat spojrzał na niego morderczo.
 - Lucy, która godzina? - zapytała Vic zmieniając temat.
 - Obiadu - stwierdziła najmłodsza, odłożyła książkę, złapała siostrę za rękę i wyszły. Pizduś szedł z męską częścią domku Nike za nimi.

   Podczas obiadu Vic co jakiś czas zerkała kątem na stół Ateny. Alex czynił to samo w jej stronę. Jonathan babrał widelcem w jedzeniu patrząc w stronę Vic, kiedy ta nie patrzyła na swojego chłopaka. Cóż za wyczucie czasu. Córka Nike jednak nie zapomniała o dawnym obiekcie swoich westchnień. Spojrzała na Jeff'a w tej samej chwili co on na nią. Chciałabym się rozdzielić na dwie Vic, tak, by jedna mogła być z Alex'em, a druga z Jeff'em - pomyślała smutno, po czym lekko zarumieniona odwróciła wzrok. Gdybym tylko miał odwagę do niej podejść i wyznać co czuję... cholera...  - przemknęło to przez głowę Jonathana i dalej babrał widelcem w jedzeniu.
 - Lucy... podoba ci się Ravi? - zapytała szeptem Vic.
 - Eee? - jej twarz wykrzywiła się w dziwny grymas. - Fuj.
Vic uśmiechnęła się pod nosem.
Przy stole Ateny Alex miał cały czas lekki uśmiech na twarzy.
 - Coś ty taki radosny, hę? - zapytał jeden z jego rodzeństwa.
 - Nie ważne... - odparł poszerzając uśmiech.
 - Przyznaj się - odezwała się siostra Alex'a. - I co tak zerkasz na stół Nike?
 - Ech... skoro tak bardzo chcecie wiedzieć... to...

 ***

 - Anput jesteś Pierdołą - stwierdził Anubis, który nadzorował pracę swojej siostry podczas ważenia serca jakiegoś zmarłego.
 - Tobie też na początku nie szło idealnie! - broniła się.
 - Lepiej niż tobie - prychnął.
 - Nie wiedziałeś co to waga, bałeś się Ammit, podpaliłeś sobie włosy i zbulwersowałeś się, że przez pióro prawdy nie możesz grzeszyć - mruknęła.
 - Ale serca nie wymykały mi się z rąk, oto skazałaś biedną duszę na wieczną tułaczkę.
 - Duszę mordercy i gwałciciela... - dodała.
 - MOŻE MIAŁ POWODY BY ZABIJAĆ.
 - I gwałcić? - uniosła pytająco brew do góry.
 - Dobra... nie ważne - westchnął.  - Która godzina?
 - Zaraz zmierzch - mruknęła.
 - Koniec lekcji na dziś - powiedział.

***


Po kolacji Vic i Alex wyszli nieco szybciej od reszty. Lucy człapała za siostrą. Syn Ateny zatrzymał się. Kątem oka zobaczył Jonathana. Już na początku lata miał podejrzenia co do syna Nemezis. 
 - Co jest? - zapytała Vic.
 - Nic... - przyciągnął ją do siebie.
 - To czemu się zatrzymałeś? - Vic przekrzywiła lekko głowę.
W odpowiedzi pocałował dziewczynę, która  nieświadoma, że patrzy na nią Jeff odwzajemniła pocałunek. Lucy spojrzała na nich i podeszła do Raviego, który właśnie wychodził z pawilonu.
 - Twoja siostra jest z tym blondasem? - zapytał.
Lucy kiwnęła głową i wskazała na Jeff'a.
 - Eh... już nie mogę się doczekać jego marudzenia, wyzwisk w stronę Alex'a i tym podobnych - westchnął. 
 - Berek? - zapytała Lucy.
 - Berek - klepnął dziewczynę w ramię i zaczął przed nią uciekać.

  Tego samego wieczoru Vic siedziała na łóżku już przebrana i czytała książkę, Lucy głaskała Pizdusia, Dext próbował zasnąć, Terry rozmawiał z Gabą, a ten ostrzył miecz, kiedy do domku wszedł Alex.
 - Zdążyłem przed ciszą nocną - powiedział na wstępie i uśmiechnął się głupkowato.
Wszyscy spojrzeli na niego, a on patrzył tylko na nią. Usiadł obok swojej dziewczyny na jej łóżku. 
 - Dobranoc księżniczko - pocałował ją, ona zaś odwzajemniła to.
 - Na bogów... liżą się - stwierdził Gabriel.
Terry przewrócił oczami.
 - Jak ja się całuje z włóczykijem to nie komentujesz - powiedział.
 - No bo... jakoś nigdy nie widziałem żebyście się całowali z udziałem języka... no i Vicki to nasza małą siostrzyczka... powinniśmy ją chronić - po jego słowach Vic i Alex zaśmiali się cicho wraz z Terrym.
 - Warzywa z patelni szkodzą ci bracie - powiedział Ter.
Grupowy domku westchnął i odłożył swój miecz po czym opadł na łóżko.
Vic i Alex znów mieli złączone usta w pocałunku.
 - Ekhem... Romeo - odezwał się po kilku minutach Terren. - Wy oddychać nie musicie, co?
Para odkleiła się od siebie.
  - No już cię z tond nie wypuścimy - stwierdził Gaba. - Przecież nie pozwolimy, by  chłopaka naszej siostry rozerwały harpie.
 - Już jest tak późno?  - Alex zmarszczył brwi.
 - Yop - przytaknął Ter.
 - Cholera.
 Gabriel sięgnął po karty i usiadł z Terrym na podłogę.
 - Alex, grasz? - zapytał Gab.
 - Jasne - zszedł na dywanik.
 -Sis? 
 - Nie dzisiaj - odwróciła się do nich plecami.

  Skończyli grać o północy, kiedy Ter zasnął nas swoimi kartami. Gabriel położył go na łóżku i opadł na swoje. Alex położył się obok Vic, która już od dawna spała, tak jak Lucy i Dext. 
Alexander objął dziewczynę, a twarz schował w jej włosach.
 Poranek był dość ciekawy. Wszyscy obudzili się równo o ósmej. Lucy spadła w nocy z łóżka i z jęknięciem próbowała się pozbierać z podłogi. Dexter wyczołgiwał się z pod łóżka. Ter lunatykował, więc teraz wychodził z szafy. Gabriel spał z nogami w górze opartymi o ścianę. A Vic.... była przytulona do Alexa, tak, że ten miał na twarzy jej pierś, a nogami oplotła jego tors. Blondyn uśmiechnął się pod nosem.
 - Yghhhjisdfidschl - wymamrotał Ter chwiejąc się na nogach. - Alex... nie za dobrze ci?
 - Mhh... jest doskonale - stwierdził, a Vic otworzyła oczy i napotkała spojrzeniem uśmiech Alex'a.
Pocałowała go w skroń.
 - Też tak chcę - stwierdził Terry. - Idę po Włóczykija.
 - Jesteś w samych bokserkach - mruknął Gabriel.
 - Yhym... zaraz wracam.
 Gabriel spojrzał na swoją siostrę i jej chłopaka.
 - Vic... oddychać nie mogę - wymamrotał Alex i dotknął jej pierś, podniósł, po czym zaczerpnął powietrza. 
 - Alex... ty zboczeńcu - mruknęła dziewczyna.
 - Miałem się udusić? - zapytał.
 - A wyobrażasz sobie wspanialszą śmierć? - zapytała.
 - Nie - puścił ją pierś, tak, że znów opadła mu na twarz. - Chociaż mogłabyś zdjąć koszulkę - uśmiechnął się figlarnie.
 - Pomarzyć możesz - wymamrotała.
 - Lepiej nie bo mu stanie - odezwała się Lucy przebierając się za parawanem, po chwili wyszła i usiadła na swoim łóżku z Pizdusiem na kolanach.
Drzwi otworzyły się i do środka wszedł Terry. Przez ramie miał przewieszoną Meriel. Posadził ją na swoim łóżku i się do niej przytulił.
 - Pacz na nich - wymamrotał Terry i wskazał na swoją siostrę.
 - Hej Włóczykij - odezwała się Vic.
Meriel wstała i podeszła do łóżka swojej koleżanki.
 - Bogowie... Alex. Nie umarłeś ze szczęścia? - zapytała i w powrotem usiadła obok swojego chłopaka.
 - Jeszcze nie, ale koniec jest bliski - odparł blondyn i cicho westchnął. - Skarbie, jeśli weźmiemy ślub chcę się tak budzić każdego ranka.
- Jak dożyjemy - mruknęła i podniosła się do pozycji siedzącej i spojrzała na Meriel.
Vic spojrzała na nią pytająco. Włóczykij w najlepsze bawiła się własną śliną. 
 - Fuj - widok obrzydził Vic. - Terry zabierz jej nadmiar śliny.
 - Już się robi - pocałował ją.
 - Ej! - zaprotestowała i znów zaczęła wytwarzać ślinę.
 - Włóczykij plizzzzz - jęknęła Vic.
Meriel dalej się bawiła. Alex usiadł obok swojej dziewczyny i przytulił się do niej, tak jak Terry do Włóczykija.
 - Forevel alone - zaszlochał teatralnie Gabriel.
Vic poszła się ubrać, a Alex do swojego domku, po chwili wrócił, akurat gdy córka Nike wychodziła zza parawanu. Następny był Gabriel... potem Ter.
 - To... co dziś robimy? - zapytał Ter i rozejrzał się po towarzystwie.

~ Zakrwawiony Kapturek

Alex i Vic




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz