niedziela, 8 lutego 2015

Rozdział XIX cz. I

Włóczykij przechadzała się wzdłuż strumyka Zefira, chciała chwilę pobyć sama. Nie zwracała uwagi nawet na osóby,  które mijała. Była nieobecna duchem, czyli myślała. Tym razem o Anubisie. Czy jeśli bogowie greccy istnieją,  to egipscy też?
O raju... obezwładniłam boga...
Pogładziła naszyjnik, który od niego dostała, chciałaby znów go zobaczyć...
Trzeba zrobić kolejny wypad na miasto,  tylko kiedy?
Jej rozmyślania przerwał nagły szum. Po chwili spostrzegła,  że stoi na piasku, a po jej prawej stronie rozlega się piękne morze.
- O kurde...- Wyszeptała zachwycona widokiem.- Jezioro to pikuś z morzem...
- Co nie?- Odezwał się potwierdzający głos za jej plecami. Podskoczyła lekko i odwróciła. Stał tam Terry z założonymi rękami i patrzył obojętnie na dziewczynę. - Tak. Coś się stało? - Spytała.
- To ja się powinienem zapytać. Unikasz mnie od dnia, w którym wróciliśmy z jeziora, a było to prawie tydzień temu. Co ja ci takiego zrobiłem Włóczykij?- Spojrzał na nią smutno.  Dziewczyna zrobiła minę zbitego psa, sama nie wiedziała co się działo. Stała się ponura przez te kilka dni, nawet nie chciało jej się ćwiczyć,  a to była bardzo, ale to bardzo rzadkość.  Nawet podczas choroby ćwiczyła. Nie była także w odwiedzinach u Venory..., czy nawet słowa z Olafem nie zamieniła.
- Ja.. ja nie wiem.- Mówiąc to spuściła głowę zawtydzona minimalnie.
- Ogółem chodzisz dość ponura.- Podszedł do niej blisko, tak że dzieliło ich zaledwie parę centymetrów. Chwycił jej podbrudek i podniósł by spojrzała na niego. Uczyniła to i odkryła, że w jego piwnych oczach widać pełno troski pomiaszanej ze smutkiem. Bez zastanowienia przytuliła go mocno do siebie i położyła swoją głowę w zgięciu obojczyka. Ten mile zaskoczony oddał uścisk i lewą ręką zaczął gładzić plecy dziewczyny. Nic się dla nich nie liczyło, tylko ta chwili. Szumy i pluski morza nie rozpraszały ich, a mewy nawet nie piszczały głośno.
- Przepraszam- Wyszeptała ze zdziwieniem,  że to powiedziała. Canavan też nie krył zdumienia. Ona i słowo przepraszam!? Znów uniósł jej podbrudek i musnął lekko jej usta.
- Nie masz za co Włóczykiju- Potarł swój nos o jej i wpił się znów w jej wargi. Był to długi i subtelny całus, przez który świat dla nich przestał istnieć. Terr powoli wprowadził swój język w jej usta i czekał na pozwolenie na dalsze pieszczoty. Dziewczyna otworzyła swoje usta szerzej  i pozwoliła by pogłębił pocałunek,  a ten z radością to uczynił.
Po chwili rywalizowali o dominację ustną.
Nie liczyli czasu, minuty, godziny czy dnie nie miały dla nich znaczenia.
- Ooo jak wy słodko wyglądacie! Mówią,  że miłość rozwita na wiosnę,  ale w lato... no w sumie rośliny też w lato rosną,  więc nie ma różnicy,  no ale Afrodyta tak mówiła,  ale co mnie ona obchodzi!? - Oderwali się od siebie i spojrzeli na kobietę odzianą w zieloną suknię,  a na głowie miała wianek z kłosów.
- Kim jesteś?- Spytał Terry.
- Oh? Ah tak, Terren Canavan, syn Nike. Oj nie poznajesz mnie? No kto by poznawał taką boginię o której jest mało mitów! - Zaczęła marudzić, gładząc swoje brązowe włosy. - W sumie o twojej matce też nie jest dużo. - Zachichotała i skierowała swój wzrok na dziewczyne.
- Oh... a jednak to prawda. Kwiatuszek od Posejdona! Tajemniczy i zakazany kwiatuszek.
- Demeter.- Powiedziała Włóczykij. - Jesteś Demeter, bogini roślinności i tego typu.
Bogini poprawiła swoje hebanowe włosy i podniosła dzbanek z ziemii.
- Tak. Przynajmniej ty jedna mnie rozpoznajesz.- Ustawiła się profilem do nich, jak jeden z jej posągów.- Teraz raźniej synu Nike?
Chłopak stał patrząc niezrozumiale na tę scenke.
- A..oh. yy..- Wydukał
Bogini prychnęła.
- Cóż za elokwencja w tych czasach! Powonieneś jeść więcej owsianki.
Włóczykij na te słowa uśmiechnęła się lekko, lecz momentalnie spoważniała.
- Pani Demeter... w jakiej sprawie się zjawiasz? Bogowie nigdy...
- Nigdy nie pojawiają się bezinteresownie! Tak znam, to powidzenie. I się z nim zgodzę.  Chciałam tylko byś droga M...
- Włóczykij! - przerwała jej.
- Droga Włóczykij- Powiedziała Demeter z kpiną.- Byś przekazała, to Chejronowi. Oczywiście sama bym mu dała, ale nie widzi mi się szukanie go po calutkim obozie. Więc chcę żebyście razem go znaleźli i dali mu to.- Wyciągnęła kremową kopertę z dzbanka i podała dziewczynie.- Nie radzę otwierać. A za wykonanie tego wielce trudnego zadania- Rzekła z ironią- Dostaniecie nagrodę. Oboje.
Odwróciła się od nich, przeszła kilka kroków i zamieniła się w mgiełkę i odleciała w kierunku tylko sobie znanym.
- To było dziwne.- Stwierdził Terr.
- Eh... no. Musimy znaleść Chejrona.
- Nie widziałem go dzisiaj. Pana D. też nie... chodź.
Złapali się za rękę i spacerkiem dotarli do domku Nike.
- Włóczykij!  Hej.- Powiedziała Victoria, która siedziała z Jeffem, Alexem i Gabą przy drzwiach na ławce.
- Cześć rzekoma udawaczko.- Rzuciła niedbale i już miała iść do siebie, gdy córka Nike ją zatrzymała.
- Udawaczko?  Czemu niby udawaczka?
- Wcale nie grałaś aktorstwa gdy się ścigałyśmy, dobrze o tym wiesz. Tylko nie możesz się pogodzić z przegraną. " Znudziło mi się ciągłe wygrywanie" - Zacytowała ją Włóczykij.
- Skąd ty to...
- Drzewa takze mają uszy. I nie,  to nie Jeff mi to powiedział jakbyś chciała wiedzieć.
Kapturek lekko się zmieszała i przytuliła do Alexa. A Włóczykij rozejrzała się po towarzystwie i nic nie mówiąc odeszła na swoje terytorium.
- Co jej jest?- Spytał Gabriel.
- Nie wiem, od czasu powrót z jeziora taka chodzi i nic nie chce powiedzieć. - Wyjaśnił Terry.
- Może ma jakiś problem i nie chce by jej przeszkadzano?- Wtrącił Alex.
- Może...- Mruknęła Vic ponuro.
- Ej Jeff, może ty z nią pogadasz? W końcu najdłużej się znacie. - Zaproponował Terr.
- No nie wiem...- Zaczął mówić.
- Może ty i jeszcze Olafa poprosimy? Oni też są ze sobą blisko. A ty Terr?- Spytał Gaba.
- Próbowałem, wydawało mi się, że chce się wygadać, ale nagle się powstrzymała i..- Już chciał powiedzieć o spotkanej bogini, ale powstrzymał się. - ... zamilkła no.
- Dziwne.- Oznajmiła Vic.
Nagle ich rozmowę przerwało pojawienie się Venory. Victora wstała z poważną miną.
- Co u licha ona tu robi?!
Koń stanął dęba i zamachał swoimi nietoperzowymi skrzydłami.
- Ma uzdę założoną- Spostrzegł Jeff.
Wszyscy zerbrali się,  w bezpieczniej oczywiście odległości, przed pegazem.
Venora zirytowana zarżała głośno i tupnęła kopytem.
- Co za... - Nie dokończyła, bo wpadła na pomysł. Podeszła szybko do Terrego i pochyliła się,  dając mu znak, by na nią wsiadł.
- Yyy, mam wsiąść?
- No dawaj stary!- Ponaglił go Alex.
Chłopak, to uczynił i momentalnie klacz zerwała się do dzikiego galopu. Pędzili tak chwilę i znaleźli  się niedaleko pól truskawek. Koło drzewa leżała niebieskowłosa, była nieprzytomna, a z nosa leciało jej trochę krwi.
- Na Hadesa!- Terr zeskoczył z Venory i popędził do Włóczykija.
Uklęknął i wziął delilatnie swoją dziewczynę w ramiona, dźwignął się i wsiadł na pegaza, który do nich podszedł i uklęknął by wsiedli.
Venora wzbiła się delikatnie w powietrze i poleciała do Wielkiego Domu, a dokładniej do Izby Chorych.
Położył delikatnie na jednym z wielu łóżek i momentalnie podbiegły do niej dwie dziewczyny,  które miały warte akurat w tym miejscu.
- Czy ona...- Spytał wahając się.
- Będzie dobrze- Powiedziała,  chyba, Cleo z domku Hekate i wyprosiła go na zewnątrz.
Chłopak niczym zombie dotarł do swojego domku i położył się na łóżku,  które było piętrowe.
Leżał tak, że nawet nie zauważył jak Paczka przyjaciół weszła do domku.
- Co chciała Venorka? - Spytał Alex.
Terr coś wymamrotał pod nosem i nakrył się kołdrą.
- Terry! Co ci?- Spytała lekko zaniepokojona Vic.
Nie dając jakichkolwiek oznak Gaba wspiął się na drabince do jego łóżka i zdarł z niego kołdrę.
- Terrenie Canavan! Mów zaraz co się dzieje, chłopie no!.
Chłopak podniósł się do pozycji siedzącej z złością patrząc na osoby, które zakłóciły mu spokój.
- Włóczykij leży nieprzytomna w Izbie, to się stało! - Krzyknął. - Chyba spadła z pegaza, ale to niemożliwe!  Ona?!
Mamrotał tak jeszcze chwilę.
Reszta stała jak wryta. Włóczykij w mini-szpitalu, co się mogło stać?
                          * * *
-Anput, wiesz jeszcze za wcześnie na naukę. Wogóle nawet nie było rady bogów. Tylko pan Ozyrys wie... no i ty.
To bezsensu siostro.
- No w sumie trochę racji masz... - Cmoknęła go w polik- Ide do Bastet pogadać.
Gdy wyszła z jego komnaty, chłopak westchnął ciężko i przywołał do siebie wspomnienie z spotkania na cmentarzu z Włóczykij.
- Tajemnicza i piękna- Mruknął zanim zapadł w sen.
                               * * *
# Włóczykij.
Czytasz- Komentarz

                       Posąg Demeter

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz