Siedząc na słonecznym tronie na barce spoglądał z nieba na ludzi, kiedy tak kursował na barce po niebie. Po co Chnum ich stworzył? Westchnął i spojrzał na spoją wierną kotkę, która stała niedaleko jego tronu.
-Jakieś wieści od Bogów, Bastet? - zapytał władca.
- Ozyrys i Izyda się zaręczyli - odparła z uśmiechem kocia bogini.
Ra podniósł brwi ze zdziwienia.
- Kiedy? - dopytał.
- Wczoraj wieczorem.
- Hym... tak sądziłem, że Ozyrys wybierze Izydę - oparł się wygodniej o oparcie tronu, było już południe. - Coś jeszcze?
- Nie, Panie.
Tym czasem Izyda spacerowała po ogrodzie przed swoją świątynią na ziemi. W powietrzu unosił się zapach róż, jej ulubionego kwiatu. Jej tęczowe skrzydła połyskiwały w słońcu. W pewnej chwili jakaś męska ręka złapała ją w pasie. Wzdrygnęła się., po czym odwróciła się i stanęła przed mężem.
- Ozyrysie...
- Witaj Izydo - posłała jej słaby uśmiech i wręczył różę jakiej bogini jeszcze nigdy nie widziała, ów kwiat był tęczowy tak jak skrzydła Izydy.
- Piękny... - powiedziała cicho zafascynowana podarkiem. - Cudownie pachnie - powiedziała po czym spojrzała na narzeczonego. - Gdzie go znalazłeś?
- Stworzyłem... dla ciebie - zarumienił się lekko i odwrócił wzrok.
Izyda zachichotała i przytuliła go.
- Dziękuję - cmoknęła go w policzek.
Kilka tygodni później Ra na swojej barce podróżując po niebie wyczuł coś niepokojącego.
- Bastet! - zawołał.
- Tak, Panie? - kotka uklękła przed tronem.
- Powstań. Maat jest zaburzone. Co się dzieje i co to za hałas z ziemi?
- Ludzie. Oni... stali się podli i zarozumiali, nie składają mam już ofiar... nie czczą nas - odparła posępnie Bastet.
- CO?! - faraon bogów wstał z tronu. - Jak oni śmią?! Chnum ich stworzył i tchnął w nich życie, Thot i Seszat nauczali ich, by byli samodzielni, Hapi wylewa co jakiś czas Nil, by użyźnić ziemię, Ja daję im światło, aby nie żyli w ciągłym mroku a oni się tak odpłacają? - Ra był zdenerwowany.
- Panie...
- Czas zwołać Naradę Bogów!
- Tak - skłoniła mu się i odeszła.
Następnego dnia w Sali Narad w Królestwie Bogów panowało zamieszanie. Pomniejsi bogowie, duszki i magiczne kule nie zostali wpuszczeni, sprawa była poważna. Przy wielkim stole siedzieli: Szu i jego żona Tefnut, Selkit, Hathor, Thot, a przy nim Seszat, Set, Izdyda,Ozyrys, Neftyda, Set, Sechmet, przy której siedziała Bastet, Hapi, Chnum, Amon, Bes. Oczywiście nie zabrakło tam również faraona - Re.
- Zebraliśmy się tu z powodu Ludzi - oznajmił Ra.
Sechmet zawarczała, a nadpobudliwy i zmienny jak wiatr Szu wstał.
- Dopuścili się haniebnego czynu! Zaczęli nas obrażać! Przestali składać ofiary! - podniósł głos. - Powinniśmy ich zniszczyć! - spojrzał na Chnuma. - Oni nam są niepotrzebni! Bezużyteczni! Kule u nogi!
- To moje największe dzieło - jęknął barani bóg.
- Zabić ich! - wrzasnął Szu.
- Proszę o spokój - powiedział Ra. - Szu usiądź.
- Tak, Faraonie - westchnął, a lekki wiatr zawiał w pomieszczeniu.
- Panie, popieram Szu - odezwała się Selkit.
- Ja też - odezwała się Seszat. - Na początku myślałam, że Ludzie to wspaniałe stworzenia obdarzone rozumem i świadomością, ale teraz, gdy brat dla brata jest wrogiem, już tak nie uważam.
- Tak. Faraonie, czy widziałeś co zrobili z moją i Saszet świątynią? Obrzucili jajami - syknął Thot.
- Mi złożyli w ofierze wielbłądzie łajno - odezwała się Neftyda, a Set zaśmiał się w duchu z siostry.
- Boś Pierdoła - zauważył pan chaosu.
- Odezwał się oślogłowy - odparowała mu Neftyda.
- Zabić! - wrzasnął Szu wykorzystując zamieszanie.
- Ludzie - prychnęła z pogardą Sechmet.
- Beee - jęknął żałośnie Chnum, którego głowa przybrała baranią formę. - Beee!
- Moja świątynia... - użalała się Hathor.
- Hahaha! Jak fajnie będzie! Tyle mordu! Wnętrzności będą fruwać! - ucieszył się Hapi, który był zawsze Happy.
- Nie zanieczyszczaj mi powietrza - świsnął Szu.
- Cisza! - głos Ra przebił się przez gwar.
W sali zapanowała grobowa cisza i wszyscy spojrzeli na zirytowanego władcę.
- Wyrok śmierci jest zbyt pochopny. Tak jak powiedziałaś Saszet, oni są inteligentni. Oszczędźmy ich marne żywota....
- Huraa! - ucieszył się Chnum, po czym zamilkł widząc mordercze spojrzenie faraona, któremu przerwał.
- Jednak kara musi być - ciągnął dalej Ra. - Gdy poczują gniew bogów na swojej skórze znów zaczną nas czcić, będą wobec nas pobożni, nie ośmielą się zhańbić naszych imion.
- Co proponujesz panie? - zapytała Bastet.
- Sechmet, ty ukarzesz tych ludzi - odparł Ra.
Kobieta wyszczerzyła się w szerokim uśmiechu.
- Tak, Panie!
Kiedy narada się skończyła Sechmet pod postacią lwicy wybiegła i pojawiła się na ziemi.
- ZA BOGÓW! - zaryczała i zaczęła biec mordując każdego, kogo zauważyła na swej drodze.
Pozostawiała po sobie krwawe plamy.
Wpadła na rynek miejski.
- Hahaha! Oto jest kara boska! - wrzasnęła i rzuciła się na jakiegoś mężczyznę odgryzając mu głowę.
Następnie stratowała jakieś małe ryczące dziecko i rzuciła się na staruszkę rozrywając ją pazurami. Następna była kobieta w ciąży. Nie oszczędzała nikogo. W ciągu trzech dni zmniejszyła populację ludzi w całym Egipcie o połowę. Ra widząc to wysłał Bastet, by ją powstrzymała, lecz kocia bogini nie dała rady. Faraon więc wysłał Set'a, Selkit i Amona wraz z Szu, lecz oni także odnieśli porażkę. Sechmet wpadła w trans rzezi, zasmakowała jej ludzka krew. Ra wiedział, że jeszcze kolejne trzy dni, a ludzkość wyginie.
- Bastet! Zdobądź dla mnie kilka litrów ludzkiej krwi... przeszukaj zwłoki, nie waż mi się zabijać - rozkazał Ra kotce. - Szu, ty wykop na pustyni dół... nie za wielki, ale też nie za mały. Amonie, Hathor wy przynieście mocne piwo i chakadi po czym wymieszajcie je z krwią i wlecie do dołu, który przygotuje Szu, potem Bastet naprowadź Sechmet na krew... czas zakończyć te mordy - powiedział Ra.
- Tak, Panie! - powiedzieli bogowie i spełnili jego żądanie.
Sechmet zaś, gdy znalazła rów na pustyni spragniona biegiem zaczęła pić krew zmieszaną z piwem. Gdy wypiła padła na ziemię pijana. Bogowie zabrali ją do Duat, gdzie po kilku dniach wytrzeźwiała, a przez kolejny tydzień miała ciężkiego kaca.
W tym czasie ludzie nabrali pokory, zawstydzeni oraz w strachu przed kolejną karą zaczęli odnawiać świątynie i składać porządne ofiary. Ra odetchnął z ulgą. Sechmet, która myślała, że upiła się całą tą krwią z mordów nie odważyła się znów rozpoczynać rzezi, nie mogła patrzeć na krew.
Maat uspokoiła swą aurę, co wpłynęło pozytywnie na bogów. Izyda i Ozyrys zaczęli nawet ustalać datę ślubu.
Małżeństwem zostali dwa miesiące po zakończeniu mordów Sechmet. Set, który niechętnie przyszedł na wesele siedział obok Neftydy, która trzy tygodnie wcześniej pod przymusem została jego narzeczoną. Bóg chaosu, znudzony, popijał wino, a jego partnerka patrzyła na nowożeńców z uśmiechem.
- Piękna z nich para, prawda? - zapytała cicho.
- Yh... tsa - mruknął Set. - Nie martw się, mu taką nie będziemy.
- Ale żeś mnie pocieszył...
- Wszystko dla przyszłej żony.
- Ygh...jesteś okropny - stwierdziła.
- Wiem... - westchnął.
- Nienawidzę cię.
- Ja ciebie też kocham, skarbie - posłał jej wredny uśmiech.
Przewróciła oczami i znów wpatrywała się w tańczących na środku sali Izydę i Ozyrysa w rytm radosnej muzyki. Też chciała, by ktoś ją pokochał...
- Chciałabym mieć już nasz ślub z głowy - powiedziała.
- Nie możesz się doczekać nocy po ślubnej... co? - poruszył znacząco brwiami.
- Set... ty zboczeńcu - zrobiła facepalm.
- Ty masz brudne myśli - mruknął i objął ją ramieniem. - Nie będzie aż tak źle, Nef - posłała jej jeden ze swoich lepszych uśmiechów.
- Czyli jednak masz serce? - spytała cicho.
- Nie. Chyba, że chodzi ci o to w przenośni... w tedy odpowiem Tak.
Przytuliła się do niego.
Dla Izydy był to szczęśliwy dzień.
- Ozzy... spójrz...- wskazała podbródkiem w stronę siostry i brata siedzących przy stole.
- Nie znałem Seta od tej strony... czyli jednak ma uczucia...
Iz przewróciła oczami i tańczyli dalej.
Kilka tygodni później Neftyda w sukni ślubnej była przytulona do Seta w powolnym tańcu.
- Przeżyłaś ceremonię ślubną... chyba nie było aż tak źle? - zapytał szeptem Set.
- Było jeszcze gorzej - zaśmiała się cicho bogini, kąciki ust jej męża drgnęły i nieznacznie uniosły się do góry.
- Przesadzasz.
- Ymmm - wtuliła się w niego bardziej.
Bes tańczył z z boginią - hipopotamem. Thot zaś zaprosił do tańca Selkit, a Amon zaś Hathor. Hapi próbował nakłonić do tańca Bastet, ale ta była nie ugięta, jednak bóg Nilu nie poddawał się łatwo. Sobek upijał się siedząc przy stole wraz z dwoma innymi bogami. Ra siedział na swoim miejscu rozmawiając z jakimś bóstwem.
Pod koniec przyjęcia, kiedy bogowie zaczęli wracać do swoich świątyń, bądź pokojów w Królestwie Ra. Set zabrał Neftydę do swojej komnaty, tak jak każdy mąż swoją żonę po ślubie, zgodnie z niepisaną boską tradycją.
W Set tedy nie wiedział jakie będą skutki 'niewinnej' nocy. A gdy jego kochana żona zawiadomiła go o ciąży był w niemałym szoku, ale objął Neftydę i pocałował w czoło. Kiedy minął czas trwania ciąży nastał czas rodzenia. Izyda towarzyszyła swojej siostrze. Mężczyźni czekali pod drzwiami, one zaś były same. Set się niecierpliwił.
- Ekhem - odchrząknął Ozyrys. - Gratuluję ci braciszku... nie mogłeś sobie szybciej życia spierdolić, no nie? - zaśmiał się.
- Zamknij się - mruknął. - Szczerze mówiąc, to nawet chciałem mieć bachorka - stwierdził.
Przez następną godzinę próbowali ignorować wrzeszczenie Neftydy zza drzwi, z bólu. Izyda trzymała siostrę za rękę wspierając ją duchowo i szepcząc zaklęcia, które miały pomóc rodzącej. Ra stał razem z nimi, przyszedł także Szu z Tefnut, przyszli dziadkowie dziecka Set'a.
Przez następną godzinę próbowali ignorować wrzeszczenie Neftydy zza drzwi, z bólu. Izyda trzymała siostrę za rękę wspierając ją duchowo i szepcząc zaklęcia, które miały pomóc rodzącej. Ra stał razem z nimi, przyszedł także Szu z Tefnut, przyszli dziadkowie dziecka Set'a.
W niecierpliwości oczekiwali, aż Izyda otworzy drzwi. Szu rozmawiał z Ozyrysem wypytując go, czy on też spodziewa się z Iz malucha.
- Nie - odparł.
- Yh... - mruknął Szu, a drzwi w końcu się otworzyły. Stała w nich Izyda. Wpuściła tylko Seta, pozostali stali w otwartych drzwiach.
Mąż podszedł do żony. Spodziewał się córki... i miał córkę... ale drugie dziecko w postaci płci męskiej było dla niego zaskoczeniem. Małe szakalątka otworzyły oczka i spojrzały na matkę, po czym na ojca...
CDN
~Z. Kapturek... ledwo żywa....
~Z. Kapturek... ledwo żywa....
Proszę o ciąg dalszy
OdpowiedzUsuń