sobota, 14 lutego 2015

Miniaturka ~ Szakale cz.2

 Następnego dnia Set'a obudziły szczenięce piski i pomruki. Wstał i podszedł do jednej z dwóch kołysek.
 - Anbis na Bogów! - jęknął Pan Chaosu. - Bądź cicho.
Maluch wlepił w ojca spojrzenie małych czarnych oczek. Set przewrócił oczami i poczuł jak ktoś obejmuje go od tyłu. Spojrzał na swoją żonę, która wzięła na ręce ich synka, a sam podszedł do kołyski córki. Anput była jeszcze pogrążona we śnie. Po dłuższym czasie otworzyła jedno intensywnie niebieskie oko, a potem drugie. Ziewnęła, a widząc tatę wyciągnęła do niego małe rączki. Set wziął ją na ręce.
 Wciągu kilku dni Set zdążył znienawidzić swojego syna, Neftyda w obawie, że jej mąż zrobi coś Anubisowi wymknęła się w nocy z domu. Biegła brzegiem Nilu, aż dotarła do świątyni Izydy. Weszła i uklękła przed ołtarzem.
 - Izydo! Siostro! - zawołała, a po chwili. - Izydo, proszę cię!
Po chwili pojawiła się przed nią kobieta z tęczowymi skrzydłami.
 - Jest środek nocy... co się stało? - zapytała.
 - Mój mąż, Set... och... nie chcę by coś się stało Anubisowi - łzy pociekły jej po policzku. - Pomóż mi go chronić, sama jestem za słaba - zaszlochała.
 - Siostro... - szepnęła Izyda z troską w głosie i uklękła przy niej. - Zaopiekuję się Anubisem - obiecała. - Proszę nie płacz - otarła jej łzy.
Izyda wzięła na ręce Anubisa.

   Miesiąc później, w południe najcieplejszej pory roku egipskiej*, Pan Chaosu, jego żona i dziecko siedzieli, w cieniu, na schodkach świątyni poświęconej Neftydzie. Był bezwietrzny dzień. Anput jako, że zrodzona w dwóch bogów rosła i rozwijała się szybciej od ludzkich. Od czasu narodzin jej wygląd i zachowanie zmieniło się, tak że teraz przypominała czteroletnie dziecko, ale włosy urosły jej do pasa. Były gęste i czarne.
  Anput obserwowała umierającego motyla, siedząc na kolanach taty . Owad siedzący na piasku próbował wzbić się w powietrze. Był coraz słabszy, aż w końcu się poddał. Córka Set'a zafascynowana nadal wpatrywała się w motyla. Spojrzała na tatę i wskazała rączką na owada.
 - Tata, daj!
  Set machnął ręką i piasek uformował się w wielką rękę, która podała dziewczynce motyla. Anput wzięła go w nieporadne i niezdarne, dziecięce dłonie i uniosła stworzenie na wysokość oczu. Set patrzył uważnie na swoją córkę. Motyl poruszył się i zatrzepotał skrzydłami. Wzniósł się za kilka centymetrów w górę po czym zastygł, a spadając zmienił się w szary pył, który pokrył dłonie dziewczynki. Anput zaczęła płakać. Neftyda opiekuńczo pogładziła policzek córki, która bardziej się rozryczała.
 - Anput, uspokój się - powiedziała z troską w głosie Neftyda.
Powiew wiatru zdmuchnął z rąk dziecka pył.
 - Szu - mruknął Set. - Co cię tu sprowadza?
 - Prądy powietrzne - odparł z dumą bóg i spojrzał na swoją pra-wnuczkę. - Ależ z ciebie beznadziejny ojciec Set.
 - To nie moja wina, że ona ryczy - mruknął.
 - Tak, ale nic nie robisz, by przestała!
 Anput tarła dłońmi oczy, ale już nie płakała. Pojedyncze łzy spływały po jej policzkach. Spojrzała na Szu.
 - Dziadzio? - zdziwiła się, bo nie zauważyła jak bóg powietrza się pojawił.
 - Ach, witaj Anput - Szu uśmiechnął się do niej. - Neftydo, wyglądasz cudownie z tym kwiatem we włosach. Widzę, że wam się układa w związku - powiedział.
 - Yhym - mruknął Set.
 - Jest cudownie - odezwała się bez entuzjazmu Neftyda,  przypominając sobie Anubisa.
 - Izyda z tego co wiem miała ostatnio sprzeczkę z Ozyrysem, znaczy się... to było wczoraj. Chyba nadal są na siebie obrażeni - Szu mówił szybko, przy okazji zmieniając temat. - Dobra, to ja lecę - po tych słowach rozpłynął się w powietrzu.
Set westchnął.

W tym czasie na słonecznej barce Ra obserwował swoimi złotymi oczami Egipt z góry.
 - Set i Neftyda to ciekawy związek - stwierdził. - Czyż nie Bastet?
 - O tak, Panie - kocia bogini skłoniła mu się.
 Ra siadł na tronie, a jego kości zazgrzytały.
 - Anput boi się własnej mocy, nie dziwię się jej. Umiejętność uśmiercania i spopielania... widzę ją w roli Bogini Śmierci - powiedział Ra.
 - Ja też, Panie.
 - A moc Anubisa objawiła się?
 - Jeszcze nie, Panie - odparła Bastet.
 - Jeśli jego siostra ma moc śmierci, to on pewnie życia, ale mogę się mylić i w tedy będziemy mieć dwóch Bogów Umarłych.
 - Ludzie umierają, Panie - powiedziała Bastet. - Nie wiedzą co robić, kiedy kogoś dusza uleci... ani co się z tą duszą dzieje.
 - Tego nie wiedzą nawet bogowie, więc potrzebujemy Anput... no i Anubisa, jeśli będzie miał tę samą dziedzinę - mruknął Ra i ziewnął.
 - Jak on się czuje u Izydy i Ozyrysa? - zapytał.
 - Z tego co wiem, całkiem dobrze - odparła.
 Bastet wzięła głębszy oddech stojąc niedaleko tronu. Ra zapadł w drzemkę.  Ślina ciekła mu z ust, a kiedy jego głowa przybierała ptasią formę, wydzielina kapała z dzioba. Ra był już starym bogiem. Mimo, że wciąż najpotężniejszym, jego ciało słabło z każdym dniem. Kocia bogini martwiła się o swego Pana.
  Wieczorem na Słonecznej Barce pojawił się niespodziewany gość. Ra obudził się z drzemki. Przybysz ukląkł przed tronem.
 - Set? Powstań. Nie korzystasz z urlopu macierzyńskiego? - zapytał sennie Ra.
Set skrzywił się lekko.
 - Urlop macierzyński jest dla kobiet - stwierdził Set.
Bastet posłała mu spojrzenie mówiące Nie pyskuj, no chyba, że chcesz stracić język.
 - A z resztą, Panie... dałeś mi tylko miesiąc wolny - Pan Chaosu zignorował kotkę.
 - No tak... - zamyślił się Ra. - W takim razie: Witaj na pokładzie, Set. Właśnie wpływamy do Duat.
W dłoni Pana Chaosu pojawiła się włócznia, a Bastet wydobyła z rękawów noże, a jej kombinezon przybrał czarną barwę, taką jak jej włosy, które miała związane w kitek.
  Set stał na dziobie łodzi, kiedy Bastet obchodziła cały pokład, a jej kocie, bursztynowe oczy błyskały drapieżnie co jakiś czas.
 Dopiero po trzeciej Bramie, w wodzie przemknęło coś długiego i czarnego. Po chwili z rzeki wynurzył się demon o zielonych oczach. Set wbił mu włócznię w gardło zanim ten zdążył przewrócił łódź. Stwór nie był sam. Drugi demon wyskoczył za barką, gdy spadła otworzył szczęki chcąc wbić nie w Słonecznego Boga. Bastet mu nie pozwoliła na to. Skoczyła i wymierzyła kopniak w pysk rybio-podobnego potwora. Stwór poleciał na Set'a, któremu nabił się na włócznię. Bóg wyrzucił go za burtę. Ra natomiast pochrapywał na tronie.
 Przez kwadrans był spokój, potem z wody wynurzył się Stwór o wysokości siedmiu metrów, miał końską głowę, ale zamiast grzywy białe ptasie pióra, a oczy zielone. Wysunął różowy, rozdwojony język.
 - Jam jest Pan Niczego... dosłownie - odezwał się stwór. - Nazwij mnie, albo zjem twoje wnętrzności.
 - Nazywam cię Irytującą Przeszkodą - powiedział Set. - A teraz sio!
Stwór zanurkował, a barka płynęła dalej.
 - Jesteś mało kreatywny - powiedziała Bastet dźgając kolejnego potwora, którego przyciągnęło światło łodzi.
 - To następnym razem ty wymyślasz - odparł Set.
 - Na pewno będzie lepsze - miauknęła wyrzucając małego demona, o głowie przypominającej nożyczki, do wody w chwili kiedy z rzeki wyskoczyły trzy skrzydlate stwory. Ra obudził się, a barka zajaśniała mocniej. Bastet skoczyła na jednego z demonów. Stanęła na jego grzbiecie i wbiła mu sztylet w szyję, drugiemu między oczy. trzecim zajął się Set rozpruwając mu brzuch.
 Zmagali się z tego typu stworami, chroniąc Ra i słoneczną barkę, dopóki nie wpłynęli do ostatniego, Dwunastego Domu Nocy.
 - Coś... za cicho - mruknęła Bastet.
 - Dobra... plan działania jak zawsze. Zajmiesz się demonami, a ja Apopisem - powiedział Set.
 - Jasne - burknęła.
 - A tak w ogóle, kto ci pomagał, kiedy mnie nie było? - zapytał zainteresowany.
 - Sobek... i kilka razy Hapi... - odparła.
 - Bes nie chciał sobie brudzić rączek... a może ty nie chciałaś jego towarzystwa, hę? - Set poruszył znacząco brwiami.
 Syknęła na niego pokazując zęby. Set odwrócił się od niej i spotkał się twarzą w twarz z Apopisem, któremu pięścią przyłożył między oczy, a potem dźgnął go włócznią.
 - Oddajcie mi Ra - zasyczał i rozwarł pysk.
Set trafił go włócznią w podniebienie. Prawie się przebiła na wylot. Wąż charknął z bólu, a na Seta poleciała czarna maź.
 - A żebyś połknął se ogon! - warknął Set wyciągając włócznię.
 Wąż wymachiwał łbem w powietrzu, lecz po chwili jego rana się zagoiła. Zanurkował, a łodzią zatrzęsło. Set pobiegł na tył Słonecznej Barki w chwili kiedy Apopis, a raczej jego pysk i połowa ciała, wystrzeliła w powietrze. Zasyczał i wykrzywił jakby się uśmiechał. Oczy błysnęły mu na czerwono. Kiedy Set zajmował się wężem, Bastet przeganiała demony, odcinała im głowy, dźgała i biła pięściami.
 Zmagali się się z tym do wchodu słońca, kiedy Słoneczna Barka wypłynęła z Duat.
Ra obudził się.
 - Ominęło mnie coś? - zapytał.
 - Nic szczególnego, Panie - odparła Bastet. - Demony, Wodospad Lay, demony, stwory, Apopis, więcej demonów...
 - Aha - ziewnął bóg.
 
Minął kolejny miesiąc i kilka tygodni. Anput wyglądała jak dziecięciolatka i co ranka wstawała wcześnie rano, by przywitać się z ojcem, który wracał z nocnej pracy u Ozyrysa.
 - Tata! - zawołała jednego ranka, kiedy jej ojciec pojawił się w małej świątyni Neftydy.
 - Witaj Anput - przytulił córkę. - Jestem padnięty.
 - Nie dziwę ci się tato - odparła. - Idź odpocznij.
 -Tak właśnie zrobię - powiedział i wyminął córkę.
  Anput w czarnej jedwabnej sukience wybiegła ze swojego domu i zaczęła biec ścigając się z beżowym psem, którego znalazła kilka tygodni wcześniej. Suczka była porzucona  przez swoją rodzinę, odwodniona i głodna. Młoda bogini zajęła się psem, który od tamtej pory zawsze rano czekał na nią przy świątyni, by wyszła się z nią pobawić.
 - No dalej Mira! - zawołała dziewczynka widząc, że pies został w tyle.
Odpowiedziało jej szczeknięcie, które zrozumiała w swoich myślach: Już przyśpieszam!.
  Po chwili suczka wyprzedziła dziewczynę. Teraz ty jesteś w tyle - zaszczekał pies.
Biegły póki nie straciły świątyni z oczu. Sucha trawa sięgała do szyi dziewczyny. Wybiegając z trawy wpadła na jakiegoś chłopca w jej wieku, który wcześniej stał przy zaroślach na brzegu obserwując pływające w Nilu ryby.
 Anput spojrzała na chłopca, a on na nią swoimi brązowymi oczami.
 - Kim jesteś? - zapytała dziewczynka. - Jestem Anput - przedstawiła się i zeszła z chłopca.
Podała mu rękę, by wstał, a on przyjął jej dłoń i podniósł się.
 - Nazywam się Anubis - odparł.




CDN
~Zakrwawiony Kapturek





*Pory Roku

 ~Achet - pora wylewów, woda użyźnia pola ( czyli Jesień)
 ~Peret - pora cofania się wód, kiełkowanie i wzrost plonów (inaczej Zima i początek wiosny)
 ~Szemu - pora sucha, zbiory ( Wiosna i Lato)

 Podczas okresu, który nazywamy zimą panowała najprawdopodobniej temp. 18-20 stopni C. Podczas Szemu 27-40 stopni C. W Achet zaś 20 - 30 stopni C.
Każda z r roku trwała po cztery miesięcy.
W przeliczeniu na nasze:
Achet mniej więcej od września do połowy grudnia.
Peret połowa grudnia do połowy kwietnia.
Szemu od połowy kwietnia do września.








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz