sobota, 25 lipca 2015

Rozdział XXV cz.I

Minęło kilka dni od "wojny". Włóczykij akurat przechadzała się po lesie smutna. Nadal nie znalazła Venory, nie wie co z nią. Bardzo się martwi o nią.
Doszła do Pięści Zeusa, spojrzała nań i westchnęła ciężko.
Niespodziewanie ktoś złapał ją za ramie, ta wystraszona złapała je i wykręciła, kładąc przeciwnika na ziemie. Gdy spostrzegła kto to, oniemiała.
- Olaf? Jejku, przepraszam! Nie chciałam. Wystraszyłeś mnie.- Pomogła mu wstać.
Satyr machnął lekceważąco ręką.
- Nic się nie stało. - Uśmiechnął się. - Co tak daleko zawędrowałaś?
Włóczykij wzruszyła ramionami.
- Nie wiem, szłam przed siebie... myślałam.
- A o czym?- Zaciekawił się Olaf.
- O tym, kim jestem.
                        * * *
- Anuuubis, moj były mężu. - Zawołała Anput.- Kto to?- Zapytała wskazując na rysunek.
Chłopak natymiast wyrwał jej kartke i schował za swoje plecy.
- Anput! To moje prywatne! Ja ci nie grzebie w rzeczach.- Warczał wściekły.- I nie nazywaj mnie swoim mężem!
Zachichotała widząc jego złość.
- Nooo powiedz. To chyba nie ta blondi Sadie?- Przeraziła się.
Anubis spochmurniał jeszcze bardziej.
- Nie.- Odparł chłodno. - Nie interesuj się.
Podeszła do niego.
- Anu nooo!- Klepnęła go w ramie.- Mi nie powiesz?
Spojrzał na nią ponuro. Zastanawiał się czy dobrze mu to zrobi... A co tam.
- To Włóczykij ...- Wyciągnął obrazek i pokazał jej doskonałe naszkicowany portret niebieskowłosej nastolatki.
Zaczął opowiadać ...
                          * * *
Weszła na stołówkę razem z Olafem, usiadła przy swoim stole z nikim się nie witając. Nadal była smutna i zamyślona. Zaczęła jeść ryż z warzywami, gdy usłyszała dość głośny szept.
- Patrzcie! Ten głupi wodorost znowu sam siedzi. Mówię wam, oni tylko udają. A ten przystojniak jak mu tam... Terry?
- Tak, Terry! On jest taki zabawny... trzeba go poderwać! Hihi.
Włóczykij nie wytrzymując, wstała energicznie od stołu i odwróciła się w stronę szeptów. Córka Tyche i Afrodyty...
Spojrzały na nią lekko zlęknione.
- Skąd niby wiesz, że udają co Vanessa?- Zapytała, niby spokojnie, Meriel. Czuć było od niej złość i pogardę. Na dodatek oczy bardzo jasno się jej świeciły.- A ty Ola?
- A ty co? Przesuchiwantka jesteś? - Odezwała się córka Afrodyty, Ola.
- Idiotko takiego słowa nie ma.- Warknęła niebieskowłosa.- I jakim prawem mówicie tak o Terrym? No jakim?!- To ostatnie krzyknęła i przybliżyła się do nich. Cała stołówka ich obserwowała w napięciu.
- A ty jakim prawem na nas krzyczysz?!- Zapiszczała Vanessa.
Włóczykij mocno ścisnęła w ręce,  trzmany widelec. Całkowicie zła, rozejrzała się po sali. Wpadła na pomysł ...
- A takim, że uważam was za poziom poniżej zera. Więc ...- Zrobiła chwilę ciszy- Tak mogę na was krzyczeć.
- Ty gnido...- Zaczęła Ola, lecz przerwała jej to woda, która cała ją ochlapała i na dodatem bardzo rozmazała jej makijaż. Mokra, rozpłakała się.
Włóczykij mając wysoko uniesione ręce, skierowała kolejną kule wodną, którą zaporzyczyła ze szklanek obozowiczów, na Vanesse, która głośno wrzasnęła i także oberwała wodnią armatnią.
Córka Posejdona uśmiechnęła się chłodno. I tak, po prostu, podrzuciła trzymany widelec, który ...
                          * * *
- Tu jest twój tymczasowy pokój- Naszida uśmiechnęła się i pokazała pomieszczenie blondynowi.
- Skromnie.- Odrzekł Ben rozglądając się.
Dziewczyna uśmiechnęła się lekko.
- To pierwszy nom, więc się nie dziw. Tutaj masz lniane ciuchy.- Wskazała- Jak się przebierzesz, zejdź na dół. Będzie wspólny posiłek.
- Okey...- Mruknął i zamknął drzwi za dziewczyną, kiedy wyszła.
                          * * *
... który zamienił się w srebrny proszek i opadł na ziemię, tworząc małą kupkę. Każdy obecny siedział w szoku.
- Wł..Włóczykij...- Zająkal się Terry, który wszedł pod koniec widowiska.- Co ty zrobiłaś?
- Ja... ja nie wiem.- Odparła zmieszana.
- Włóczykij! - Rozbrzmiał poważny głos.
Wszyscy jak na zawołanie odwrócili się w stronę Pana D., który stał z pokerową miną.
- Chodź.
Dziewczyna w kilku krokach znalazła się przy nim i razem wyszli z pomieszczenia.
W stołówce zabrzmiały podniecone szepty.
- Co ją ugryzło?!- Zapytała lekko zszokowana Victoria.
- Wkurzyła się na Ole i Vanesse.- Oznajmiła Lucy.
- Pewnie coś powiedziały, co ją wkurzyło.- Zgadywał Gabriel.
- No co ty nie powiesz? - Zirytował się Terry.
- Ej no! Przecież tak było Terren!- Oburzył się starszy brat.- Tylko ciekawe co powiedziały ...
- Właśnie.- Zgodziła sie Gloom- Lucy weź tą wiewióre, bo mi zżera fistaszki- Warknęła lekko Victoria i machnęła ręką nad gryzoniem.
Pizduś zaskoczony zamachem na niego, podniósł się gwałtownie i przez swoją tuszę, zachwiał się i balansował na kancie stołu o równowagę.
Gabriel widząc to, puknął lekko w stół i Pizduś spadł z jednym, głośnym plaskiem. Plask.
- Gaba! - Odezwała się głośno Lucifera i schyliła się po zwierzątko.
Rodzeństwo zaśmiało się wesoło.
                       * * *
- Siadaj.- Powiedział krótko Dionizos i sam usiadł za biurkiem.- Widziałaś co się wydarzyło... a raczej co ty zrobiłaś.- Powiedział leniwie.- Wiesz, że istnieją również inne wierzenia. Na przykład bogowie Egipscy...
- Wiem- Odparła niebieskowłosa.
- Tak, tak. Tak więc, ty jesteś coś pomiędzy Włókiju. Jesteś...
- Włóczykiju...- Mruknęła.
- Yhym, jesteś pomiędzy tymi światami, że tak ujmę...
- Co? - Spytała mało elokwentnie.
- To znaczy, że masz w sobie moc swojego ojczulka i matki, która jest magiem, który jest w wierze egipskiej.
Jak widać Posejdon nie miał nic innego do roboty, tylko jeszcze bardziej mieszać świat ... wystarczy już, że Matka Ziemia się budzi...- Mamrotał pod nosem.
- Panie Donyzosie...
- Jak mnie nazwałaś?!- Oburzył się Bóg. - Jam Dionizos! Pan wina... i dietetycznej coli niestety.
- To niech Pan przestanie przekręcać moje imie!- Obruszyła się.
- Tylko w tym sęk, że Włóczykij, to nie jest twoje prawdziwe imie.- Spojrzał na nią z błyskiem w oku.- Prawda panno Meriel?
Zacisnęła pięści.
- Nienawidzę. Tego.Imienia- Powiedziała słowo po słowie.
- Ojojojjj... a znasz przynajmniej jego znaczenie? - Uśmiechnął się kpiąco.- Meriel, to inaczej Lśniąca Fala.
Nagle rozległ się tęt kopyt.
- Panie D. chyba nie jesteśmy tu by rozmawiać o imieniu, prawda? -Uśmiechnął się Chejron.- Już wiesz, że jesteś z dwóch światów prawda? I to do ciebie będzie należeć decyzja do którego będziesz chciała należeć.
Włóczykij spuściła głowę zamyślona.
Ma pochodzenie egipskie. Jej matka była magiem. Anubis jest prawdziwy!
I istnieją bogowie egipscy...
- Chyba jesteś gotowa na spotkanie z wyrocznią, prawda?- Zagadnął centaur.- Zaprowadzimy cię, punktualnie o osiemnastej, do Rachel. Staw się w Wielkim Domu. A teraz...
- A teraz idź sobie.- Mruknął Pan D.
Włóczykij i Chejron spojrzeli na niego sceptycznie.
Gdy Meriel wyszła, od razu skierowała się ku swojemu domkowi.
Po drodze przywitała się z Terrym cmoknięciek i z Vic żółwikiem, gdy kawałek od nich odeszła dało się usłyszeć głośną kłótnie Clary i Gloom, która przed chwilą do niej podeszła. Weszła do swojego domku i położyła się na łóżku.
Jednak nie poleżała sobie zbyt długo, bo rozległo się głośne pukanie.
- Wlaz! - Krzynkęła nie wstając.
- Czemu tak szybko uciekłaś?- Zapytał Terren, siadając obok niej.
- Chciałam być sama...- Zaczęła. - Ale teraz ty tu jesteś.
Uśmiechnęła się do niego i przytuliła mocno. Zadowolony chłopak, położył się obok niej na łóżku i przyciągnął do siebie.
- Ładnie pachniesz... Maliną- Mruknął jak kot.
- Wiemmm- Ziewnęła lekko. Uniosła się na rękach i pocałowała chłopaka.
Ten zadowolony, wpił się jeszcze bardziej. Gdy zabrakło im tlenu, oderwali się od siebie.
- Mam iść do Wyroczni...- Zaczęła po chwili ciszy. Chłopak spojrzał na nią w milczeniu.
- Ja także. - Odparł cicho.- Ale dopiero, gdy przyjdzie na to czas.
Cmoknął ją w czoło i przytulił do siebie.
                          * * *
Komentujcie ;*
#Włóczykij