czwartek, 23 kwietnia 2015

~Iryfon~

  Ani zamknięty ani zawieszony. Hmmm... więc czemu wstawiamy tak mało postów? Otóż... to przez waszą aktywność... nie bierzcie sobie tego do serca, ale naprawdę, czy jeden mały komentarz jest tak trudno wstawić?
  Chciałabym wraz z Włóczykijem wiedzieć co myślicie o blogu, chcemy poznać waszą krytykę, może macie jakieś pomysły?
 Jeśli nie dacie komentarza nie będziemy wiedziały co same mamy o tym myśleć. Nie wiemy czy wam się podobają.

 Bym zapomniała - blogger lubi szwankować, dlatego my, adminki radzimy wam przechodzić na Spis Treści w zakładkach. Jeżeli ktoś czyta nas na telefonie, to niech zrobi sobie od razu zakładkę na swoim mobilnym urządzeniu, by bezpośrednio przechodzić na Spis. Dla ułatwienia w Spisie Treści przy KAŻDEJ NOWEJ MINIATURCE i ROZDZIALE będzie pisało [Nowy]. ^^

Planujemy również założyć stronę na facebooku o naszym blogu i będziemy też reklamować inne ciekawe.

~Czerwony Kapturek

#Włóczykij


hell yeah animated GIF

niedziela, 12 kwietnia 2015

Rozdział XXIII

- Włóczykiju! Włóczykiju!
Błękitnowłosa odwróciła się jak na zawołanie, lekko zirytowana, że przerwano jej trening. Lecz gdy zobaczyła kto ją woła, poprawił jej się lekko humor.
- Cześć Marika.- Przywitała młodszą heroske.- Jak tam u ciebie?
- Jakoś leci... ostatnio nie miałam życia w swoim domku.- Poskarżyła się.
- O, a to czemu?
- A jak myślisz? To przez, to jabłko. Dziewczyny wpadły w szał, no i jeden chłopak.
- A ty nie?
- Nooo byłam troszkę niezapokojona, ale zorientowałam się, że to głupi żart. - Niby jakim cudem? - Zdziwiła się Meriel.
- Paznokciem zadarłam skórę owocu, tak by inne nie zauważyły.
Starsza z dziewczyn zaśmiała się melodyjnie.
- Sprytnie. A czemu nie powiedziałaś im, że to podróbka?
- Miałam się z kogo śmiać. - Uśmiechnęła się. - A jak tam przedwczorajsza bitwa o sztandar? Z kim byłaś?
- Byłam z Ateną, Aresem, Hermesem i kimś tam jeszcze. Wygraliśmy- Wyszczerzyła się.
- Jakie miałaś stanowisko?
- Pilnujący sztandaru, flaga była obok strumyka Zefira, więc siadłam sobie na drzewie i pilnowałam.
- Fajnie. A podobno kogoś nieźle urządziłś. Kogo?- Spytała Marika.
Włóczykij zrobiła ironiczną minę.
- Terrego od Nike i Gevina od Apolla.
- A co im zrobiłaś?- Spytała zafascynowana młodsza.
- Gevina walnęłam w kark i stracił przytomność, a Terr oberwał w dłoń strzałą.- Odpowiedziała lekko zachmurzona.- Ale dostali nektar i ambrozje, to nic im nie jest.
Córce Afrodyty zaświeciły się oczy.
- Kurcze! Jak ja bym tak chciała ...
Córka Posejdona uśmiechnęła się.
- To ćwicz mała. Dobra, ja muszę iść. - Znarszczyła czoło. - Chyba na starożytną greke... chyba. To cześć!
- Papa Włóczykiju.- Marika pożegnała się i ciężko westchnęła. Czemu musiała być córką bogini miłości i mieć siostry tapetki... no może oprócz Piper i dwóch innych... ale i tak tamtych ma dość!
                          * * *
- Na bogów!  Jak tu obleśnie szaro! Jak tutaj ci śmiertelnicy mogą żyć?! Zero zieleni, a jak już to uwięzione kwiaty w donicach...- Marudziła.
- Pii.- Zgodziła się Kei, jeż albinos.
- Chyba sobie gdzieś postój zrobimy, bo niedobrze mi.- Rozejrzała się dookoła i zagwizdała przeciągle- Zaraz Tipo przyleci i idziemy.
Zaczekały chwilę, a po krótkim czasie biały kruk zleciał na ramię Hany.
                         * * * 
Włóczykij po zajęciach z greki poszła na trening z łucznictwa, które nadzorował Chejron.
Gdy dotarła na arene, stanęła przy jednym manekinie i schyliła głowę by związać swoje niebieskie kudły, które zdążyły się jej już znudzić.
- Trzeba je pofarbować- Mruknęła cicho.
- Fajnie byś w jasnym brązie wyglądała.
Podniosła się do pozycji pionowej i spojrzała z zmarszczonymi brwiami na swojego chłopaka, który był nadwyraz smutny.
- Co ty tu robisz?- Spytała szorstko bez ogródek.
- Chejron mnie do ciebie przydzielił, bo jest nieparzyście.- Wyjaśnił Canavan
- Aha. - Odpowiedziała krótko i upuściła swój kamyk i przeistoczył się w sprzęt strzelniczy, zaś chłopak wziął łuk obozowy. Stanęli w odległości sześciu metrów od manekina i na zmianę trafiali do celu.
Włóczykij była w swoim żywiole walecznym, uwielbiała strzelać. Ani razu nie spudłowała. Terry patrzył na jej uśmiech z lekką radością, tak by ona nie zauważyła. Chciał ją przeprosić.
- Włóczykij...- Powiedział głośno co wybiło dziewczynę z transu i strzała odbiła się od tarczy manekina i poszybowała w stronę grupki obozowiczów.
- Gleba!- Wrzasnęła do nich. Zrobili zdezorientowane miny, ale posłuchali natychmiast. Pocisk wbił się w drzewo tuż nad głową jakiegoś chłopaka od Hekate, który był przerażony.
Wściekła Włóczykij odwróciła się w stronę Terrego.
- Czego?!- Warknęła.- Pogratulować tępy bucie, ktoś przez ciebie by oberwał.
- Ja aa... - Przestraszył się wściekłej dziewczyny, ale musiał przyznać, że wyglądała uroczo.
Włóczykij westchnęła ciężko i schwała kamień do kieszeni, koniec treningu.
Spojrzała jeszcze raz na skruszonego chłopaka z lekkim smutkiem, brakowało jej go. Gdy odeszła Terr zrezygnowany poszedł do swojego domku, wszedł po drabince na swoje łóżko i walnął się na nie. Nawet nie zauważył zdziwionego spojrzenia Lucy, która akurat była w pomieszczeniu wraz ze swoją wiewiórką.
- Coś się stało? - Spytała cicho.
Brat podniósł głowę i spojrzał na nią z góry. Westchnął.
- Włóczykij się stała, ot co.
Lucy pokiwała energicznie głową i usiadła na swoim posłaniu po turecku. Czekała aż on rozwinie swoją wypowiedź. Po chwili doczekała się.
- Nie daje mi dojść do słowa, ciągle warczy... Ogólnie wydaje się obojętna! - Zrezygnowany schował twarz w dłoniach.
Lucy patrzyła dłuższą chwilę na brata i na jego rezygnacje.
- Zamknij jej usta i przeproś w ustronnym miejscu.
Chłopak zmarszczył brwi i spojrzał na młodą.
- Jesteś genialna! Tylko... jak ją zaciągnąć w miejsce, które jest mało używane.
Dziewczyna postukała się palcem wskazującym po brodzie.
- Spytaj Olafa.- Wstała z łóżka.- Ja ide, hej.
                         * * *
Biały satyr przechadzał się polem truskawek, co chwila jakąś zrywał i zajadał się ze smakiem.
Spojrzał zamyślony w dal, w okolice Pięści Zeusa, i przejechał ręką po swoich blond włosach z niebieskimi końcówkami, które powoli blakły.
- Chyba poprosze Włóczykija o farbe.-Mruknął do siebie.
Skinął jakiejś nimfie głową na powitanie i znów schylił się po truskawkę.
- Masz chyba duże dno w żołądku, bo tyle tych owoców zjadłeś!- Olaf odwrócił się, z zmarszczonymi brwiami, w stronę głosu.
- Witaj Lytosie.- Przywitał satyra lekkim uśmiechem.- Na truskawki zawsze mam miejsce w żołądku.
- Ja jakoś za nimi nie przepadam, preferuje pomarańcze, albo jabłka. Lepsze.
- Em... nie. Nie lubie pomarańczy.
Starszy satyr zrobił dziwną minę.
- Aha. Dziwne.
Olaf zaśmiał się krótko i sięgnął po kolejny owoc. Już miał brać go do ust, gdy zobaczył postać biegnącą w ich stronę. Lytos uniósł brwi i odwrócił się w kierunku, gdzie patrzył biały satyr.
Osoba podbiegła do nich troche zdyszana i podparła ręce na kolana by złapać oddech.
- Cześć Terren.- Uśmiechnął się Lytos.
- Hej, Olaf?
- Hmmhm? - Zapytał niemo, przeżuwając czerwony, smaczny owoc.
- Wiesz gdzie Włóczykij? - Spytał szybko.
- Jak powiesz mi, która godzina, to może będę wiedział, gdzie jest mniej więcej
- Za pięć piąta.- Oznajmiał Lytos patrząc na swój zegarek.
Młodszy satyr zamyślił się.
- Zazwyczaj siedzi przy jeziorze i ćwiczy panowanie nad wod...- Nie dokończył, gdyż Terr ,dziękując , pobiegł w wskazane miejsce.
Lytos przyglądał się temu w zdumieniu, ale wzruszył ramionami i sięgnął pa truskawke.
- A jednak!- Zaśmiał się Olaf.
- Ojjj, cicho, raz można zjeść. - Zarumienił się i również zaśmiał. Klepną przyjacielsko towarzysza w ramię i pogrążyli się w wesołej rozmowie.
                          * * *
Siedziała na jakimś cmemtarzu, już od dawna planowała wyjść na zewnątrz by zaczerpnąć świeżego powietrza.
Przysiadła na jakiejś ławeczce i przemknęła oczy.
- Byś zawiał trochę wiatrem Szu.- Mrunkęła Anput.
Jak na zawołanie zaczął wiać ciepły, przyjemny wietrzyk. Uśmiechnęła się zadowolona i rozpuściła swoje proste, czarne włosy, które sięgały jej aż do końca pleców.
Po jakimś czasie wstała i powolnym krokiem skierowała się w stronę bramy.
Gdy już pod nią stanęła, uniosła błękitne oczy i przeczytała napis ,,Memento homo morii"*
- Sieemasz śliczna.- Usłyszała i podskoczyła lekko z zaskoczenia. Odwróciła się i ujrzała mulata, ładnego mulata, który uśmiechał się szeroko.
- Witam.- Odpowiedziała chłodno. - Czego chcesz?
Jego uśmiech się jeszcze bardziej poszerzył.
- Chcę się zapoznać z urokliwą i mroczną damą, która stoi pod cmentarzem.
- To poszukaj sobie innej, a mi spokój daj natręcie.
- Aale...
Wywróciła oczami.
- I tak umrzesz.- Zakończyła dziwnie rozmowe i poszła w głąb cmentarza, zostawiając za sobą chłopaka, który miał idiotyczną minę i nic nie zrozumiał.
Westchnęła jeszcze raz i przymknęła oczy by znaleść się w swoim pokoju.
Odetchnęła, pogłaskała Kirę i położyła się na łóżku, by zagłębić się w krainę snów.
                         * * *
Biegł ile sił w nogach, chciał jak najszybciej znaleźć swoją dziewczynę. Brakowało mu tchu, ale uporczywie biegł dalej. Był synem Nike! Musiał dać rade.
Tak! Jeszcze niedaleko. Jeszcze chwila. Siedzi z jego siostrą i z czegoś się śmieją.
Terren opiera się niedaleko o drzewo i łapie oddech by lepiej zacząć rozmowe. Czarnowłosa nagle wstała, machnęła ręką i truchtem odbiegła w stronę swojego chłopaka,  razem gdzieś odeszli.
Zaś błekitnowłosa zarzuciła na siebie półprzezroczystą chustę i wstała powoli z ziemii. Canavan podbiegł do niej prędko.
-Włóczykij!
Odwróciła się zdumiona, a gdy zobaczyła kto ją woła, posmutniała, ale szybko przybrała swoją maske opanowania.
- Nie mam czasu...- Odparła i odwróciła się do niego plecami by szybko odejść.
Ale przeszkodziła jej ręka chłopaka, która złapała ją za ramię.
- Poczekaj... chcę przeprosić.- Zrobił skruszoną minę.
Marszcząc brwi spojrzała na niego powątpliwie.
- Przepraszam Włóczykiju.- Wyszeptał siedemnastolatek.
Patrzyła na niego przez dłuższą chwilę. Ten zasmucony jej brakiem jakiegokolwiek sygnału przebaczenia, spuścił głowę.
Widząc jego reakcję uniosła kącik ust do góry i sięgnęła ręką do jego brody i uniosła tak by jego piwny kolor oczu spotkał się z jej stalą. Stanęła na palcach i musnęła jego usta.
Zaskoczony aż otworzył usta.
- Nnie spodziewałem się tego.- Oznajmił.
Zaśmiała się krótko, melodyjnie.
- Musisz robić tak jak ja.
- A ty co robisz?- Spytał zaciekawiony. Przytulił ją do siebie by była bliżej. - Hmmm?
- Niczego się nie spodziewam. I wtedy nie jestem później rozczarowana.- Odpowiedziała Włóczykij.
Uniósł brwi.
- Mądre słowa. Może się tego naucze.
Zaśmiała się lekko i złapała go za rękę.
- Chodź zaraz kolacja.
Weszli do Jadalni.
- Idę do siebie.- Stanęła na palce i cmoknęła go w policzek. Potem, wielkimi krokami, doszła do swojego stolika i zaczęła pałaszować swoją kolację.
Uśmiechnął się na ten widok i wesołym krokiem podszedł do swojego stołu.
Jego rodzeństwo spojrzało na niego dziwnie, prócz Lucy, która wiedziała o co chodzi.
- Boli cię głowa?- Spytała podejrzliwie Victoria.
- Lepiej!- Wyszczerzył zęby.
- Masz wrzody na żołądku? - Uniósł brwi Gabriel.
- Nie głąbie.- Spojrzał porozumiewawczo na Lucy.- Pogodziłem się!
- Z połamanym oszczepem, który dostałeś od Chejrona?
- Zamknij sie Gaba! Z Włóczykijem się pogodziłem.
- No w końcu! - Westchnęła Vic.
- Co w końcu kochanie?- Alex objął swoją dziewczynę i przysiadł się do ich stołu.
- Kelp i mój brat się pogodzili.
- Aaa o to chodzi. Nie no brawo.
Zaśmiali się obecni przy stole.
                         * * *
- Kim jesteś?- Zapytała wysoka dziewczyna, celując chepeszem w stronę chłopaka.
- Jestem Ben.
- Ja Naszida... po co tu przyszedłeś i skąd wiesz o Pierwszym Nomie?
- Kazała mi tu przyjść Izyda...
                          * * *
Memento homo morii- Pamiętaj człowieku o śmierci.
#Włóczykij.

sobota, 4 kwietnia 2015

Iryfon.

Czujemy się zawiedzione.
Czy to tak wiele, zostawić po sobie komentarz? Przecież, to jest takie proste, a dla nas tak wiele znaczy.
Tracicie na tym, ponieważ nie wstawiamy dalej rozdziałów, a mamy już kilka w przygotowaniu.
Naprawdę niewiele od was wymagamy. Jeden komentarz. JEDEN.
Na innych blogach wymagają co najmniej pięć lub dziesięć!
Naprawdę smutno nam, że tak robicie.
Z pozdrowieniami.
#Włóczykij.
~Zakrwawiony Kapturek
Ps. Są zmiany w zakładce Bohaterowie.
Ps2. Przeglądajcie dokładnie stronę główną, ponieważ może się zdarzyć, że nowe rozdziały bądź miniaturki, będą pod starszymi.

Miniaturka ~Szakale cz. 6

Sala Sądu przypadła szakalom do gustu. Była mroczna, ciemna i cicha. Naprzeciw tronu, na którym zasiadł Ozyrys, była postawiona wielka złota waga.
 - Tu jest tak pięknie - powiedziała Anput.
 - Tak - potwierdził Anubis, którego głowa przybrała szakalą formę tak jak i Anput.
 - Jest mały problem - odezwał się Ozyrys.
Szakale spojrzały na niego stawiając uszy.
 - Jedno z was będzie obsługiwać wagę. Tylko jedno.
 - Które z nas? - zapytał Anubis.
 - Jeszcze nie wiem, ale bogowie omówią to na następnym zebraniu. Będą pewnie brali pod uwagę, które z was jest potężniejsze i takie tam...
 Anubis spojrzał na narzeczoną.
 - Pewnie wybiorą ciebie - zetknął swój szakali nos z jej szakalim nosem. - Posiadasz potężniejszą moc od mojej i to ty nauczyłaś ludzi odprawiania pogrzebów.
 - Ty nauczyłeś ich ceremonii balsamowania zwłok - przypomniała mu. - No i jesteś mężczyzną.
 - Co to ma do rzeczy?
 - To, że kobiety są na drugim planie - podpowiedział Ozyrys.
 - Mniej ważne - mruknęła Anput
 - Nie mów tak - dotknął jej szyi opuszkami palców. - Jesteś według mnie ważniejsza ode mnie.
 - Dziękuję Anubisie.

 Wątek ,,Który z bogów ma objąć stanowisko przy wadze'' spowodował zażartą kłótnię pomiędzy boginiami a bogami. Kobiet uważały, że mężczyźni objęli już wystarczająco dużo ważnych stanowisk, więc dla odmiany Anput może takowe objąć, oni zaś uważali odwrotnie. Sądzili, że kobiety się nie nadają.
 - Mam dosyć - powiedziała Izyda. - Jesteście egoistami!
 - Zgadzam się - powiedziały naraz trzy boginie.
 - Nie będę tu siedzieć, kiedy obraża się moją płeć - oznajmiła Anput i wyszła.
Bogowie ucichli. Od kilkuset lat nie zdarzyło się, by jakiś bóg wyszedł w trakcie trwania.
 - Ależ tupet - syknął Sobek.
Izyda spojrzała na na Neftydę i wyszła. Jej siostra za nią. Po chwili w sali byli sami mężczyźni.
 - Anubisie obejmiesz to stanowisko - powiedział Ra.
 - Ale Anput...
 - TY - bóg spojrzał na niego drapieżnie.
 - Tak Panie - położył po sobie uszy niezadowolony.

Panie wyszły z Niebiańskiego Pałacu i udały się do własnych świątyń. Anput postanowiła odprowadzić Izydę.
 - Jestem w ciąży - powiedziała Izyda.
Anput zatrzymała się.
 - Jeśli mój ojciec się dowie to wyciągnie je z ciebie.
 - Wiem. Postanowiłam udać się gdzieś, gdzie mnie nie znajdzie. Przepraszam, że nie będę na twoim ślubie.
 - Życie jest ważniejsze niż ślub - Anput posłała jej słaby uśmiech.
 - Dziękuję, że rozumiesz - powiedziała bogini. - Może niedługo się zobaczymy - Izyda rozpłynęła się w powietrzu, a Anput przeniosła się do Duat.
 Dziewczyna usiadła przy wadze.
 - Co zadecydowali? - zapytał Ozyrys.
 - Boginie wybrały mnie, Bogowie Anubisa - odparła.
 - Czyli Anubis będzie ważył...
 - Ale...
 - Słowo mężczyzny jest ważniejsze niż kobiety - odparł sucho niezadowolony, że szakalica uważa inaczej. - Kobiet się nie liczą.
 Po raz pierwszy Anput poczuła się jakby była najniższej rangi społecznej. Po jej policzku spłynęła łza, a za nią kolejna.
 - Możesz już iść. Skoro Anubis obejmie stanowisko, to nie masz potrzeby tu przebywać.
Wybiegła z Sali Sądu mijając Anubisa na korytarzu.
 - Anput! - zawołał za nią.
 Nie odpowiedziała mu. Skręciła w jakiś korytarz. Kiedy była niedaleko swojego pokoju Anubis złapał ją za ramię. Zatrzymała się i szybko otarła swoje łzy dłonią.
 - Czemu płaczesz? - zapytał.
Przełknęła ślinę dalej milcząc.
 - Anput? - Anubis odwrócił ją ku sobie. - Co się stało? - w jego głosie była troska.
 - Ile dla ciebie znaczę? - zapytała.
 - Jesteś dla mnie wszystkim.
 - Ale wiesz, że kobieta równa się nic? - spróbowała mu się wyrwać, ale on zacisnął mocniej palce.
 - Nie wierz w co mówią inni - powiedział. - Jesteś najważniejsza w moim nieśmiertelnym życiu.
 Przytuliła się do jego nagiej, umięśnionej klatki piersiowej. Odwzajemnił to i delikatnie gładził ją po jej czarnych włosach.
 - Będziemy wspólnie ważyć serca umarłych - szepnął.
 - Dziękuję - odszepnęła wtulając się w niego bardziej. - Na którego wyznaczyłeś datę ślubu?
 - Za tydzień...
 - Tak szybko?
 - Chciałem jak najszybciej - pocałował ją w policzek.
Uśmiechnęła się pod nosem i odkleiła od niego. Uniosła wzrok i zauważyła delikatny uśmiech na jego twarzy.


 W dniu ślubu Anput obudziła się wcześnie w swojej świątyni w Mieście Psów. Przeciągnęła się i wstała. Mira leżąca na swoim legowisku ze swoim partnerem otworzyła jedno oko, ale po chwili je zamknęła.
 - No w końcu - odezwał się ktoś siedzący w koncie.
 - Mama? - zdziwiła się.
 - Witaj - bogini uśmiechnęła się.
 - Hej Anput - odezwała się siedząca obok niej Taweret.
 - Witaj - odparła szakalica, - Wybaczcie, ale pójdę się wykąpać...
 - Oczywiście. Przygotowałyśmy ci kąpiel - uśmiechnęła się Neftyda,
 - Mmm... dziękuję - dziewczyna zniknęła za drzwiami łazienki.
 Spojrzała na wannę. W wodzie pływały płatki kwiatu błękitnego lotosu.
Zrzuciła z siebie białą suknię i weszła do wody. Odetchnęła relaksując się.
 - I jak? - zapytała Taweret.
 - Cudownie - odparła dziewczyna nurkując w wodzie. Wynurzyła się po minucie. - Jeśli mogę spytać, wiesz co to prywatność?
 - Och, wybacz, ale to twój wielki dzień.
 - Wieeem...
Kiedy się umyła wyszła z wody i przepasała się w pasie jedwabnym ręcznikiem wyszła na balkon wraz z dwiema boginiami. Na piersi opadły jej mokre włosy, więc mniej więcej były zasłonięte.
 - Piękny dzisiaj dzień - powiedziała Anput spoglądając w niebo.
 - Tak - odparła hipopotamia bogini. - Spójrz jak Nil błyszczy w świetle poranka!
 - Tak - rozmarzyła się szakalica. - Wolę mrok, ale dzisiejszy dzień jest naprawdę cudowny.
Na dźwięk otwieranych drugich drzwi prowadzących na balkon, z pokoju Anubisa, trzy kobiety odwróciły nagle głowy w tamtym kierunku.
 Dumny Bes wszedł na balkon i skamieniał widząc boginie z czego jedna była prawie, że naga.
Anubis wszedł za nim również miał na sobie jedwabną przepaskę, a jego włosy były wciąż mokre.
 - Coś tak zesztywniał? - zapytał i zobaczył swoją narzeczoną, która dodatkowo zasłoniła piersi ręką.
 - Ekhm, co was tu sprowadza? - zapytała Anput.
 - Anubis musiał ochłonąć - wydukał Bes. - Rozwalił wazę i podarł pościel z nerwów.
 - Wstydziłbyś się - powiedziała Neftyda. - Bierz przykład z Anput, oazy spokoju.
 - Tsa - mruknęła i wróciła do swojego pokoju i rozwaliła glinianą miskę. - Bogowie, ja dziś wychodzę za mąż - powiedziała histerycznie i zakopała się w pościeli.
 Słysząc ją Bes szepnął do Anubisa:
 - Zaraziła się histerią, twoja wina.
 - Wspaniale - odparł sarkastycznie i wrócił do swojego pokoju.
- Anput, skarbie. Wyjdź z łóżka - powiedziała Taweret.
- To ja przygotuję kosmetyki i suknię - powiedziała Neftyda.
Kwadrans później Anput wygramoliła się z łóżka i usiadła przy toaletce.
 - A jeszcze kilka lat temu bawiłaś się z nim w mule łapiąc żaby - szczeknęła Mira, co zrozumiała tylko Anput.
 - Tak - odparła bogini, kiedy Neftyda czesała jej długie włosy.
Mira położyła swój pysk na kolanach pani.
 - Mamo? Wiesz... tak się zastanawiam... nie chcę być cała na czarno podczas ślubu - powiedziała.
 - Jak to? - zdziwiła się bogini, ale jej córka już zdążyła zmienić kolor swoich włosów na biały.
 - Cudownie - stwierdziła młoda bogini.
Neftyda westchnęła. Związała włosy córki w kok i zajęła się jej makijażem. Podkreśliła na czarno jej oczy kohlem i na czerwono usta.
 - Jesteś taka piękna - powiedziała Taweret.
 - Dziękuję - odparła i wstała.
Neftyda podała jej suknię, którą dziewczyna sama założyła. Kreacja była czarna ze złotym pasem wokół tali. Była bez rękawów. Na ramiona Anput wciągnęła złote bransolety  tak jak i na nadgarstki i na kostki.
 - Jeszcze naszyjnik - powiedziała Taweret.
 - A no tak - dziewczyna założyła łańcuszek na którym był zawieszony Ankh.
 - Jestem gotowa - oznajmiła.
 - Słyszałyście, że na północy jakiś nowy świat powstał z chaosu? - zapytała Taweret. - I nie ma tam bogów, tylko jacyś tytani.
 - Byleby nie mieszali się w naszą historię - mruknęła Neftyda. - Nie potrzebujemy tytanów...
 - Bosko wyglądasz - powiedział stojący w drzwiach Set.
 - Bo jestem boginią, tato - odparła z uśmiechem zawiązując sandały.

Natomiast Anubis, kiedy wrócił do pokoju i usiadł na krześle przed lustrem, Bes zaproponował, że go umaluje.
 - Wolałbym nie...
 - Och daj spokój! Umiem malować - powiedział karzeł. - No i spójrz jak ci się ręce trzęsą.
 - No dobrze.
Bes wziął buteleczkę z kohlem i pędzelek po czym podkreślił jego oczy egipską linią. Wyszło mu całkiem dobrze. Następnie Bes zaczął rozczesywać niesforne włosy boga.
 - Zaczęliście już sądzić dusze? - zapytał.
 - Jeszcze nie - odparł Anubis. - Jestem w trakcie zdobywania pióra Maat.
 - Aha. Okey, czas cię trochę pognębić.
 - Co? - jęknął.
 - Współczuję ci - powiedział Bes. - Z jedną kobietą przez wieki. Zero schodzenia do śmiertelniczek.
 - Wystarczy mi Anput.
 - Owinie cię w okół małego palca, będziesz jej marionetką.
 - Jakoś mnie to nie dołuje - stwierdził chłopak.
 - Zazdroszczę ci urody, chłopie - zmienił szybko temat. - Być wiecznie nastolatkiem.
 - Wiesz, że mogę zmieniać formę.
 - W takim razie zmień się w dorosłego mężczyznę, drogi szesnastolatku.
Anubis spełnił to życzenie.
 Wyglądał jak dwudziestolatek, jego oczy były intensywniej czarne, włosy bardziej zmierzwione, a mięśnie jeszcze bardziej rozbudowane.
Bes zagwizdał.
 - Szczerze mówiąc wciąż wyglądasz młodo. Ani jednej zmarszczki.
 - Myślisz, że w tej formie spodobam się Anput?
 - Bądź w niej tylko podczas ceremonii, potem na osobności, by nie czuła dyskomfortu wróć do poprzedniej formy.
 - Na osobności? - zmarszczył brwi.
 - Wiesz o co mi chodzi - poruszył znacząco brwiami.
Anubis nie odezwał się. Milczał nawet podczas ubierania czarnej przepaski biodrowej ze złotym pasem. Potem założył bransolety i sandały.
 - Anput to szczęściara - stwierdził Bes. - Gdybym był kobietą również bym mdlał na twój widok.
Anubis podniósł brew do góry w chwili, kiedy wszedł Set.
 - Musimy pomówić, Bes wyjdź - powiedział na wejściu.
Karzeł wyszedł, a kiedy Set skończył rozmawiać i wszedł do pokoju swojej córki, Bes wrócił z powrotem.
 - O co chodziło?
 - O nic. Drobnostki - odparł Anubis przeczesując włosy palcami.
 - Nie rób tak, bo naprawdę zemdleję - powiedział karzeł.
 - Może byś założył na siebie coś więcej niż majtki ze skóry pantery, co? - zapytał Anubis.
 - Karły górą! - zawołał. - A te majteczki przyciągają spojrzenia kobiet.
 - Spojrzenia z dezaprobatą?
 - Ważne, że ściągają uwagę - powiedział.
Anubis przewrócił oczami.
 - Chodźmy już do Niebios - mruknął i przeniósł się do Niebiańskiej sali, gdzie będzie ślub.
Karzeł zmaterializował się przy nim.
 - To gdzie ten kapłan? - zapytał.
 - Ra postanowił być kapłanem. Będziesz świadkiem, bo zapomniałem kogoś znaleźć...
 - Fajnie. Bes ostatnią deską ratunku - mruknął.
 - Coś nie tak? - zapytał chłodno Anubis.
 - Nie, wszystko w jak najlepszym porządku - odparł drapiąc się po głowie.
 - Świetnie - mruknął.
 Ra pojawił się chwilę później, kiedy zaczęli schodzić się bogowie.
Po kolejnych dziesięciu minutach pojawiła się Anput. Również miała dorosłą formę.
Anubis wstrzymał oddech, kiedy kroczyła ku niemu z lekkim uśmiechem i stanęła obok niego.
 - Tak więc, witajcie przyjaciele. Zebraliśmy się tu, ponieważ ci dwoje pragną połączyć się wiecznym węzłem miłości...
Wiedziałam, że to był zły pomysł, by brać Ra jako kapłana, pomyślała Anput.
Po dalszym przemówieniu i przysiędze:
 - A teraz przypieczętujcie swój związek pocałunkiem - powiedział Ra.
Anubis spojrzał na swoją żonę z lekkim uśmiechem i złapał ją w tali. Ona położyła swoje dłonie na jego ramionach. Przyciągnął ją do siebie i zapatrzył się w jej błękitne oczy. Zarumieniła się lekko i spuściła spojrzenie, ale on ujął jej podbródek tak, że spojrzała znów na niego. Nachylił się, a ona wyciągnęła nieco szyję. Przymknęli oczy i poczuli jak ich usta się stykają. Złączyli je bardziej w namiętnym pocałunku łaskocząc sobie językami podniebienia.
Hapi zaczął wiwatować podobnie jak większość bogów.
Anubis odkleił się od Anput po dłuższej chwili.
 - Ładnie ci w białych włosach - szepnął.
 - Nie przyzwyczajaj się - odszepnęła. - Od jutra będą znów czarne.
Uśmiechnął się do niej i musnął wargami jej usta.

 Podczas wesela było dużo śmiechu, tańca i wina. Z twarzy Anput nie schodził uśmiech. Anubis widząc ją czuł przyjemne ciepło w sercu.
 - Ona o tym nie wie, prawda? - zapytał Bes.
 - Nie wie i nie dowie się - odparł Anubis. - Ona jest przeciwna związkom pomiędzy rodzeństwem, ale ja ją pragnę.
 - Kiedyś się dowie, że jesteście bliźniętami - mruknął Bes.
 - Kiedyś - podkreślił Anubis. - Za bardzo Setowi zależy na swojej córce, by jej to powiedział. Ty nigdy nie zdradzisz sekretu, Neftyda nie wie, że ona nie wie, Izyda gdzieś zniknęła, a Ozyrysa to za bardzo nie obchodzi - powiedział Anubis
 Anput podeszła do niego.
 - Chodź - wyciągnęła go.
 - Nie umiem tańczyć - powiedział.
 - Ale to jest wolniejszy kawałek - zrobiła słodkie oczka przytulając się do jego nagiego torsu.
Objął ją.
 - Kocham cię - szepnęła.
Spojrzał na nią z lekko uchylonymi ustami, nigdy wcześniej nie słyszał tego z jej ust.
 - Ja ciebie też kocham - odszepnął.

Do pałacu Ozyrysa w Duat wrócili późno. Anput siedziała w ich wspólnym pokoju i zdejmowała biżuterię, kiedy Anubis mył się. Akurat Bes musiał wylać wino na niego.
Wrócił do pokoju przepasany jedwabnym materiałem.
Anput podeszła do niego i pocałowała go, co on odwzajemnił mocniej. Zamknął za sobą drzwi nogą i objął żonę. Dalej ją całując odwiązał jej sukienkę.
 - Anu - szepnęła.
 - Tak? - spojrzał jej w oczy i starał się nie spuścić wzroku.
 - Kocham cię - zrzuciła z niego jedwabną przepaskę.
 - Ja ciebie też.

~ Zakrwawiony Kapturek

Miniaturka - Ślub cz. 2

  Anubis położył się na swoim łóżku, a kiedy zamknął powieki, przed oczami pojawił mu się napis ,,Rok przed ślubem Apollina i Panny Gloom''. Anubis zasypiając jęknął w duchu. Kolejny dziwny sen. Jakby poprzedni nie wystarczył.
 Będąc już w krainie snu, pan Szakal, jak każdy śniący dostał amnezji. Oczywiście greccy bogowie pamiętali wszystko, bo to oni byli twórcami całej serii dziwnych snów.
 Anubis poczuł jak  ktoś nim szarpie wypowiadając na okrągło jego imię.
 - Nie śpię - wymamrotał.
 - Widzę - powiedział ktoś.
 - A ty to kto? - zapytał Anubis.
 - Musiałeś porządnie oberwać tą doniczką - wymamrotał pod nosem mężczyzna. - Jestem Hades.
 Anubis wzdrygnął się i odsunął.
 - Co ty tu robisz!
 - Miałem ci pomóc w przygotowaniu się na ślub, idioto - powiedział poprawiając swój garnitur.
Chłopak zauważył, że i on ma na sobie garniak.
 - Jak zemdlałem? - zapytał.
 - Doniczka - Hades wskazał palcem na szczątki paproci, mnóstwo ziemi i pękniętej gliny - spadła ci na głowę, kiedy uderzyłeś o półkę.
 - Aha - rozmasował głowę, mimo, że nie czół bólu. - Gdzie moja siostra?
 - Pomaga pannie młodej.
 - Ooo. A kto jest panem młodym? - zapytał Anubis.
 - Ty - odparł Hades.
Szakali bóg zachwiał się na nogach.
 - Żeee co?
 - Mymhmm - Hades wymamrotał coś niezrozumiałego.
 Anubis w tym czasie podszedł do lustra i wzdrygnął się. Jego włosy były ulizane do tyłu tak jak Hadesa. Gdzie ten wspaniały, artystyczny nieład?! 
 - COŚ TY MI Z WŁOSAMI ZROBIŁ!!!
 - Poprawiłem...
 - WCALE NIE! - wrzasnął i zmierzwił je dłońmi przez co tylko pogorszył sprawę.
 Wyglądał jakby przez kilka tygodni nie mył włosów i nie używał szczotki. Poszedł do łazienki i starannie zmył oleistą substancję, a kiedy je umył i wysuszył, wyszedł. W swoim nieładzie czuł się znacznie lepiej niż bez niego.
 - O której jest ten ślub? - zapytał.
 - Za kwadrans - odparł władca podziemi.
 - Aha.

W tym czasie panna młoda, już przygotowana na swój wielki dzień, rozmawiała z Anput, siostrą pana młodego. 
 - Gdzie Vicia? - zapytała dziewczyna trzymając woreczek z lodem na czole.
 - Załatwia pewne formalności... no wiesz... na wszelki wypadek sprawdza teren kościoła.
 - Po co?
 - Na wszelki wypadek... przecież nie chcemy, by jakiś blond upiór tu przyszedł, prawda? - uśmiechnęła się słodko.
 - Eee... no tak - odparła nie wiedząc o kogo chodzi.


Vic sprawdziła każdy zakamarek w kościele i każde wejście do niego prowadzące. Nie znała swojego celu, ale wiedziała, że ma go zlikwidować. Dziewczyna wbiła się w powietrze i usiadła na dachu świątyni. Jej wierny pegaz Darkness okrążał budynek, aż w końcu usiadł obok niej i zarżał.
 - Byłoby łatwiej gdybyśmy mieli jej zdjęcie - westchnęła dziewczyna, a uskrzydlony koń kiwnął głową.
 - To trochę niesprawiedliwe, że wolisz rozmawiać z koniem, a nie ze mną - powiedział ktoś stojący za nią.
 - Nie wiedziałam, że tu jesteś - odparła nie odwracając głowy.
 Mężczyzna usiadł obok niej.
 - Czemu zaszczycasz mnie swoją obecnością, Apollinie?
 - Lubię cię, więc coś ci powiem... To tylko sen.
 - Aha. Wiesz... nigdy by mi się nie śniło, że wpadłam na przystojnego boga...
 - Który wziął z tobą ślub we śnie - dokończył.
 - Hę?
 - Masz amnezję - dotknął jej twarzy i wspomnienia jej wróciły oraz świadomość, że śni.
 - O kurde - powiedziała.
 - Tak więc... to jest świat w którym bogowie ustalają zasady i tworzą parringi...
 - Moja matka stworzyła parring ja i ty?- zapytała dziewczyna.
 - Trochę mojej twórczości tam było...no wiesz... tak na prawdę to ja zadecydowałem, by wszystko było złote - uśmiechnął się promiennie.
 - Okey... pytanie numer dwa... czemu w każdym śnie jestem dorosła?
 - Bo masz większe... - nie dokończył widząc jej spojrzenie. - Chciałabyś wychodzić za mąż jako nastolatka?
 - Dla mnie to bez różnicy.
 - Doprawdy?
 - Pewnie i tak polegnę w jakiejś bitwie albo na misji zanim ukończę osiemnaście lat, więc co mi tam - odchyliła głowę do tyłu patrząc w niebo.
Darkness zarżał niezadowolony patrząc na coś ledwie widocznego na horyzoncie. Vic również wpatrywała się w idącą ku nim postać.
 - Czyli to jest gra Bogów, tak? - zapytała.
 - Można to tak ująć.
 - Jak oni to zaplanowali?
 - Nie mogę zdradzić.
 Kobieta znów spojrzała na postać.
 - Zniknęła - szepnęła i spojrzała na uśmiechniętego boga w chwili kiedy zabrzmiała muzyka weselna. - Ach tak... - mruknęła. - Miałeś mnie zagadać... - zacisnęła pięści. - Może to tylko sen, który śni się tylko mi, mojemu rodzeństwu, bogom i Włóczykijowi, ale w końcu to sen o ślubie mojej przyjaciółki! Nie pozwolę go zepsuć jakiejś blondynie!
Bóg nie odpowiedział.
 - Lucy! - zawołała, a siostra zmaterializowała się przy niej. - Gdzie jest ta blondyna?!
 - Chodzi ci o tą imieniem Sadie?
 - Tak.
 Lucy rozejrzała się.
 - Nie ma jej.
 Vic wzięła głębszy oddech by się uspokoić.
 - Wiem siostrzyczko... ale czy wyczuwasz to maga?
 - Pod nami - odparła. - Chyba...
 - Okey...
 - Jest dwójka - dodała.
 - Lucy zmień się we mnie i idź stać jako druhna, bo Włóczykij mnie zamorduje - powiedziała.
 - Tak jest, siostro!
Vic zeskoczyła z dachu rozpościerając skrzydła, by spowolnić spadanie.
Kiedy poczuła pod nogami marmurowe płyty zauważyła przy drzwiach czarnoskórego mężczyznę i białą blondynkę.
 - Sadie i Karter Cane? - Vic uśmiechnęła się nonszalancko trzymając miecz w dłoni.

Meriel była już gotowa na swoją wielką chwilę.
 - Gdzie jest Vicia? - chodziła spięta w tę i z powrotem po pokoju.
 - Załatwia pewnie coś ważnego - odparła Anput.
 - Ach... - jęknęła. - Zaraz zemdleję. Gdzie ona jest? - obróciła się, by spojrzeć na Anput, a jej niebieska gorsetówka zafalowała.
 - Nie przejmuj się - Anput ubrana w obcisłą suknię koloru swoich oczu wstała i podeszła no niej. - Nie martw się, dostaniesz zmarszczek.
 - Akurat to mój najmniejszy problem - mruknęła. - O jakie formalności ją prosiłaś.
 - Nasz mała tytanida zajmuje się eliminacją pewnego celu...
 - No super - powiedziała sarkastycznie. - Ona eliminowanie bierze na poważnie, nie spocznie dopóki nie zabije tego celu. Wielkie dzięki Anput, możliwe, że jej nie będzie na ślubie... Ona jest przecierż moją główną druhną!
 - Ja też jestem druhną - mruknęła Anput.
 - Bo ANUBIS mnie o to poprosił.
 - Aha, fajnie - mruknęła. - Dobra, chodźmy już.

Rodzeństwo spojrzało po sobie i wyciągnęli drewniane laski. Ktoś odchrząknął za heroską i przyłożył jej pod gardło czarne ostrze.
 - Zapomniałaś jeszcze o mnie - szepnął jej do ucha jakiś mężczyzna.
 - Walt! Carter - zawołała Sadie. - Zajmijcie się nią, ja mam do pogadania z Panem Zostawiaczem Dziewczyn!
 - Jak cię zostawił, to pewnie nie ma ochoty się z tobą widzieć - stwierdziła Vic. - Ależ z ciebie tępe dziecko.
 - Powiedziała - prychnęła blondynka i rzuciła przed siebie swoją laskę, która zamieniła się w  białego lwa.
Vic z dezaprobatą podniosła brew do góry.
 - Meriel, czy bierzesz tego oto mężczyznę za męża? - zapytał kapłan za drzwiami.
  - Meriel? - zdziwiła się Vic podobnie jak wszyscy w kościele.
 - To ona nie ma na imię Włóczykij? - dało się słyszeć jakiegoś chłopaka.
 - Tak, biorę Anubisa za męża - powiedziała Meriel.
 - Głupia idiotka - powiedziała Sadie.
 - Żałosne - stwierdziła i przyłożyła z łokcia w brzuch Waltowi, który cofnął się wciąż z noże m przy jej gardle. Wywinęła się i mieczem przecięła lwa, który szykował się do skoku.Odwróciła się i kopnęła czarnoskórego chłopaka, który wykonawszy obrót w powietrzu wokół własnej osi upadł kilka metrów dalej.
- Walt! - zawołał Carte i zaatakował swoim chepeszem.
Vic odparowała cios i podcięła mu nogi.
 - Walczysz nie fair - powiedział.
 - Mówisz, bo sam nie umiesz walczyć. Jestem po prostu znacznie lepsza od was wszystkich razem wziętych - odparła.
 - ...albo niech zamilknie na wieki - dało się usłyszeć słowa kapłana.
Sadie pchnęła drzwi, ale Vic złapała ją za włosy i pociągnęła w tył. Wszyscy siedzący w ławkach odwrócili głowy. Meriel zamrugała z niedowierzeniem oczmi.
 - Vicia? - zapytała i spojrzała na swoją druhnę. - Chwila, Lucy co ty tu robisz?
 - Jestem chwilowo Vic - odparła.
 - Kontynuujcie - powiedziała prawdziwa Victoria zamykając drzwi. - Co ty sobie wyobrażasz smarkulo?
 - Nie mogę dopuścić do ich ślubu!
 - Idiotko, to tylko sen! - powiedziała i pchnęła mieczem w jej klatkę piersiową. Sadie rozpłynęła się. - Teraz ty - powiedziała do Cartera podchodząc do niego z uniesionym mieczem.
 - Zabiłaś moja siostrę!
 - Obudziłam  ją - poprawiła go.
Ich miecze się skrzyżowały. Vic wykorzystując fakt, że to sen, kopnęła mężczyznę w czułe miejsce. Zatoczył się do tyłu, a ona odcięła mu głowę. Nie było krwi. Nic. Tylko się rozpłynął tak samo jak drugi chłopak po kilku sekundach.
Vic po ciuchu weszła w chwili, kiedy Anubis i Meriel łączyli usta w pocałunku.
 - Gdzie byłaś? - zapytał cicho brat Vic, Terren.
 - Pozbywałam się śmieci - odparła. - Meriel mnie zabije za tę podmiankę druhny.
 - To jest pewne.
Sek zakończył się, kiedy młoda para wybiegła z kościoła. Meriel wyrzuciła za siebie bukiet, który wpadł w ramiona Vic.
 - O kurde - powiedziała córka Nike.

Anubis obudził się z dziwnym uśmiechem na twarzy i zobaczył swoją siostrę.
 - Miałem ciekawy sen siostro.
 - Ja też - odparła.
 - Jestem żonaty!
 - Wiem, przecież tam byłam.

Meriel otworzyła oczy. Tuliła się do zwiniętej pościeli jakby był mężczyzną leżącym obok niej.
 - Fuj, całowałam się z pościelą - wymamrotała.

 Vic wybudziła się leżąc na podłodze.
 - Nie chcę wychodzić za mąż! - krzyknęła, a ręce miała ułorzone tak, jakby nadal trzymała bukiet.

~Zakrwawiony Kapturek

Mamy już:

Vic x Apoll        
Camus and Haruka- is it me, or does she almost look like Elsa? If that's the case, she makes a gorgeous Elsa!


oraz Meriel x Anubis

Hetalia - Prussia / Hungary I wrote a fanfic about their wedding.....and then england falls in love, weird I know. XD

Kto następny...?

piątek, 3 kwietnia 2015

Miniaturka: Walentynkowy chat.

www.nienawidzęwalentynekCHB&PA.*
Widoczne:
Login: BlackHood
Płeć: Kobieta
Dla ciebie:
Wiek: 17 lat*
Imię: Meriel
Hasło: **********
Powt.Hasło: **********
              Zacznij czatować!
Nawiązano konwersację z  Mrocznympsem. (mężczyzna)
Mp: Cześć.
Bh: No hej...
Mp: Za co nie lubisz walentynek?
Bh: Nie lubię tej całej atmosfery, jest zbyt przesłodzona.
Mp: I te kolory...
Bh: Tak! Różowy jest ochydny. Tak samo te serduszka.
Mp: Tylko dlatego? Nie ma innej przyczyny?
Bh: ...Głównie dlatego. Wszędzie zakochane pary, całujące się wszędzie. Dziewczyny, które czekają na ten dzień, bo myślą, że zostaną spostrzeżone. Badziewne prezenty. Róże, tandetna biżuteria, czekolada...
Bh: Albo nie! Czekolada jest boska...
Mp: Hahah, no nieźle. Ja też lubię czekoladę, ale gorzką.
Bh: Bleh, niedobra. A ty dlaczego nie lubisz walentynek?
Mp: W ten dzień odeszła osoba, na której najbardziej mi zależało... ale powiedziała, że wróci. Więc mam jeszcze nadzieję.
Bh: Nie wnikam. Ja swojego chłopa też zostawiłam w ten dzień, ale mniejsza.
Mp: To może zmiana tematu?
Bh: Może być.
Mp: Co lubisz robić?
Bh: ohoho, uprawiać sporty. Wszystkie. A najbardziej to jazdę konno i pływanie. A twoje hobby to..?
Mp: Lubię czytać, chodzić na spacery po zmroku i siedzieć z wybraną osobą, w nocy, i patrzeć na gwiazdy...
Bh: Też to lubie.
Mp: :), ilu miałaś chłopaków?
Bh: A co to za pytanie?
Mp: Zwykła ciekawość.
Bh: Trzech.
Mp: Ja miałem dwie, choć ta pierwsza to przypadek...
Bh: Interesujące..., ale ja muszę niestety kończyć. Masz może gg? Nie chcę tracić z tobą kontaktu... Psie.
Mp: Oo ty! Hah. Miałem o to samo zapytać. Teraz założyłem nowe, więc ...  7659871110*
Bh: To napiszę. Hejka! :)
Mp: Pa...
7659871110GG
No cześć!  Miałam napisać, to piszę :D. Mrocznypies tak?
Tak. No w końcu napisałaś. W sumie, to nie mogłem się doczekać.
Tęskniłeś za kimś kogo nie znasz?
Przypominasz mi kogoś, za kim tęsknię.
Smutne.
Ale prawdziwe. : |
Kochałeś ją?
Nadal kocham. Zmienimy temat?
Może... powiesz jaki jest...
Hmm?
Twój ulubiony kolor, napój. ! :'))))))
Hahah! Kolor: czarny. Napój: Sok z jabłek.
...
Coś nie tak?
Nie nic.
Do dobra... a twój?
Em.. napój to woda, a kolor niebieski..
Yhym... ile masz lat? Jeśli wolno spytać.
Wolno
To ile?
Skończyłam siedemnaście. A ty?
Od niedawna, troszkę skomplikowane, ale mam osiemnaście.
A imie?
Hehe, bardzo dziwne .
Więc?
Anubis.
Użytkownik opuścił konwersację.
-Co jest?! -Zaklnął chłopak. Wstał od laptopa i podszedł do okna. Zdumiewające, że w tak krótkim czasie zdołał ogarnąć zasady elektroniki śmiertelników. A to wszystko dzięki niej...
Westchnął ciężko i poszedł do lodówki po kartonik soczku jabłkowego.
Już miał porządnego łyka wziąć, gdy usłyszał stukot kopyt, a chwilę potem walenie w drzwi.
Podszedł do nich niechętnie i otworzył. Spojrzał znudzonym wzrokiem na przybysza odzianego w czarną pelerynę i kaptur założony tak by nie widać było twarzy.
- Tak?- Spytał udając uprzejmego.
Postać podeszła do niego i uderzyła mocno w ramię.
- Ał!- Syknął i chwycił się za obolałe miejsce. Będzie siniak, pomyślał. - Co do cholery?!
- To tylko jedna setna kary mój drogi Psie.- Powiedziała postać, ściągając kaptur.
Nie mógł uwierzyć w to co widzi. Stała przed nim. W białych włosach i z kapturem do połowy głowy. Patrzyła na niego z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Nie patrząc na chłopaka, weszła do domu i skierowała się w stronę lodówki, by wyciągnąć z niej schłodzoną wodę. Odkręciła ją i się napiła. Potem odstawiła.
- Rozumiem, że nigdy byś już o mnie nie zawalczył. Co Anubisie?- Spytała spuszczając wzrok.
Ten jak na zawołanie znalazł się przy niej. Chwycił jej drobne ręce w swoje wielkie i ścisnął.
- Kpisz czy o drogę pytasz?- Zacytował ją. Często tak mówiła. - Zawsze bym o ciebie walczył Włóczykiju. Ale ty mi dałaś nadzieję, że sama wrócisz ...
- A ty w to uwierzyłeś?!- Zakpiła.
- Tobie zawsze.- Spojrzał jej głęboko w oczy.- Mężczyzna nie myśli tak jak kobieta.
Patrzyli tak sobie w oczy nie wiadomo ile.
Włóczykij pierwsza to przerwała i przytuliła się do byłego boga pogrzebów.
- Czyli nadal mnie kochasz Mrocznypsie?
Zaśmiał się dźwięcznie.
- Oczywiście BlackHood.
Po tym zdaniu złączył ich usta w cudownym, namiętnym i pieczętującym miłość,  pocałunku.
                         * * *
www.nienawidzęwalentynekCHB&PA.- nazwę wymyśliłam sama. NieKopiować!
17 lat*- Postarzyłam specjalnie.
7659871110- numer gg wymyślony!
                         * * *
Nietypowa miniaturka wiem... i spóźniona, bo już dawno po walentynkach, ale.. jest! :D
#Włóczykij
Prosimy o komentarze.