Sala Sądu przypadła szakalom do gustu. Była mroczna, ciemna i cicha. Naprzeciw tronu, na którym zasiadł Ozyrys, była postawiona wielka złota waga.
- Tu jest tak pięknie - powiedziała Anput.
- Tak - potwierdził Anubis, którego głowa przybrała szakalą formę tak jak i Anput.
- Jest mały problem - odezwał się Ozyrys.
Szakale spojrzały na niego stawiając uszy.
- Jedno z was będzie obsługiwać wagę. Tylko jedno.
- Które z nas? - zapytał Anubis.
- Jeszcze nie wiem, ale bogowie omówią to na następnym zebraniu. Będą pewnie brali pod uwagę, które z was jest potężniejsze i takie tam...
Anubis spojrzał na narzeczoną.
- Pewnie wybiorą ciebie - zetknął swój szakali nos z jej szakalim nosem. - Posiadasz potężniejszą moc od mojej i to ty nauczyłaś ludzi odprawiania pogrzebów.
- Ty nauczyłeś ich ceremonii balsamowania zwłok - przypomniała mu. - No i jesteś mężczyzną.
- Co to ma do rzeczy?
- To, że kobiety są na drugim planie - podpowiedział Ozyrys.
- Mniej ważne - mruknęła Anput
- Nie mów tak - dotknął jej szyi opuszkami palców. - Jesteś według mnie ważniejsza ode mnie.
- Dziękuję Anubisie.
Wątek ,,Który z bogów ma objąć stanowisko przy wadze'' spowodował zażartą kłótnię pomiędzy boginiami a bogami. Kobiet uważały, że mężczyźni objęli już wystarczająco dużo ważnych stanowisk, więc dla odmiany Anput może takowe objąć, oni zaś uważali odwrotnie. Sądzili, że kobiety się nie nadają.
- Mam dosyć - powiedziała Izyda. - Jesteście egoistami!
- Zgadzam się - powiedziały naraz trzy boginie.
- Nie będę tu siedzieć, kiedy obraża się moją płeć - oznajmiła Anput i wyszła.
Bogowie ucichli. Od kilkuset lat nie zdarzyło się, by jakiś bóg wyszedł w trakcie trwania.
- Ależ tupet - syknął Sobek.
Izyda spojrzała na na Neftydę i wyszła. Jej siostra za nią. Po chwili w sali byli sami mężczyźni.
- Anubisie obejmiesz to stanowisko - powiedział Ra.
- Ale Anput...
- TY - bóg spojrzał na niego drapieżnie.
- Tak Panie - położył po sobie uszy niezadowolony.
Panie wyszły z Niebiańskiego Pałacu i udały się do własnych świątyń. Anput postanowiła odprowadzić Izydę.
- Jestem w ciąży - powiedziała Izyda.
Anput zatrzymała się.
- Jeśli mój ojciec się dowie to wyciągnie je z ciebie.
- Wiem. Postanowiłam udać się gdzieś, gdzie mnie nie znajdzie. Przepraszam, że nie będę na twoim ślubie.
- Życie jest ważniejsze niż ślub - Anput posłała jej słaby uśmiech.
- Dziękuję, że rozumiesz - powiedziała bogini. - Może niedługo się zobaczymy - Izyda rozpłynęła się w powietrzu, a Anput przeniosła się do Duat.
Dziewczyna usiadła przy wadze.
- Co zadecydowali? - zapytał Ozyrys.
- Boginie wybrały mnie, Bogowie Anubisa - odparła.
- Czyli Anubis będzie ważył...
- Ale...
- Słowo mężczyzny jest ważniejsze niż kobiety - odparł sucho niezadowolony, że szakalica uważa inaczej. - Kobiet się nie liczą.
Po raz pierwszy Anput poczuła się jakby była najniższej rangi społecznej. Po jej policzku spłynęła łza, a za nią kolejna.
- Możesz już iść. Skoro Anubis obejmie stanowisko, to nie masz potrzeby tu przebywać.
Wybiegła z Sali Sądu mijając Anubisa na korytarzu.
- Anput! - zawołał za nią.
Nie odpowiedziała mu. Skręciła w jakiś korytarz. Kiedy była niedaleko swojego pokoju Anubis złapał ją za ramię. Zatrzymała się i szybko otarła swoje łzy dłonią.
- Czemu płaczesz? - zapytał.
Przełknęła ślinę dalej milcząc.
- Anput? - Anubis odwrócił ją ku sobie. - Co się stało? - w jego głosie była troska.
- Ile dla ciebie znaczę? - zapytała.
- Jesteś dla mnie wszystkim.
- Ale wiesz, że kobieta równa się nic? - spróbowała mu się wyrwać, ale on zacisnął mocniej palce.
- Nie wierz w co mówią inni - powiedział. - Jesteś najważniejsza w moim nieśmiertelnym życiu.
Przytuliła się do jego nagiej, umięśnionej klatki piersiowej. Odwzajemnił to i delikatnie gładził ją po jej czarnych włosach.
- Będziemy wspólnie ważyć serca umarłych - szepnął.
- Dziękuję - odszepnęła wtulając się w niego bardziej. - Na którego wyznaczyłeś datę ślubu?
- Za tydzień...
- Tak szybko?
- Chciałem jak najszybciej - pocałował ją w policzek.
Uśmiechnęła się pod nosem i odkleiła od niego. Uniosła wzrok i zauważyła delikatny uśmiech na jego twarzy.
W dniu ślubu Anput obudziła się wcześnie w swojej świątyni w Mieście Psów. Przeciągnęła się i wstała. Mira leżąca na swoim legowisku ze swoim partnerem otworzyła jedno oko, ale po chwili je zamknęła.
- No w końcu - odezwał się ktoś siedzący w koncie.
- Mama? - zdziwiła się.
- Witaj - bogini uśmiechnęła się.
- Hej Anput - odezwała się siedząca obok niej Taweret.
- Witaj - odparła szakalica, - Wybaczcie, ale pójdę się wykąpać...
- Oczywiście. Przygotowałyśmy ci kąpiel - uśmiechnęła się Neftyda,
- Mmm... dziękuję - dziewczyna zniknęła za drzwiami łazienki.
Spojrzała na wannę. W wodzie pływały płatki kwiatu błękitnego lotosu.
Zrzuciła z siebie białą suknię i weszła do wody. Odetchnęła relaksując się.
- I jak? - zapytała Taweret.
- Cudownie - odparła dziewczyna nurkując w wodzie. Wynurzyła się po minucie. - Jeśli mogę spytać, wiesz co to prywatność?
- Och, wybacz, ale to twój wielki dzień.
- Wieeem...
Kiedy się umyła wyszła z wody i przepasała się w pasie jedwabnym ręcznikiem wyszła na balkon wraz z dwiema boginiami. Na piersi opadły jej mokre włosy, więc mniej więcej były zasłonięte.
- Piękny dzisiaj dzień - powiedziała Anput spoglądając w niebo.
- Tak - odparła hipopotamia bogini. - Spójrz jak Nil błyszczy w świetle poranka!
- Tak - rozmarzyła się szakalica. - Wolę mrok, ale dzisiejszy dzień jest naprawdę cudowny.
Na dźwięk otwieranych drugich drzwi prowadzących na balkon, z pokoju Anubisa, trzy kobiety odwróciły nagle głowy w tamtym kierunku.
Dumny Bes wszedł na balkon i skamieniał widząc boginie z czego jedna była prawie, że naga.
Anubis wszedł za nim również miał na sobie jedwabną przepaskę, a jego włosy były wciąż mokre.
- Coś tak zesztywniał? - zapytał i zobaczył swoją narzeczoną, która dodatkowo zasłoniła piersi ręką.
- Ekhm, co was tu sprowadza? - zapytała Anput.
- Anubis musiał ochłonąć - wydukał Bes. - Rozwalił wazę i podarł pościel z nerwów.
- Wstydziłbyś się - powiedziała Neftyda. - Bierz przykład z Anput, oazy spokoju.
- Tsa - mruknęła i wróciła do swojego pokoju i rozwaliła glinianą miskę. - Bogowie, ja dziś wychodzę za mąż - powiedziała histerycznie i zakopała się w pościeli.
Słysząc ją Bes szepnął do Anubisa:
- Zaraziła się histerią, twoja wina.
- Wspaniale - odparł sarkastycznie i wrócił do swojego pokoju.
- Anput, skarbie. Wyjdź z łóżka - powiedziała Taweret.
- To ja przygotuję kosmetyki i suknię - powiedziała Neftyda.
Kwadrans później Anput wygramoliła się z łóżka i usiadła przy toaletce.
- A jeszcze kilka lat temu bawiłaś się z nim w mule łapiąc żaby - szczeknęła Mira, co zrozumiała tylko Anput.
- Tak - odparła bogini, kiedy Neftyda czesała jej długie włosy.
Mira położyła swój pysk na kolanach pani.
- Mamo? Wiesz... tak się zastanawiam... nie chcę być cała na czarno podczas ślubu - powiedziała.
- Jak to? - zdziwiła się bogini, ale jej córka już zdążyła zmienić kolor swoich włosów na biały.
- Cudownie - stwierdziła młoda bogini.
Neftyda westchnęła. Związała włosy córki w kok i zajęła się jej makijażem. Podkreśliła na czarno jej oczy kohlem i na czerwono usta.
- Jesteś taka piękna - powiedziała Taweret.
- Dziękuję - odparła i wstała.
Neftyda podała jej suknię, którą dziewczyna sama założyła. Kreacja była czarna ze złotym pasem wokół tali. Była bez rękawów. Na ramiona Anput wciągnęła złote bransolety tak jak i na nadgarstki i na kostki.
- Jeszcze naszyjnik - powiedziała Taweret.
- A no tak - dziewczyna założyła łańcuszek na którym był zawieszony Ankh.
- Jestem gotowa - oznajmiła.
- Słyszałyście, że na północy jakiś nowy świat powstał z chaosu? - zapytała Taweret. - I nie ma tam bogów, tylko jacyś tytani.
- Byleby nie mieszali się w naszą historię - mruknęła Neftyda. - Nie potrzebujemy tytanów...
- Bosko wyglądasz - powiedział stojący w drzwiach Set.
- Bo jestem boginią, tato - odparła z uśmiechem zawiązując sandały.
Natomiast Anubis, kiedy wrócił do pokoju i usiadł na krześle przed lustrem, Bes zaproponował, że go umaluje.
- Wolałbym nie...
- Och daj spokój! Umiem malować - powiedział karzeł. - No i spójrz jak ci się ręce trzęsą.
- No dobrze.
Bes wziął buteleczkę z kohlem i pędzelek po czym podkreślił jego oczy egipską linią. Wyszło mu całkiem dobrze. Następnie Bes zaczął rozczesywać niesforne włosy boga.
- Zaczęliście już sądzić dusze? - zapytał.
- Jeszcze nie - odparł Anubis. - Jestem w trakcie zdobywania pióra Maat.
- Aha. Okey, czas cię trochę pognębić.
- Co? - jęknął.
- Współczuję ci - powiedział Bes. - Z jedną kobietą przez wieki. Zero schodzenia do śmiertelniczek.
- Wystarczy mi Anput.
- Owinie cię w okół małego palca, będziesz jej marionetką.
- Jakoś mnie to nie dołuje - stwierdził chłopak.
- Zazdroszczę ci urody, chłopie - zmienił szybko temat. - Być wiecznie nastolatkiem.
- Wiesz, że mogę zmieniać formę.
- W takim razie zmień się w dorosłego mężczyznę, drogi szesnastolatku.
Anubis spełnił to życzenie.
Wyglądał jak dwudziestolatek, jego oczy były intensywniej czarne, włosy bardziej zmierzwione, a mięśnie jeszcze bardziej rozbudowane.
Bes zagwizdał.
- Szczerze mówiąc wciąż wyglądasz młodo. Ani jednej zmarszczki.
- Myślisz, że w tej formie spodobam się Anput?
- Bądź w niej tylko podczas ceremonii, potem na osobności, by nie czuła dyskomfortu wróć do poprzedniej formy.
- Na osobności? - zmarszczył brwi.
- Wiesz o co mi chodzi - poruszył znacząco brwiami.
Anubis nie odezwał się. Milczał nawet podczas ubierania czarnej przepaski biodrowej ze złotym pasem. Potem założył bransolety i sandały.
- Anput to szczęściara - stwierdził Bes. - Gdybym był kobietą również bym mdlał na twój widok.
Anubis podniósł brew do góry w chwili, kiedy wszedł Set.
- Musimy pomówić, Bes wyjdź - powiedział na wejściu.
Karzeł wyszedł, a kiedy Set skończył rozmawiać i wszedł do pokoju swojej córki, Bes wrócił z powrotem.
- O co chodziło?
- O nic. Drobnostki - odparł Anubis przeczesując włosy palcami.
- Nie rób tak, bo naprawdę zemdleję - powiedział karzeł.
- Może byś założył na siebie coś więcej niż majtki ze skóry pantery, co? - zapytał Anubis.
- Karły górą! - zawołał. - A te majteczki przyciągają spojrzenia kobiet.
- Spojrzenia z dezaprobatą?
- Ważne, że ściągają uwagę - powiedział.
Anubis przewrócił oczami.
- Chodźmy już do Niebios - mruknął i przeniósł się do Niebiańskiej sali, gdzie będzie ślub.
Karzeł zmaterializował się przy nim.
- To gdzie ten kapłan? - zapytał.
- Ra postanowił być kapłanem. Będziesz świadkiem, bo zapomniałem kogoś znaleźć...
- Fajnie. Bes ostatnią deską ratunku - mruknął.
- Coś nie tak? - zapytał chłodno Anubis.
- Nie, wszystko w jak najlepszym porządku - odparł drapiąc się po głowie.
- Świetnie - mruknął.
Ra pojawił się chwilę później, kiedy zaczęli schodzić się bogowie.
Po kolejnych dziesięciu minutach pojawiła się Anput. Również miała dorosłą formę.
Anubis wstrzymał oddech, kiedy kroczyła ku niemu z lekkim uśmiechem i stanęła obok niego.
- Tak więc, witajcie przyjaciele. Zebraliśmy się tu, ponieważ ci dwoje pragną połączyć się wiecznym węzłem miłości...
Wiedziałam, że to był zły pomysł, by brać Ra jako kapłana, pomyślała Anput.
Po dalszym przemówieniu i przysiędze:
- A teraz przypieczętujcie swój związek pocałunkiem - powiedział Ra.
Anubis spojrzał na swoją żonę z lekkim uśmiechem i złapał ją w tali. Ona położyła swoje dłonie na jego ramionach. Przyciągnął ją do siebie i zapatrzył się w jej błękitne oczy. Zarumieniła się lekko i spuściła spojrzenie, ale on ujął jej podbródek tak, że spojrzała znów na niego. Nachylił się, a ona wyciągnęła nieco szyję. Przymknęli oczy i poczuli jak ich usta się stykają. Złączyli je bardziej w namiętnym pocałunku łaskocząc sobie językami podniebienia.
Hapi zaczął wiwatować podobnie jak większość bogów.
Anubis odkleił się od Anput po dłuższej chwili.
- Ładnie ci w białych włosach - szepnął.
- Nie przyzwyczajaj się - odszepnęła. - Od jutra będą znów czarne.
Uśmiechnął się do niej i musnął wargami jej usta.
Podczas wesela było dużo śmiechu, tańca i wina. Z twarzy Anput nie schodził uśmiech. Anubis widząc ją czuł przyjemne ciepło w sercu.
- Ona o tym nie wie, prawda? - zapytał Bes.
- Nie wie i nie dowie się - odparł Anubis. - Ona jest przeciwna związkom pomiędzy rodzeństwem, ale ja ją pragnę.
- Kiedyś się dowie, że jesteście bliźniętami - mruknął Bes.
- Kiedyś - podkreślił Anubis. - Za bardzo Setowi zależy na swojej córce, by jej to powiedział. Ty nigdy nie zdradzisz sekretu, Neftyda nie wie, że ona nie wie, Izyda gdzieś zniknęła, a Ozyrysa to za bardzo nie obchodzi - powiedział Anubis
Anput podeszła do niego.
- Chodź - wyciągnęła go.
- Nie umiem tańczyć - powiedział.
- Ale to jest wolniejszy kawałek - zrobiła słodkie oczka przytulając się do jego nagiego torsu.
Objął ją.
- Kocham cię - szepnęła.
Spojrzał na nią z lekko uchylonymi ustami, nigdy wcześniej nie słyszał tego z jej ust.
- Ja ciebie też kocham - odszepnął.
Do pałacu Ozyrysa w Duat wrócili późno. Anput siedziała w ich wspólnym pokoju i zdejmowała biżuterię, kiedy Anubis mył się. Akurat Bes musiał wylać wino na niego.
Wrócił do pokoju przepasany jedwabnym materiałem.
Anput podeszła do niego i pocałowała go, co on odwzajemnił mocniej. Zamknął za sobą drzwi nogą i objął żonę. Dalej ją całując odwiązał jej sukienkę.
- Anu - szepnęła.
- Tak? - spojrzał jej w oczy i starał się nie spuścić wzroku.
- Kocham cię - zrzuciła z niego jedwabną przepaskę.
- Ja ciebie też.
~ Zakrwawiony Kapturek