sobota, 4 kwietnia 2015

Miniaturka - Ślub cz. 2

  Anubis położył się na swoim łóżku, a kiedy zamknął powieki, przed oczami pojawił mu się napis ,,Rok przed ślubem Apollina i Panny Gloom''. Anubis zasypiając jęknął w duchu. Kolejny dziwny sen. Jakby poprzedni nie wystarczył.
 Będąc już w krainie snu, pan Szakal, jak każdy śniący dostał amnezji. Oczywiście greccy bogowie pamiętali wszystko, bo to oni byli twórcami całej serii dziwnych snów.
 Anubis poczuł jak  ktoś nim szarpie wypowiadając na okrągło jego imię.
 - Nie śpię - wymamrotał.
 - Widzę - powiedział ktoś.
 - A ty to kto? - zapytał Anubis.
 - Musiałeś porządnie oberwać tą doniczką - wymamrotał pod nosem mężczyzna. - Jestem Hades.
 Anubis wzdrygnął się i odsunął.
 - Co ty tu robisz!
 - Miałem ci pomóc w przygotowaniu się na ślub, idioto - powiedział poprawiając swój garnitur.
Chłopak zauważył, że i on ma na sobie garniak.
 - Jak zemdlałem? - zapytał.
 - Doniczka - Hades wskazał palcem na szczątki paproci, mnóstwo ziemi i pękniętej gliny - spadła ci na głowę, kiedy uderzyłeś o półkę.
 - Aha - rozmasował głowę, mimo, że nie czół bólu. - Gdzie moja siostra?
 - Pomaga pannie młodej.
 - Ooo. A kto jest panem młodym? - zapytał Anubis.
 - Ty - odparł Hades.
Szakali bóg zachwiał się na nogach.
 - Żeee co?
 - Mymhmm - Hades wymamrotał coś niezrozumiałego.
 Anubis w tym czasie podszedł do lustra i wzdrygnął się. Jego włosy były ulizane do tyłu tak jak Hadesa. Gdzie ten wspaniały, artystyczny nieład?! 
 - COŚ TY MI Z WŁOSAMI ZROBIŁ!!!
 - Poprawiłem...
 - WCALE NIE! - wrzasnął i zmierzwił je dłońmi przez co tylko pogorszył sprawę.
 Wyglądał jakby przez kilka tygodni nie mył włosów i nie używał szczotki. Poszedł do łazienki i starannie zmył oleistą substancję, a kiedy je umył i wysuszył, wyszedł. W swoim nieładzie czuł się znacznie lepiej niż bez niego.
 - O której jest ten ślub? - zapytał.
 - Za kwadrans - odparł władca podziemi.
 - Aha.

W tym czasie panna młoda, już przygotowana na swój wielki dzień, rozmawiała z Anput, siostrą pana młodego. 
 - Gdzie Vicia? - zapytała dziewczyna trzymając woreczek z lodem na czole.
 - Załatwia pewne formalności... no wiesz... na wszelki wypadek sprawdza teren kościoła.
 - Po co?
 - Na wszelki wypadek... przecież nie chcemy, by jakiś blond upiór tu przyszedł, prawda? - uśmiechnęła się słodko.
 - Eee... no tak - odparła nie wiedząc o kogo chodzi.


Vic sprawdziła każdy zakamarek w kościele i każde wejście do niego prowadzące. Nie znała swojego celu, ale wiedziała, że ma go zlikwidować. Dziewczyna wbiła się w powietrze i usiadła na dachu świątyni. Jej wierny pegaz Darkness okrążał budynek, aż w końcu usiadł obok niej i zarżał.
 - Byłoby łatwiej gdybyśmy mieli jej zdjęcie - westchnęła dziewczyna, a uskrzydlony koń kiwnął głową.
 - To trochę niesprawiedliwe, że wolisz rozmawiać z koniem, a nie ze mną - powiedział ktoś stojący za nią.
 - Nie wiedziałam, że tu jesteś - odparła nie odwracając głowy.
 Mężczyzna usiadł obok niej.
 - Czemu zaszczycasz mnie swoją obecnością, Apollinie?
 - Lubię cię, więc coś ci powiem... To tylko sen.
 - Aha. Wiesz... nigdy by mi się nie śniło, że wpadłam na przystojnego boga...
 - Który wziął z tobą ślub we śnie - dokończył.
 - Hę?
 - Masz amnezję - dotknął jej twarzy i wspomnienia jej wróciły oraz świadomość, że śni.
 - O kurde - powiedziała.
 - Tak więc... to jest świat w którym bogowie ustalają zasady i tworzą parringi...
 - Moja matka stworzyła parring ja i ty?- zapytała dziewczyna.
 - Trochę mojej twórczości tam było...no wiesz... tak na prawdę to ja zadecydowałem, by wszystko było złote - uśmiechnął się promiennie.
 - Okey... pytanie numer dwa... czemu w każdym śnie jestem dorosła?
 - Bo masz większe... - nie dokończył widząc jej spojrzenie. - Chciałabyś wychodzić za mąż jako nastolatka?
 - Dla mnie to bez różnicy.
 - Doprawdy?
 - Pewnie i tak polegnę w jakiejś bitwie albo na misji zanim ukończę osiemnaście lat, więc co mi tam - odchyliła głowę do tyłu patrząc w niebo.
Darkness zarżał niezadowolony patrząc na coś ledwie widocznego na horyzoncie. Vic również wpatrywała się w idącą ku nim postać.
 - Czyli to jest gra Bogów, tak? - zapytała.
 - Można to tak ująć.
 - Jak oni to zaplanowali?
 - Nie mogę zdradzić.
 Kobieta znów spojrzała na postać.
 - Zniknęła - szepnęła i spojrzała na uśmiechniętego boga w chwili kiedy zabrzmiała muzyka weselna. - Ach tak... - mruknęła. - Miałeś mnie zagadać... - zacisnęła pięści. - Może to tylko sen, który śni się tylko mi, mojemu rodzeństwu, bogom i Włóczykijowi, ale w końcu to sen o ślubie mojej przyjaciółki! Nie pozwolę go zepsuć jakiejś blondynie!
Bóg nie odpowiedział.
 - Lucy! - zawołała, a siostra zmaterializowała się przy niej. - Gdzie jest ta blondyna?!
 - Chodzi ci o tą imieniem Sadie?
 - Tak.
 Lucy rozejrzała się.
 - Nie ma jej.
 Vic wzięła głębszy oddech by się uspokoić.
 - Wiem siostrzyczko... ale czy wyczuwasz to maga?
 - Pod nami - odparła. - Chyba...
 - Okey...
 - Jest dwójka - dodała.
 - Lucy zmień się we mnie i idź stać jako druhna, bo Włóczykij mnie zamorduje - powiedziała.
 - Tak jest, siostro!
Vic zeskoczyła z dachu rozpościerając skrzydła, by spowolnić spadanie.
Kiedy poczuła pod nogami marmurowe płyty zauważyła przy drzwiach czarnoskórego mężczyznę i białą blondynkę.
 - Sadie i Karter Cane? - Vic uśmiechnęła się nonszalancko trzymając miecz w dłoni.

Meriel była już gotowa na swoją wielką chwilę.
 - Gdzie jest Vicia? - chodziła spięta w tę i z powrotem po pokoju.
 - Załatwia pewnie coś ważnego - odparła Anput.
 - Ach... - jęknęła. - Zaraz zemdleję. Gdzie ona jest? - obróciła się, by spojrzeć na Anput, a jej niebieska gorsetówka zafalowała.
 - Nie przejmuj się - Anput ubrana w obcisłą suknię koloru swoich oczu wstała i podeszła no niej. - Nie martw się, dostaniesz zmarszczek.
 - Akurat to mój najmniejszy problem - mruknęła. - O jakie formalności ją prosiłaś.
 - Nasz mała tytanida zajmuje się eliminacją pewnego celu...
 - No super - powiedziała sarkastycznie. - Ona eliminowanie bierze na poważnie, nie spocznie dopóki nie zabije tego celu. Wielkie dzięki Anput, możliwe, że jej nie będzie na ślubie... Ona jest przecierż moją główną druhną!
 - Ja też jestem druhną - mruknęła Anput.
 - Bo ANUBIS mnie o to poprosił.
 - Aha, fajnie - mruknęła. - Dobra, chodźmy już.

Rodzeństwo spojrzało po sobie i wyciągnęli drewniane laski. Ktoś odchrząknął za heroską i przyłożył jej pod gardło czarne ostrze.
 - Zapomniałaś jeszcze o mnie - szepnął jej do ucha jakiś mężczyzna.
 - Walt! Carter - zawołała Sadie. - Zajmijcie się nią, ja mam do pogadania z Panem Zostawiaczem Dziewczyn!
 - Jak cię zostawił, to pewnie nie ma ochoty się z tobą widzieć - stwierdziła Vic. - Ależ z ciebie tępe dziecko.
 - Powiedziała - prychnęła blondynka i rzuciła przed siebie swoją laskę, która zamieniła się w  białego lwa.
Vic z dezaprobatą podniosła brew do góry.
 - Meriel, czy bierzesz tego oto mężczyznę za męża? - zapytał kapłan za drzwiami.
  - Meriel? - zdziwiła się Vic podobnie jak wszyscy w kościele.
 - To ona nie ma na imię Włóczykij? - dało się słyszeć jakiegoś chłopaka.
 - Tak, biorę Anubisa za męża - powiedziała Meriel.
 - Głupia idiotka - powiedziała Sadie.
 - Żałosne - stwierdziła i przyłożyła z łokcia w brzuch Waltowi, który cofnął się wciąż z noże m przy jej gardle. Wywinęła się i mieczem przecięła lwa, który szykował się do skoku.Odwróciła się i kopnęła czarnoskórego chłopaka, który wykonawszy obrót w powietrzu wokół własnej osi upadł kilka metrów dalej.
- Walt! - zawołał Carte i zaatakował swoim chepeszem.
Vic odparowała cios i podcięła mu nogi.
 - Walczysz nie fair - powiedział.
 - Mówisz, bo sam nie umiesz walczyć. Jestem po prostu znacznie lepsza od was wszystkich razem wziętych - odparła.
 - ...albo niech zamilknie na wieki - dało się usłyszeć słowa kapłana.
Sadie pchnęła drzwi, ale Vic złapała ją za włosy i pociągnęła w tył. Wszyscy siedzący w ławkach odwrócili głowy. Meriel zamrugała z niedowierzeniem oczmi.
 - Vicia? - zapytała i spojrzała na swoją druhnę. - Chwila, Lucy co ty tu robisz?
 - Jestem chwilowo Vic - odparła.
 - Kontynuujcie - powiedziała prawdziwa Victoria zamykając drzwi. - Co ty sobie wyobrażasz smarkulo?
 - Nie mogę dopuścić do ich ślubu!
 - Idiotko, to tylko sen! - powiedziała i pchnęła mieczem w jej klatkę piersiową. Sadie rozpłynęła się. - Teraz ty - powiedziała do Cartera podchodząc do niego z uniesionym mieczem.
 - Zabiłaś moja siostrę!
 - Obudziłam  ją - poprawiła go.
Ich miecze się skrzyżowały. Vic wykorzystując fakt, że to sen, kopnęła mężczyznę w czułe miejsce. Zatoczył się do tyłu, a ona odcięła mu głowę. Nie było krwi. Nic. Tylko się rozpłynął tak samo jak drugi chłopak po kilku sekundach.
Vic po ciuchu weszła w chwili, kiedy Anubis i Meriel łączyli usta w pocałunku.
 - Gdzie byłaś? - zapytał cicho brat Vic, Terren.
 - Pozbywałam się śmieci - odparła. - Meriel mnie zabije za tę podmiankę druhny.
 - To jest pewne.
Sek zakończył się, kiedy młoda para wybiegła z kościoła. Meriel wyrzuciła za siebie bukiet, który wpadł w ramiona Vic.
 - O kurde - powiedziała córka Nike.

Anubis obudził się z dziwnym uśmiechem na twarzy i zobaczył swoją siostrę.
 - Miałem ciekawy sen siostro.
 - Ja też - odparła.
 - Jestem żonaty!
 - Wiem, przecież tam byłam.

Meriel otworzyła oczy. Tuliła się do zwiniętej pościeli jakby był mężczyzną leżącym obok niej.
 - Fuj, całowałam się z pościelą - wymamrotała.

 Vic wybudziła się leżąc na podłodze.
 - Nie chcę wychodzić za mąż! - krzyknęła, a ręce miała ułorzone tak, jakby nadal trzymała bukiet.

~Zakrwawiony Kapturek

Mamy już:

Vic x Apoll        
Camus and Haruka- is it me, or does she almost look like Elsa? If that's the case, she makes a gorgeous Elsa!


oraz Meriel x Anubis

Hetalia - Prussia / Hungary I wrote a fanfic about their wedding.....and then england falls in love, weird I know. XD

Kto następny...?

1 komentarz: