Victoria straciła apetyt. Wyszła.
- Córka Posejdona - prychnęła idąc w stronę domku numer siedemnaście. - Już bardziej nie dało się zrujnować tego wieczoru - mruknęła pod nosem i spojrzała w górę na niebo przybierające granatową barwę.
-Czemu za mną idziesz? - odwróciła się.
-Nie zamierzałem słuchać jak o niej szepczą - mruknął. - Trochę mi jej szkoda - przybliżył się do Victorii. - Pamiętam reakcje twoich braci kiedy pojawił się nad tobą, pięć lat temu, symbol Nike.
-Gabriel i Terry wzięli mnie na ręce i podrzucali - uśmiechnęła się pod nosem. - Potem pojawił się Dexter.
-Przybyłaś do obozu miesiąc po mnie - powiedział. - Nie zmieniłaś się przez te pięć lat, wciąż tak samo piękna i zabójcza.
Dziewczyna się zaśmiała, zarazem czując skrępowanie.
- Lubie twój uśmiech, czemu tak rzadko się uśmiechasz?
-Zazwyczaj nie mam powodu by się szczerzyć- odparła.
Alex dotknął dłonią jej policzka. Poczuła, że się czerwieni. Chłopak nachylił się nad nią i delikatnie wargami musnął jej usta, po którym nastąpił długi pocałunek. Stała chwilę spięta. ,, Cholera, Lily mnie zabije jeśli się dowie'' - pomyślała. Dobrze wiedziała, że jej jedyna przyjaciółka jest zauroczona w Alex'ie, natomias Victoria miała inny obiekt westchnień. A jednak nie zamierzała przerwać tego co właśnie miało miejsce. Złapał ją w tali, a ona położyła swoje ręce na jego ramionach.
Odkleili się od siebie, jednak stróżka śliny znajdowała się pomiędzy ich ustami, po chwili zniknęła. Nawet nie zauważyli jak jedenastoletni syn Nemezis przyglądał im się od początku, a potem przyłączyła się do niego Lily, która wracała z kilkoma innymi herosami z kolacji.
Victoria dostrzegła ją kątem oka i dała w pysk synowi Ateny. Ravi pobiegł do swojego brata Jeff'a, by mu o wszystkim powiedzieć. Lily przeszedł lekki szok i teraz była wściekła na swoją przyjaciółkę. ,,Jak ona mogła się z nim całować?!'' - jej myśli buzowały.
Córka bogini tęczy odwróciła się, a idąc do swojego domku rzuciła przez ramię:
- Nienawidzę cię Gloom!
Victoria spojrzała Alex'owi w oczy.
-To bolało - mruknął.
-Wiem - odmruknęła.
-Co się stało?
- Em... no więc... na twój widok Lily zapominała, jak się oddycha - odparła.
Chłopak posłał Vic uśmiech.
-Tylko, że ja gdy widzę ciebie, a nie ją, mam krwotok z nosa - wyszeptał znów dotykając wargami jej warg. - Odprowadzę cię - mówiąc to objął ją w tali i razem udali się pod domek numer siedemnaście.
On ją chciał, a ona kogoś innego, kto pewnie i tak na nią nie spojrzy. W towarzystwie tego drugiego czuła się lepiej niż przy Alexandrze.
-Dobranoc - powiedział gdy byli przed jej domkiem.
-Dobranox - odparła, zawsze mówiła z końcówką ,,x''.
Dziewczyna poczuła cmoknięcie na policzku. Weszła po schodach i zniknęła za drzwiami.
-Bierz to co dają Bogowie - wymamrotała pod nosem wciąż myśląc o Alex'ie i Jonathanie.
Położyła się na łóżku, a jej bracia zjawili się po kilku minutach. Najstarszy Gabriel, o dwa lata młodszy od niego Terry i trzynastoletni Dexter. Każdy z nich opadł na swoje "legowisko".
- Nasza mała siostrzyczka ma chłopaka - Gabriel posłał jej znaczący uśmiech.
- Daj jej spokój Gaba - odezwał się Ter. - Jest już przecież dojrzałą kobietą - obydwaj wymienili się znaczącymi spojrzeniami.
-Ten Alex jest całkiem ładny - mruknął najmłodszy. - Pasuje do ciebie Viciu - zaśmiał się wraz z resztą braci.
Dziewczyna prychnęła.
-Jesteście okropni.
-Za to nas kochasz siostrzyczko - powiedzieli wspólnie.
Przewróciła oczami odwracając się do nich plecami.
Następnego dnia miała podczas treningu Chejron kazał jej walczyć z Włóczykijem.
Po chwili córka Posejdona leżała na ziemi pozbawiona sztyletów. To samo było dwie godziny potem, gdy trenowali z mieczami.
-Umiesz cokolwiek - zapytała sucho Vic.
- Strzelać z łuku - odparła.
-W przeciwieństwie do moich braci nie jestem sportsmenką, ale jestem dobra w każdej konkurencji i każda wydaje mi się łatwa - prychnęłam. - Chejron mówił bym nauczyła cie władać mieczem, od tego będzie zależeć twoje życie...
Vic poczuła na sobie czyjeś spojrzenie.
Odwróciła się w chwili gdy Lily wymierzała w nią mieczem. Victoria nie zdążyła zareagować i po chwili miała przecięte obydwa policzki. Padła na ziemię.
-Ciekawe czy nadal podoba mu się twój uśmiech.
-Ty głupia suko - syknęła dziewczyna z twarzą ociekającą krwią i podniosła się chwiejnie na nogi.
- Jak mogłaś mi to zrobić? Przecież wiedziałaś, że mi się podoba - warknęła.
-Nie mam wpływu na to co ON czuje! - odparła spokojnie córka Nike.
-Ale to odwzajemniłaś szmato! - teraz każdy się na nie patrzył.
-Lily uspokój się - wtrącił się Chejron.
Spojrzała na niego morderczo, rzuciła mu ostrze pod kopyta i niespodziewanie wyciągnęła swój sztylet i wbiła go swojej byłej przyjaciółce w brzuch, dziewczyna nie była przygotowana na takie pchnięcie. Wyciągnęła ostrze ze swojego ciała i przebiła nim na wylot ramię Lily po czym zemdlała. Przed bliskim zbliżeniem z ziemią uchronili ją Jeff i Włóczykij.
-Zabierzcie ją szybko do izby chorych, ja zajmę się tym herosem- powiedział Chejron, a oni zrobili to co mu kazał centaur.
***
Victoria obudziła się na szpitalnym łóżku, chciała wstać, ale ktoś położył jej dłonie na ramionach.
-Rana ci się otworzy - usłyszała głos Jeff'a.
Chwilę trwało zanim go dostrzegła, po przebudzeniu miała mroczki przed oczami.
-Hej - wymamrotała.
-Dzień dobry śpiąca królewno - uśmiechnął się do niej, a ona to odwzajemniła i poczuła pieczenie ma policzkach.
-Teraz macie taki sam uśmiech - Włóczykij zaśmiała się, siedziała na sąsiednim łóżku, podczas gdy Jeff na tym co Vic.
-Jaki uśmiech? - zapytała wciąż przymroczona.
Córka Posejdona podała jej lusterko. Ten widok obudził Victorię całkowicie i dotarło do niej jakim sposobem dostała się do izby chorych.
-Co z Lily? - zapytała.
-Potem ci powiemy - odparł Jonathan.
-A Alex?
- Hah, był tylko zauroczony... obrzydził go twój uśmiech - powiedziała dziewczyna.
-To dobrze, nic do niego nie czułam - spojrzała na Jeff'a. - Jak ci się podoba? - wskazała na twarz.
-Przynajmniej teraz będziesz zawsze uśmiechnięta ponuraku - powiedziała szybko Włóczykij widząc zmieszanie chłopaka. -Powinnaś jeszcze odpocząć.
- Dziękuję wam - powiedziała Vic zapadając w lekki sen.
