wtorek, 18 listopada 2014

Rozdział II

  Rok szkolny się skończył, zaczęły się wakacje. Herosi powracali do Obozu Pół Krwi. Victoria, dla której był to piąty rok pobytu tutaj nie mogła się doczekać spotkana ze swoją przyjaciółką Lily. Wyszła z domku Numer Siedemnaście, Domku Nike.  W przeciwieństwie do większości swoich znajomych nie wracała po wakacjach do domów,  nie chodziła do szkoły. Nie miała innej rodziny niż matka, skrzydlata bogini zwycięstwa, z którą i tak się często nie widywała...
  Idąc dalej Victoria zauważyła biegnącą w jej stronę dziewczynę ze sporą torbą na plecach, za nią szła grupka innych dzieciaków do których podbieli satyrowie, by się z nimi przywitać po dziewięciomiesięcznej rozłące.
 - Victoria! - wykrzyknęła dziewczyna i wpadła Victorii w ramiona, tak, że po chwili obie leżały na trawie.
 -Hej Lily - wymamrotała córka zwycięstwa podnosząc się i podając rękę przyjaciółce.
Lily była córką Iris, bogini tęczy. Delikatne rysy twarzy, ciemno oliwkową skórę, usta, które prawie zawsze był uśmiechnięte, oczy brązowe i włosy z naturalnymi tęczowymi pasemkami między czarnymi włosami - to wszystko odziedziczyła po matce. Victoria, córka Nike  pod tym względem się bardzo od niej różniła, miała oczywiście delikatnie wyglądającą twarz, ale miała jasno brązowe włosy. Oczy głęboko błękitne, wokół źrenicy jest złota obręcz przebiegająca przez błękitną tęczówkę, co z daleka wydawało się, że są szaro zielone, no i oczywiście jasną karnację.
 - Mam ci tyle do opowiedzenia - powiedziała Lily biorąc pod rękę przyjaciółkę i zarzucając torbę na plecy ruszył do domku numer czternaście, gdzie latem przebywała wraz ze swoim starszym o dwa lata bratem Cameronem.
  Kiedy się rozpakowywała mówiła o tym co wydarzyło się w roku szkolnym. Kiedy Lily mówiła o tym jak jeden z jej znajomych wyleciał ze szkoły, zjawił się Cam.
 -Witaj Cameleonie - Victoria wiedziała, że nie chłopak nie znosi jak go tak nazywała.
 - Już miałem cichą nadzieję, że...
Nie dokończył ponieważ jego siostra pacnęła go w ramię.
 -Ał - syknął i oparł granatową walizkę o swoje łóżko. Dziewczyny wyszły kierując się w stronę kilku obozowiczów grających w siatkę, ulubioną grę Liliy.

*** 

 Jonathan wszedł na teren Obozu.

1 komentarz: