piątek, 21 listopada 2014

Rozdział IV

Anubis zmierzał ku tronowi swojego opiekuna,boga  Ozyrysa.  Zamierzał zmusić go, by pozwolono mu, porzucić swoją "robotę", którą musiał wykonywać od zawsze. Miał tego serdecznie dość, ciągle musiał sądzić dusze, pilnować porządku.. "DOŚĆ". Stanął przed tronem władcy i czekał, aż skończy rozmawiać z pewną duszą. Po jakimś czasie zjawa odleciała, a Ozyrys spokrzał na niego.
-Tak Anubisie?
-Mam taką nietypową sprawę Panie...
-Mów że więc. Nie ugryzę cię- Zażartował.
-Chodzi o moją prace Mistrzu,  nuży mnie bardzo. Mam już dość tej rutyny. Ichciałemzapytaćczykogośmamojemieksceniema.-Powiedział bez ogródek,  lekko się czerwieniąc.
-Mógłbyś powtórzyć to ostatnie zdanie?- rzekł ze spokojem.
- Chciałem zapytać czy nie ma kogoś w zamian na moje miejsce.
Po długiej chwili ciszy i patrzenia sobie w oczy Ozyrys rzekł:
- Tak myślałem, że prędzej czy później do mnie przyjdziesz z taką prośbą. I zgaduje... chcesz się stać śmiertelny?
Z szokowany odpowiedział:
-Ttak Ozyrysie. Taki miałem zamiar.
-Będziesz musiał dogadać się z Horusem w tej sprawie oraz z Izydą. Będzie ciężko. Nie wiadomo także czy znajdzie się osoba na twoje miejsce Anubisie.
-Rozumiem. Ale postarać się mogę prawda? I mogę na ciebie liczyć, tak?
Ozyrys roześmiał się lekko.
-Na mnie zawsze możesz liczyć młodzieńcze. A teraz mi powiedz, co to za dziewczyna? Bo Sadie napewno nie.-uśmiechnął się tajemniczo.
-Dziewczyna? Jaka dziewczyna?- Zapytał, robiąc głupią minę.
-Ta dziewczyna przez która chodzisz ciągle zamyślony. I to nie jest Sadie Kane.-Rzekł z tajemniczym uśmiechem. Anubis zrobił zamieszaną minę,  a po krótkiej ciszy powiedział:
-Dzięki temu, że z Sadie mnie rozdzielili, zrozumiałem że było to tylko przyzwyczajenie, potrzeba osóby która by zrozumiała mnie... wiem to głupio brzmi, ale tak jest.-wyjaśnił-Niedawno poznałem pewną dziewczynę. Jest dla mnie wielką zagadką, tajemniczą osobą,  która mnie do siebie ciągnie. - zakończył swój monolog, patrząc uważnie na słuchacza.
Bóg zmarłych myśląc,  podrapał się po brodzie i zapytał:
-A jak ma na imie owa Tajemnicza Panna?
-Włóczykij. Nie podała swojego imienia. Ale sądząc z tego co mówiła,  nie lubi go.
- Zadziwiające! Nie lubi pierworodnego imienia..., a nazwisko?-dopytywał.
-Nie zna. Tak tak, mnie też to dziwi, ale mówiła że nie ma, ani nie zna swojej rodziny.-Odpowiadział Anubis.
-Nader dziwne, powiadam. Wybacz, ale niestety musimy,  ja i ty, wracać do pracy. Czyż nie?- powiedział służbowo. Na koniec dodał- A w sprawie tej śmiertelności,  to możesz na mnie liczyć. Wystawię się za tobą,  w razie czego. A teraz migiem, dusze same się nie podzielą.-zakończył rozmowę lekkim chichotem.
                               *  *  *
Kobieta po ciężkiej podróży w końcu dotarła do domu. Rzucając swoją torbę na fotel, skierowała się do łazienki umyć ręce. Gdy wracała do salonu, sięgnęła po swoją torbę,  wyciągając z niej glinianą figurkę- uszebti. Posiadała ona średniej długości, blond włosy które okalały drobną głowę. Jasne brwi, pod którymi znajdowały się całe czarne oczy, z czerwoną obwodódką, na kształt tenczówki. Pięknie ukształtowane usta, a w nich śnieżnobiałe zęby, których trójki były ostre jak brzytwa.
Kobieta wyciągnęła także różdżkę, by po chwili rzucić czar na figurkę. Uszebti natychmiastowo zaczęła rosnąć. Po jakiś 10 minutach, osiągnęła ludzkie rozmiary oraz drobną budowe ciała.
-Ja, ta która ciebie ożywiła, nadaje ci imię Ben. Posiadasz własną wolę oraz charakter. Twoją misją jest po prostu życie. Możesz znaleść osobę,  która cię ulepiła lub podróżować po świecie. Nakazuję ci także,  nigdy do mnie nie wracać. Idź Benie, ten który ma moc wiedzy i logicznego myślenia,  idź i żyj!-zakończyła swoje czary, mdlejąc. Miała powód by ożywić tę figurkę. Na szkolnych zajęciach,  ta dziewczyna miała w sobie coś z egiptu. Wyczuwała to, dlatego kazała jej ulepić uszebti.
W tym samym czasie Ben energicznie zamrugał powiekami oraz trzęsąc ramionami, jakby z siebie zrzucał jakąś niewidzialną sieć. Przypominając sobie rozkaz skierował się ku wyjściu. Choć nadal był oszołomiony, wyszedł na ulicę i przeszedł kawałek, by po chwili usiąść na pobliskiej ławczce, zamknąć powieki i przyzwyczajać się do nowego stylu życia.
                              *  *  *
#Włóczykij
.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ

2 komentarze: