wtorek, 25 listopada 2014

Rozdział VI cz.II

Zbliżał się koniec obiadu,  więc obozowicze musieli wrócić do swoich wcześniejszych zajęć. Victoria podniosła się wolno ze swojego miejsca i skierowała się do stolika Bogini Zemsty.
-Choć Nowa, oprowadzę ciebie po obozie. No ruchy, nie zamierzam zmarnować całego dnia.-Powiedziała suchym tonem.
-No już,  już ide. Do zobaczenia Jeff- uśmiechając się,  przybiła z nim 'męską' piątkę. 
Córka Nike uśmiechnęła się w stronę chłopaka i po chwili wyszła ze stołówki wraz z Włóczykijem.
Victoria oprowadzała 'Nieokreśloną' po całym obozie. Zaczynając od Wielkiego Domu, a na końcu odwiedziły  Stajnię pegazów.
-To jest stajnia. Raz lub maksymalnie trzy razy są zajęcia z latania w tygodniu. Jest tutaj około 20 pegazów. Ja posiadam własnego ogiera, Drakness'a. Może wejdziemy?-Zaproponowała Vic zmęczonym głosem. -Masz tutaj ponumerowane
boksy, Dark jest pod numerem 5, a pod numerami..-tłumaczła- No i ostatni boks.., za tym pegazem, nie przepadają, jest niemiła, wredna, kopie strasznie. Dlatego nią zajmują się harpie.
-Mogę ją zobaczyć? -zapytała Włóczykij.
-Jeśli ci życie miłe... a zresztą chętnie popatrze.
Włóczykij weszła ostrożnie do pomieszczenia i ujrzała piękna klacz. Miała nietypowe, nietoperze skrzydła, maść koloru jasnego grafitu oraz jaskrawo białą grzywę i ogon. Gdy kobyła skierowała swój wzrok na 'intruza' nie zareagowała, tylko patrzyła się na jej poczynania.
-Hej malutka.-powiedziała miłym głosem,  wyciągając rękę w stronę pegaza. Ta nań spojrzała podejrzenie i ostrożnie podeszła i obwąchała rękę.
"No nie jestem taka malutka jak się zdaje"~ usłyszała głos w swojej głowie.
-Co do czorta?!-Spojrzała na klacz.-To ty?
Koń pokiwał głową lecz już się nie odezwała.
-Dasz się wyczyścić? Masz posklejaną sierść ...-Zapytała Włóczykij.
Kobyła parsknęła, co chyba oznaczało "Tak". 'Nowa' wyszła z boksu i ruszyła ku półce z szczotkami. Wracając zobaczyła zdumioną Victorie, która zapewne nie dowierzała, że wogóle dotykam tego pegaza. Uśmiechnęła się zwycięsko 'Nieokreślona' i wróciła do klaczy, by ją oczyścić.
-Córko bogini fajnych hurtowni z butami, jak ona ma na imię?
-Serio? Hurtownia z butami-rzekła lekko zirytowana- To jest klaczka Venora, posiada jakąś moc, ale ja nie wiem jaką... wie to tylko Chejron-odpowiedziała- A propo centaura! Zaraz jest godzina 17, wiec za około 2 godziny jest kolacja, ale ty masz iść o 18 do Chejrona na rozmowę. A potem na kolacje, skumałaś?-mówiąc to ziewnęła- A ja wracam do domku, by odpocząć.  Jak będziesz wychodzić to zamknij boks i dzwi do stajni. A potem sama się poszwędaj po obozie, nie wiem poznaj kogoś. Na mnie czas. Hej-wyszła szybko z pomieszczenia.
-No to zostałyśmy same droga Venoro. -po chwili milczenia-Chejron, centaur, to brzmi dziwnie... i ciekawe kto to..-mówiła do siebie. Po dłuższym czasie spędzonym z Venorą, którą bardzo polubiła, skierowała się ku jadalni, ponieważ dochodziła godzina 19. Niemożliwe,  że tak długo się zasiedziała w stajni. I na dodatek kompletnie zapomniała pójść do Chejrona! "Kurde"-pomyślała. Za pięć siódma,  przyspieszyła kroku, aby po chwili biec ku stołówce. "Udało się,  przynajmniej tutaj jestem na czas", podeszła ku ognisku, gdzie się wszyscy zebrali i wyrzucali po kawałku swojej porcji do ogniska. Włóczykij oddaliła się kawałek od zbiorowiska i uklękła by zawiązać buty. Nagle w koło zrobiło się cicho, przerażająco cicho. Dziewczyna podniosła głowę i spojrzała na towarzyszy, każdy patrzył w jej stronę lecz nie w oczy, tylko na coś nad jej głową. Zaciekawiona spojrzała w górę i ujrzała zielony trójząb, który powoli znikał. Po chwili już go nie było,  teraz każdy patrzył na nią

Czy ktoś mi powie o co tutaj chodzi?!-Podniosła głos,  wytrącając obserwatorów z ogromnego szoku.

-To niemożliwe. -powiedział głos za nią. Szybko obróciła się i ujrzała,  bodajże tak jak przypuszczała, Chejrona.-Witaj w naszych progach, tajemnicza Córko Posejdona.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz