sobota, 22 listopada 2014

Rozdział V


Upłynęło kilka dni od rozpoczęcia się wakacji. Grupa Herosów stała czekając aż Chejron, który nadzorował dzisiejszą lekcję dobierze ich w pary. Mieli walczyć krótką bronią białą. Po chwili połowa z grupki młodych półbogów czekała aż centaur da znać, by mogli zacząć, natomiast pozostali niecierpliwie czekali na przydział.
-Lily ty z Clarą - powiedział Chejron. - Max i Peter... - zastanowił się przez chwilkę. - Johnatan będziesz z Jimmy'm, Alexander z Victorią... - wymawiał dalej imiona, a córka Nike stanęła obok syna Ateny.
Kiedy każdy miał już parę Chejron dał znak by zaczęli.
Victoria atakowała, a Alex postanowił wybrać obronę. Odparowywał jej ruchy. Chłopak zaczął się cofać, nie zauważył jednak jak ona podstawiła mu nogę. Runął na ziemię, kopniakiem wytrącił jej jeden z sztyletów. Wstał i teraz to on atakował. Dziewczynie było trochę trudniej kiedy on miał dwa, a ona jedno ostrze. Victorii wydawało się, że Chejronowi odbiło, Nike i Atena nigdy nie były przeciwko sobie, zawsze współpracowały. Alex myślał podobnie. To było idiotyczne. Wytrącił jej drugi sztylet, obrócił dziewczyną i złapał ją od tyłu tak, że nie mogła poruszyć rękami i przystawił jej sztylet do gardła, a ona przechyliła się do tyłu i potem w prawo. Oboje wylądowali na trawie, Alex'owi broń wypadła z rąk kiedy znalazł się na dziewczynie.
-Remis? - zapytała.
-Remis - nachylił się nad dziewczyną, ale właśnie w tym momencie przygalopował Chejron. Alex zmieszał się i wstał po czym podał dłoń zarumienionej dziewczynie.
Jeff cały czas zerknął na nią kątem oka, od początku treningu, ale teraz czuł złość wobec syna Ateny. Mimo, że za dobrze nie znał chłopaka już go nienawidził. To go rozproszyło i oberwał w skroń rękojeścią sztyletu Jim'a. Osunął się nieprzytomny na ziemię.
- Victoria, mam do ciebie prośbę - powiedział centaur. - W izbie ch...
- Panie Chejronie! - krzyknął jakiś trzynastolatek kilka metrów dalej.
- Tak Jimmy? - zapytał podchodząc bliżej. - Och - wziął na ręce nieprzytomnego Jonathana. - Chodź Victoria, Alex trenuj z Jimmym.
- O co chodzi? - zapytała dziewczyna.
Chejron tylko na nią zerknął i przyśpieszył kroku.
Kiedy znaleźli się w izbie chorych centaur położył Jeff' a na jednym ze szpitalnych łóżek.
-Trafiła do nas wczoraj - powiedział centaur. - Zajmij się nią, nim przy okazji też - wskazał podbródkiem bladego chłopaka.
-Jasne - odparłam z lekką niechęcią, a Cheiron wyszedł, a dziewczyna usiadła na krześle pomiędzy dwoma łóżkami. Zerknęła na Jeff' a.
Trochę była zmieszana przebywając w jego towarzystwie, nie miał powiek.
Wstała i poszperała w szafkach. Znalazła jakąś maskę do snu, założyła mu ją. Chłopak się przebudził i usiadł na łóżku.
-Śpij jeszcze - usłyszał głos Victorii, ale jej nie widział.
- Gdzie jestem? - zapytał.
-W izbie chorych, zemdlałeś od udeżenia w głowę - wyjaśniła dziewczyna, a on opadł z powrotem na poduszkę.
Poczuł jej dłoń na skroni.
-Boli? - zapytała przyciskając palce do lekko sinego miejsca.
-Trochę- odparł.
-Spróbuj zasnąć - powiedziała i chciała już zabrać dłoń, lecz on złapał ją za nadgarstek.
-Tylko mnie nie zostawiaj - powiedział, a ona się zaśmiała. - Mówię poważne, nie znoszę tego miejsca.
-Jasne - odparła, puścił jej dłoń i spróbował zasnąć.

*dwie godziny potem*

Jonathan obudził się z niespokojnego snu. Poczuł ja ubranie klei się do jego spoconego ciała. Zrzucił maskę nocną, Victoria siedziała na jego łóżku.
- Masz koszmary - stwierdziła, spojrzał na nią smutno.
-Od dłuższego czasu - wyznał. - Ten był wyjątkowo spokojny. Yhh...
Dziewczyna zmarszczyła brwi, ale nie odezwała się. Spojrzała na dziewczynę na sąsiednim łóżku.
-Kto to?
-Nie wiem tego jeszcze - westchnęła.
Jonatan wstał.
-Chyba powinienem już iść.
-Jak uważasz - mruknęła.
-To... spotkamy się na obiedzie?
-Jeśli ona do tego czasu się obudzi.
Podszedł do drzwi i uchylił je.
-Jeff? - odwrócił się i spojrzał na dziewczynę.
-Tak?
-Ślinisz się przez sen - Victoria posłała mu uśmiech, który on odwzajemnił i wyszedł.

Nieznajoma otworzyła oczy kwadrans potem i rozejrzała się po pomieszczeniu.
-Gdzie jestem? - wymamrotała.
-W izbie chorych.
Zerknęła na dziewczynę siedzącą przy jej łóżku.
-Eee... kim ty jesteś?
-Victoria Gloom, córka Nike.
-To się chyba czyta Najk, jesteś córką marki butów?
Victoria zrobiła facepalm.
-Córką Nike, bogini zwycięstwa. Jak masz na imię?
-Włóczykij, nazwiska nie znam - przedstawiła się nieznajoma.
-To nie jest imię - zmarszczyła brwi.
-Jest - uparła się.
-Niech ci będzie - mruknęła Vic. - Jesteś głodna?
- Troszkę - Włóczykij usiadła na łóżku. - I jak możesz być córką bogini?
-Mam ci tłumaczyć teraz jak powstają dzieci? No więc moja boska matka zeszła z Olimpu i spotkała się z mężczyzną, zakochali się w sobie, mój ojciec zabrał ją do łóżka, a tam...
-Dobra, nie chcę znać szczegółów.
- To dobrze, bo ja też ich nie znam, do obiadu zostało nam pół godziny, weź swój tobołek i chodź.
Kiedy znalazły się poza izbą, Włóczykij rozglądała się na wszystkie strony.
-Czy te konie...
-... tak, mają skrzydła - mruknęła Vic i znalazły się przed domkiem numer jedenaście. - Tu będziesz mieszkać dopóki nie zostanie określony twój rodzic, no chyba, że jesteś dzieckiem Hermesa, w tedy tu zostaniesz.
Włóczykij nie rozumiejąc co się tu dzieje spojrzała na nią pytająco.
-Nie gap się tak na mnie, nie potrzebuję adoratorek - spojrzała na nią znacząco.
-Ale ja nie...
-Miałabym wątpliwości do twojej orientacji, możliwe że jesteś córką Afrodyty.
Weszły do domku, gdzie było dość tłocznie. Podszedł do nich jeden z synów Boga podróżnych i złodziei.
-Hej Victoria - puścił do niej oczko. - A to kto?
Zirytowana dziewczyna odparła:
-Włóczykij, nieokreślona.
-Stawiam swój nóż, że to Afrodyta - powiedział jakiś chłopak.
-Włóczykij poznaj Travisa - powiedziała Vic.
-Poszukam ci po obiedzie jakiś kąt do spania - powiedział.
-Pilnuj swoich rzeczy będąc tutaj - szepnęła córka Nike do dziewczyny. -A teraz chodź na obiad.

~ Zakrwawiony Kapturek


Nie zapomnij dać komentarza...

1 komentarz: