niedziela, 23 listopada 2014

Rozdział VI. cz I

Wyszła wraz z Victorią z domku poświeconemu Hermesowi.Zmierzając ku jadalni, Włóczykij rozglądała się dookoła wszystko podziwiając,  zaś jej towarzyszka bacznie się jej przyglądała.
-Ile masz lat?-zapytała.
-15. - Odpowiedziała 'Nieokreślona'
-15, serio? I jeszcze jesteś nieokreślona, dziwne. Bogowie, dzięki Percy'iemu, mieli przyznawać się do swoich dzieci szybko. Ja zostałam określoną w wieku 10 lat. Jestem tutaj jedną z tych, które są najdłużej. Widzisz te paciorki na rzemyku, na szyi? Każdy z nich określa pobyt tutaj w każdym roku. Ja mam pięć.-Wyjaśniła ze znudzeniem w głosie-A mianowicie.., mam ciebie oprowadzić, po obiedzie oczywiście,  po obozie, ale najpierw musisz się stawić u Chejrona. Byś wcześniej z nim porozmawiała, ale musiał konieczne z panem D. porozmawiać.
-Pan D.? Dionizos?-spytała słuchaczka.
Vic spojrzała na nią ze ździwieniem.
-Zgadza się-po głębszym namyśleniu dodała- Chyba nie będę cu musiała tłumaczyć jaki Bóg od czego jest, prawda? Przynajmniej tak mi się zdaje.
-Nie, nie musisz. Kocham mitologię.-zamilkła na chwilę- A wracając do mojej orientacji seksualnej to nie jestem lezbą. I doprawdy, jak mogłaś tak pomyśleć? -uśmiechnęła się ironicznie.
-A mogłam. Już raz jedna się mnie ulepiła. Nimfa wodna. Strasznie nachalna była. No, ale się w końcu odwaliła.-pochwili rzekła- No dobra, teraz ty mi coś o sobie powiedz. Jak tu się znalazłaś,  zainteresowania.. i tym podobne. Bo przecież nieznajomej nie będę oprowadzać.-uśmiechnęła się lekko.
-Tak więc,  przyprowadził mnie tutaj Olaf, który przy okazji uratował mnie od wielkiego skorpiona. Interesuje się mitologią, jazdą konno, pływaniem oraz judo. W szkole raczej mam słabe oceny, choć z dodatkowych miałam super oceny. Mieszkam, a nie sorki, już nie mieszkam z ciotką. Coś jeszcze chcesz wiedzieć,  córko od bogini butów? -zakpiła, rozdrażniona tematem o ciotce. Victoria spojrzała zirytowana.
-Spokojnie, już. Widzę,  że zadziorna jesteś... stawiam, już nie Afrodyte tylko Aresa lub Nemezis...-Zakończyła dziwnie milknąc i patrząc na pewnego chłopaka z "długim" uśmiechem, który szedł w stronę swojego stolika.-Dobra,  jesteśmy w stołówce, niestety nie ma miejsca przy twoim tymczasowym domku, więc może usiądziesz przy...-zawachała się chwilkę- stoliku Nemezis? Smacznego!- skierowała się do swojego stolika,  gdzie siedziało trojga jej braci. Włóczykij niepewne
skierowała się do stolika, gdzie siedział mniej więcej chłopak w jej wieku. Miał dość długie,  czarne włosy, jasne oczy, bladą cere oraz wydłużony uśmiech. Obok siedział 11-latek, który opychał się pizzą. Usiadła speszona na przeciwko starszego chłopaka i spojrzała mu w oczy i uśmiechnęła się. Odwzajemnił lekko uśmiech i przywitał się.
-Cześć. Jestem Jonnathan w skrócie Jeff. A to mój młodszy brat Ravi-spojrzał z krytyką w oczach na małego,  który beknął.
-Ja jestem Włóczykij. Nieokreślona, nowa. Nikogo nie znam. I tak dalej.-odpowiedziała. Spojrzała z zaciekawieniem na usta Jeffa- Rana cięta, tak?
Spojrzał nań zdziwiony.
-Zgadza się, wypadek przy walce na sztylety. Skąd wiedziałaś? -spytał.
-Można by rzec, że się na tym trochę znam.-Przekrzywiła śmiesznie na bok głowę,  przypominała teraz, troszkę psa, który nie wie o co chodzi- Ile masz lat?
-16. Co jak co, ale potrafisz człowieka zdziwić swym bez zawstydzeniem..-przerwał na chwilę,  ponieważ nimfy przyniosły talerz i kieliszek dla dziewczyny. -Pomyśl co chcesz zjeść oraz wypić i się pojawi.-wyjaśnił.
-Czyli, na przykład, jak poprosze o rosół, to sie pojawi?
-Tak, pojawi się-Poczuł sympatię do tej dziewczyny. Coś w sobie miała,  co przykuwało uwagę. Pomyślał, że może zostaną przyjaciółmi. Nie miał zbytnio przyjaciół,  to przez jego 'uśmiech', i od niedawna oczy. Ale ona, oraz jeszcze pewna dziewczyna, nie zwarzały na wygląd i to mu się podobało.
-Halooo! Słuchasz ty mnie wogóle?  Czy myślisz tak głęboko,  że rękę do sałatki włożyłeś? - Gdy spostrzegła jego minę,  nie wytrzymała i wybuchnęła niekontrolowanym śmiechem, ściągając na siebie uwagę większości osób,  w tym pewnej dziewczyny, która  miała ją oprowadzać. Rozległy się szepty o Włóczykiju i Jeffie, 'nie powinna się z nim zadawać,  to dziwak' powiedziała jedna z córek Afrodyty, tak że,  na jej nieszczęście,  Włóczykij to usłyszała. Natychmiast przestała się śmiać i spojrzała na ów dziewczynę z ognikami w oczach.
-Może jeszcze raz powtórzysz, z jakim dziwakiem mam się nie zadawać,bo nie słyszałam- podniosła głos- Jedynego dziwaka jakiego tu widzę, to jesteś TY. Widzę,  że koleżanka ma się za lepszą od innych i mówi swoim przesłodzonym głosikiem głośno komentarze, które jej odpowiadają. A jak by ktoś tak o tobie mówił byłoby ci miło?! NO BYŁOBY?!-Krzyknęła ostatnie słowa do córki Afrodyty, ciskając błyskawice w jej stronę-No chyba wypadałoby coś powiedzieć-wycedziła.
-Ppprzeppraszaaam Jeffff.-Wyjąkała. -Spoko-Odpowiadział nadal mocno z szokowany, wybuchem nowo poznanej.
Włóczykij omiotła swoim spojrzeniem całe pomieszczenie i rzekła uśmiechając się lekko:
-Smacznego.
Po jakiś 10 minutach w stołówce zapanował z powrotem, taki sam gwar jak dotychczas.
-Nie musiałaś tego robić-Odważył się w końcu odezwać.
-Wiem, ale chciałam. Nie będzie mi jakaś tapetka mówić z kim mam się zadawać- uśmiechnęła się ironicznie- poza tym polubiłam cię.
Zerknął na nią lekko zdziwiony.
-Z wzajemnością panno Ironio. -Uśmiechnął się szeroko. Dosłownie.
-Cieszę się panie Jocker- Droczyła się.
-Osz tyy!-Zaśmiał się głośno.
Przez resztę uczty gawędzili wesoło,  czasem zamieniając zdanie z domkiem Apolla, bo znajdowali się na przeciwko. Nie wiedzieli jednak, że z odrobiną zazdrości, przygląda im się pewna dziewczyna z domku Nike.
#Włóczykij
.
CZYTASZ=KOMENTARZ

2 komentarze: