piątek, 20 marca 2015

Miniatura - Ślub cz 1

Victoria ocknęła się. Leżała na podłodze. Okey, zemdlała, ale to nie było najdziwniejsze. Pochylała się nad nią jej matka.
 - Co ty tu robisz? - zapytała dziewczyna słabym głosem.
 - Przez uderzenie się w głowę niczego nie pamiętasz - stwierdziła Bogini i pomogła córce wstać. - Zemdlałaś podczas wiązania gorsetu.
 - Jakiego gorsetu? - zmarszczyła brwi i odwróciła głowę w stronę lustra, które pokrywało całką ścianę. Dziewczyna miała na sobie gorsetówkę ze złotego materiału, która z przodu sięgała jej za kolana, a z tyłu była tak przedłużona, by fragmęt ciągnął się po ziemi. Zdziwiona zamrugała oczami. Nie. To nie był sen. Obejrzała się dokładnie w lustrze. Stwierdziła, że ma jakieś dwadzieścia lat, skóra na plecach jest zagojona i widnieje na nich złoty tatuaż skrzydeł, jej włosy były ciemniejsze, a obwódka w okół źrenicy bardziej złota niż zapamiętała.
 - Ciasno mi w piersiach - stwierdziła patrząc na nie.
Jej matka prychnęła.
 - Masz duże, co się dziwisz. Odstają ci jak mi - westchnęła.
Victoria rozejrzała się po białym pokoju, jedna ze ścian miała namalowane czarne drzewo, a na nim przesiadujące kruki.
 - Gdzie jestem? - zapytała
 - Och, moje biedactwo. Jesteś w swoim pokoju, a za trzy godziny idziesz do ślubu - mruknęła Nike bawiąc się białym piórem. - Zaraz przyjdzie tu Atena, Hera i Nemezis i pomogą ci się przyszykować dalej. Chyba dobrze zawiązałam gorset, co nie? Możesz oddychać?
 - Nie.
 - Świetnie.
Zdezorientowana kobieta usiadła na krzesełku od toaletki. Spojrzała na swoją matkę po czym spuściła spojrzenie i potarła skronie, ale szybko odsunęła je od twarzy czując jakie są zimne i mokre ze zdenerwowania.
 - Za kogo wychodzę za mąż? - zapytała.
 - Jako, że jesteś moją ulubioną córką nie powiem ci - Nike uśmiechnęła się. - Skoro sama nie pamiętasz - Bogini usiadła na czarnej kanapie po ścianą.
 - Jesteśmy na Olimpie, prawda?
 - Tak, córciu.
Vic nie zdążyła zapytać czemu ma pokój na Olimpie, bo do pokoju weszła Atena, a za nią Hera i Nemezis.
 - Piękną suknię jej wybrałaś, Nike - powiedziała Atena.
 - Dziękuję, Ateno. Zajmiecie się nią? Muszę się przebrać.
 - Oczywiście - powiedziała Nemezis patrząc na kruka przesiadującego na stojaku dla ptaków w kącie pokoju. Victoria spojrzała w tamtym kierunku i zauważyła swojego pupilka.
 - Nie mówcie jej nic, walnęła się w głowę i ma amnezję - dodała Nike wychodząc.
 - Jasne - na twarzy Ateny pojawił się lekki uśmiech i podeszła do Vic i zaczęła rozczesywać jej włosy, a Hera zajęła się sprawdzaniem czy paznokcie dziewczyną wciąż są złote i w idealnym stanie. Nemezis podeszła do kruka i patrzyła na niego, jak ten śpi.
 - To trochę dziwne, że nie odwzajemniłaś uczuć mojego syna, Victorio - odezwała się podchodząc do bogiń.
 - I opuściłaś mojego - westchnęła Atena. - Już lepiej gdybyś przy nim została, ale nie... - Atena pociągnęła szczotką jej włosy, tak, że na twarzy dziewczyny pojawił się lekki grymas. - Ty musiałaś wybrać sobie...
 - Nie mów - przypomniała Hera.
Nemezis w tym czasie zajęła się makijażem Vic. Kiedy podkreśliła jej oczy eyelinerem, wybrała czarny cień, ale zanim zdążyła nałożyć go na powieki dziewczyny Hera powiedziała:
 - Weź ten złoty, przecież nie idzie na pogrzeb - mruknęła żona Zeusa.
 - Będzie bardziej złota od Słońca, aż zielenieje na niebie tak jak podczas zaćmienia, kiedy Księżyc go wyprzedza.
 - Trudno - mruknęła Hera. - Ma być złoty.
Nemezis westchnęła i chwyciła złoty cień, potem usta pomalowała na... złoto!
 - Czemu jestem cała złota? - zapytała.
 - Bo Nike tak chciała, za wiele do gadania nie miałaś. Ogólnie cały ślub będzie w złocie i bieli, ale głównie w złocie - wyjaśniła Atena. - Tylko ty i ... pan młody, jak to nazywają ludzie, będziecie na złoto, reszta nie ma prawa - westchnęła.
Nike weszła w białej, długiej sukni z ramiączkami w stylu gotyckim.
 - I tak większość bogów ubierze się na beżowo, czarno albo biało - mruknęła Nemezis. - A czarny lepiej pasuje do jej oczu - dodała.
 - Zwymiotuję tym złotem - westchnęła Vic.
 - Proszę bardzo, ale nie na sukienkę i spróbuj się nie rozmazać - Nike podeszła do córki. - Wypuść skrzydła - poprosiła, a Vic to uczyniła nawet nie wiedziała jak. Po prostu wyrosły jej skrzydła.  - Nie chowaj ich. Która godzina?
 - Za kwadrans się rozpoczyna - mruknął ktoś stojący pod ścianą i opierający się o nią plecami.
 - Lucy? - zdziwiła się Nike.
 - Stała tu od początku mamo - zauważyła Vic.
 - Tylko ty potrafisz dostrzec przez mój mrok, siostro - powiedziała nastolatka uśmiechając się lekko.
 Ubrana na czarno dziewczyna podeszła do Victorii i przytuliła ją.
 - Skończysz przy garach - szepnęła.
 - Dzięki za pomyślną wróżbę - mruknęła Vic.
 - Zawsze jesteś w skórzanej kurtce z tym szakalim łbem na bluzce! - westchnęła Nike.
 - Wiem mamuś - uśmiechnęła się i osłoniła się mrokiem, a kiedy opadł Lucy miała na sobie czarną suknię i podkreślone na czarno oczy.
 - Jesteśmy takie podobne, na pewno nie chcesz wychodzić za mąż za mnie? - zapytała Vic.
 - Za... niego? Nie dziękuję - Lucy gwizdeła a na jej ramię wleciał kruk Vic. - Nie chcesz przegapić tego, prawda Lilith?
 - Kra! Kra! - ptak zamachał skrzydłami.

 W tym czasie 'pan młody' przeglądał się w lustrze.
 - Wyglądasz bosko - zauważył Gabriel.
 - Jak zawsze - mężczyzna uśmiechnął się do swojego odbicia. - Dobra. Idziemy.
 - Na pewno? - zapytał Jeff. - Nie dość, że dałeś się zaobrączkować to teraz idziesz.... i już nie wrócisz.
 Pan młody przewrócił oczami.
 - Koniec ze spotykaniem się z kobietkami, robieniem im dziecka i uciekaniem - dodał Alex.
 - Victoria mi wystarczy - stwierdził mężczyzna.

 Do pokoju wbiegła Anput.
 - Vicky! - zawołała przytulając przyjaciółkę. - Nawet nie wiesz jak ciężko dostać się na Olimp przez Duat! Po drodze przeniosłam Anubisa i jego żonkę - mruknęła.
 - Włóczykij jest?
 - No tak.
 Vic uśmiechnęła się i chciała już wyjść, ale Lucy ją powstrzymała.
 - Nie założyłaś naszyjnika - powiedziała zapinając jej na szyi wisiorek ze skrzydełkami. - I welonik! - zaczepiła jej we włosy.
Welonik zasłonił jej pół twarzy.
 - A teraz idziemy - powiedziała Nike i wyszła pierwsza, a za nią Vic i boginie.
Anput ubrana w suknię intensywnie niebieską jak jej włosy zmieniła się w szakala i pobiegła przodem.
 Serce Vic dudniło w klatce piersiowej, ściśniętej przez gorset.
 - Zemdleję - stwierdziła.
 - Ale najpierw powiesz słowa przysięgi - powiedziała jej matka.
 - Ja nawet nie wiem kto jest moim mężem.
 - Spokojnie. Ja ci wybierałam partnera - Nike wypięła dumnie pierś.
 - Błagam niech to nie będzie... - nie dokończyła bo weszła do sali tronowej Olimpu.
Tyle, że tronów nie było, a dekoracje były jak w kościele. Za księdza robił Zeus. Vic myślała, że zaraz zwariuje, a małe króliczki zatańczą nad jej trupem.
 Dała radę przejść całą drogę. Wzrokiem odszukała Jeffa, Alex'a, Anput, Anubisa, Meriel i swoje rodzeństwo. Swojego przyszłego męża zobaczyła dopiero kiedy stanęła przed Zeusem.
Mężczyzna ubrany w złoty garniak stał obok niej i posyłał jej co jakiś czas uśmiech, ale ona tego nie widziała, bo welon był od jego strony. Jeff na organach zagrał muzykę pogrzebową, jako że był grabarzem nie znał innej melodii Grał tak przez pół drogi dziewczyny, przez co ona chciała, by to był jej pogrzeb, a nie ślub. Alex usiadł obok niego i przerwał jego grę i sam zagrał muzykę weselną.
 - Zebraliśmy się tutaj wszyscy, by połączyć tych dwoje boskim węzłem małżeńskim - powiedział Zeus. - A teraz powiecie przysięgę, która połączy was na zawsze!
 Hera po cichu, stojąc przy Zeusie:
 - Odwróćcie się ku sobie - podpowiedziała.
 Ręce Vic drżały, kiedy podnosiła głowę i serce jej zamarło. Chciała uciec, ale nogi jakby wrosły jej w ziemię.
 Mężczyzna ujął jej drżące dłonie.
 - Nie martw się, noc poślubna będzie niezapomniana... dla ciebie - szepnął do niej nie słuchając co mu podpowiada Hera.
 - Ekhm - odchrząknęła żona Zeusa.
 Mężczyzna spojrzał na nią po czym znów na swoją żonę i powiedział przysięgę.
 - Teraz ty - szepnęła Hera. - Nie stresuj się, pamiętaj, że wszystko ma być idealnie.
Jak powiedzieć słowa przysięgi bezbłędnie,  by było idealnie? Należy się modlić do swojego boskiego rodzica.
Nike widząc zaniemówienie córki posłała jej uśmiech. Bardzo pomocne, no nie?
 - Ja - zaczęła słabo, lecz to był ślub przymuszony, więc nie miała zdania.
 - A teraz się pocałujcie! - powiedział Zeus omijając kwestię, czy są sprzeciwy, bo zapewne dwa by były.
 Mężczyzna uradowany odrzucił jej welon i przyciągnął do siebie wciąż się uśmiechając. Dotknął jej twarzy, ale ona wyrwała się z jego ramion i uciekła ze ślubu rzucając za sobą bukiet, który wpadł w ręce Lucy, która stała przy Ravim. Syn nemezis posłał jej znaczący uśmiech, a ona przybrała Pokerową Twarz i wcisnęła mu do rąk bukiet.  Vic chciała uciec, ale  poczuła, że ktoś ją łapie w talii. Jej mąż. Cudownie, no nie? Chciał ją pocałować, ale Jeff pojawił się przy nich tak jak i Alex i rozłączyli parę. Vic zdyszana obudziła się na łóżku. Poczuła ból w plecach i rozejrzała się po pokoju. Była w obozie herosów.
 - Jasna cholera, MAMO! - wrzasnęła. - NIGDY NIE ZMUSISZ MNIE DO ŚLUBU!
 - Doprawdy? - usłyszała jej głos w swojej głowie. - Przecież on to ideał, a ty chciałabyś być nieśmiertelna.
 - Wiem, ale to nie oznacza, że GO poślubię...
 - Przecież, on jest Boski - westchnęła Nike.- No i bogom się podobał ten sen, więc Apollo....
 - MAMO, SKORO PODOBA CI SIĘ APOLLO TO TY WYJDŹ ZA NIEGO ZA MĄŻ ZAMIAST ZSYŁAĆ MI SNY JAK TO WSPANIALE BY BYŁO GDYBY TO ON BYŁ MOIM PARTNEREM!!! - Vic obudziła tym cały obóz.
Nike umilkła podirytowana. .W końcu założyła się z Ateną, która obstawiła, że Vic wyjdzie za Alex'a. Bogini zwycięstwa obstawiła młodego boga.
 - To był strasznie poryty psychicznie sen - westchnęła Vic. - Kim jest Anput? - zapytała pod nosem.

~ Zakrwawiony Kapturek


kiss animated GIF




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz