Victoria, gdy się obudziła zauważyła Jonathana siedzącego przy jej łóżku. Wydawało jej się, że chłopak spał. Oczywiście nie miał zamkniętych oczu z powodu braku w znacznej części powiek. Zerknęła przez okno, księżyć świecił wysoko, prawie w pełni, na letnim niebie.
Szturchnęła lekko Jeffa w ramię, po czym jeszcze raz. Zero reakcji z jego strony. No cóż, jutro najwyżej będzie go bolał kark. Czując ból brzucha opadła z powrotem na poduszki. Zastanawiania się czemu Lily tak wybuchła na treningu. ,,Może miała okres?'' - pomyślała córka Nike, a zaraz po tym zasnęła.
-Pobudka, śpiąca królewno - obudził ją głos, który z pewnoscią należał do płci przeciwnej.
Otworzyła oczy.
Kiedy jej wzrok przyzwyczaił się do światła porannych promieni słonecznych dostrzegła Jonathana. Trzymał w dłoniach miskę z czymś co wyglądało jak budyń. Skrzywiła się, ale zjadła. Poczuła jak ból mija, a energia powraca. Chłopak wziął od niej pustą miskę.
- Dziękuję - powiedziała.
- Nie ma za co - uśmiechnął się, a ona odwzajemniła jego uśmiech.
Nastała niezręczna cisza, która przeciagnęła się do kilku minut.
-Więc teraz jesteś moją osobistą nianią? - przerwała w końcu milczenie. - Czy może pielęgniarzem?
Chłopak nie krył szerokiego uśmiechu.
- Twoje marzenia mnie zaskakują - posłał jej znaczące spojrzenie.
Dziewczyna ukryła rumieniec.
- Ach, bierz mnie całą - zacytowała Romeo i Julie.
- Biorę Cię za słowo - dokończył.
Zaśmiali się.
Chłopak pierwszy raz rozmawiał z nią bezproblemowo i na luzie. Zawsze czuł podniosłość, znudzenie i powagę w jej głosie, zazwyczaj patrzyła na niego jakby ją nudził. Widział w niej uosobie nie zwycięstwa i z tego, że jest dumna ze swojej nadpobudliwej matki, oczywiście błękitnooka dziewczyca odziedziczyła w znacznyp stopniu cechy rodzicielki. Czasami udawało mu się usłyszeć jej śmiech. Jednak teraz, w jej głosie wyczówał swobodę słów, co jakiś czas nawet rozbawienie.
Widać musiał być z nią na osobności, by poznać jej ukrytą stronę.
Rozmawiali i śmiali się póki nie zjawił się Alexander. Nie uraczył Jeffa, który patrzym na syna Ateny morderczo, nawet spojrzenim. Blondyn usiadł na łóżku Victorii.
-Mógłbyś wyjść Storm? - zapytał Alex patrząc na Jeffa kątem oka i nie czekając, aż wyjdzie pocałował dziewczynę, która z irytacji zacisnęła dłonie na pościeli.
Po kiklu sekundach Alex otworzył jedno oko, by zerknąćna Jonathana. Syn Nemezis miał w oczach chęć mordu. Alexander uśmiechnął się i pogłębił pocałunek. Krew Jeffa zabulgotała. Victoria dostała odruchu wymiotnego spowodowanego przez syna Ateny, który podrażnił jej tylną część języka, ale nie puściła pawia. Zirytowana dała chłopakowi z liścia, a on spojrzał na nią urażony.
- Mógłbyś wyjść Verlac? - zapytała.
Spojrzał na nią pytająco, poczym przewrócił oczami. Wstał.
- Znowu masz te swoje humorki - mruknął idac w stronę drzwi.
- Humorki?! - wkurzyła się i chciała wstać, ale Jonathan jej na to nie pozwolił.
Alex puścił do niej oczko i wyszedł, wytarła
Victoria opadła na poduszki.
-Zabij go - powiedziała wlepiając spojrzenie w sufit
-Wiesz, że bym to zrobił z chęcią - odparł.
Dziewczyna zmarssyła brwi.
- Z jakiego powodu? Ty praktycznie nigdy z nim nie gadałeś - podniosła się lekko na łokciach.
Jeff żałował, że nie ma tu Włóczykij, która pewnie wymyśliła jakieś drobne kłamstewko. Jonathan nie chciał się przyznać do prawdy...
- Eee... bo ten... tego...
,,Jestem debilem'' - pomyślał.
- Podrywał cię? - unisła lekko lewą brew do góry.
Chłopak w zakłopotaniu odpowiedział:
- Tak! Właśnie, tak!
Dziewczyna wybłychła śmiechem, a on zaczerwienił się, co było bardzo widoczne na jego bladej skórze.
- Nie podrywał mnie - powiedział. - On tylko... najbardziej mi dokuczał z powodu tego - wskazał na swój uśmiech.
Udalo mu się skłamać... oczywiście raz czy dwa go obraził, co nie było takie przykre jak docinki mini Afrodyt.
- To już przeszłość Jeffy - powiedziała.
Następnego dnia.
Z samego rana, kiedy dziewczyna jeszcze spała, wparadowali jej bracia. Jonathan spał na wolnym łóżku obok, które przybliżył do Vic o kilka centymetrów. Oczywiście zrobił to kiedy dziewczyna już spała.
- Siostrzyczko nasza droga! - wykrzyknął Gabriel na wejściu.
Córka Nike obudziła się. Jeff również, tylko, że on spadł dodatkowo z łóżka.
- Eee? Czego? - wymamrotała wyrwana z objęć snu.
Jeff usiadł zaspany na łóżku, zerknął na zegar, który wskazywał piątą rano.
- Martwiliśmy się o ciebie - powiedzial Terry. - Dexter chciał powiedzieć o zajściu z Lily mamie...
- Ale mi nie pozwolili - burknął najmłodszy trzymając w dłoni but.
- To dobrze - odetchnęła z ulgą. - Pewnie i tak już o tym wie i ma to gdzieś.
Terry rozejrzał się.
-Czyżmy Włóczykij wyparowała? - wypowiedział swoje myśli na głos.
- Pewnie jeszcze śpi - odparła dziewczyna z naciskiem na ostatnie słowo.
Gaba i Dext spojrzeli na siebie porozumiewawczo.
Vic mruknęła coś pod nosem o spaniu, opadła na poduszkę i nakryła kołdrę na głowę.
Jeff siedział cicho na łóżku.
Bracia oblegali ją jeszcze przez kilka minut, po czym poszli. Dext jednak chciał jeszcze chwilę posiedzieć z siostrą, która wciąż nie wychylała sie z pod kołdry.
-Siostra - zacząl niepewnie. - Bo ten... ty nigdy nie mówiłaś co dostałaś od mamy.
Jeff zaciekawiony usiadł teraz na łóżku dziewczyny.
- I co? - odezwała się w końcu Vic.
- Powiesz co dostałaś? No bo... wiesz... Gabriek dostał miecz, Terry też, ja mam skrzydlatego szczura, a ty?
- Pegaza Darkness'a i miecz - mruknęła, chodź nie tylko to, nikomu nie mówiła o tej drugiej rzeczy, nikomu na tyle nie ufała by to pokazać. - Umyj uszy Dext.
To co dostała, a raczej odziedziczyła po Nike było zbyt cenne, no i była by punktem drwiny.
- Ale... myślałem, że ty go poprostu znalazłaś jak byłaś w drodze do obozu... Gaba mówił, że coś jeszcze masz. Czemu nie powiesz?
- Idź już Dext - odparła na wpół śpiąc.
Chłopiec wyszedł mamrocząc cos pod nosem.
Przez kolejne trzy dni córka Nike leżała w łóżku w izbie. Jeff siedział przy niej. Opuszczał treningi, spał na łóżku obok niej, czasem nawet rezygnował z posiłków.
Ostatniego dnia, gdy już się obudzila przyszedł Chejron oznajmiając, że może już iść do siebie.
Dziewczyna wstała i jak na skrzydłach pobiegła do swojego domku jak tylko zebrała się z izyby.
Jeszcze tego samego dnia zjawiła się na treningu. Tęskniła za tym. Wieczór zaś poświęciła Darkness'owi. Co prawda Gabriel i Terry codziennie przychodzili zaopiekować się koniem, ale zwierze za nimi nie przepadało, zawsze starał się ugryść któregos z braci, kiedy zaczynali mu pleść warkoczyki lub kopnąć gdy czyścili mu kopyta.
Gdy weszla do stajni poczuła przyjemny dla niej zapach koni. Skierowała się do boksu swojego małego, dwumetrowego pupilka, który zaczął przednim kopytem kopać w drzwiczki na widok swojej pani za którą nadal po pięciu latach czuł się odpowiedzialny. Otworzyla boks i weszla do konia, który zarżał i liznąl ja po twarzy. Przytulila go wdychajac delikatną końską woń, gdy uslyszała jak do stajni ktoś wchodzi. Wychyliła się i stwierdziła iż to panna Nie Lubię Swojego Imienia, Więc Zwij Mnie Włóczykij.
~ Zakrwawiony Kapturek
Piszaca pod czujnym okiem Włóczykija, która ją wciąż poganiała
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz