niedziela, 7 grudnia 2014

Rozdział VIII cz.II

Był zły.  Nie, to mało powiedziane. Był cholernie zły,  gdy się obudził, jego młodszy braciszek powiedział mu, co zrobił Alex wczoraj, wieczorem razem z Vic. Nie mógł tego przyjąć do świadomości. Ona i on?! Nonsens.
W swoim stanie kierował się ku jadalni na śniadanie. Szedł tak, nie patrząc przed siebie lecz pod nogi, nagle wpadł na kogoś,  kto się przewrócił od nagłego uderzenia.
-Uważaj jak chodzisz tępa.. Jeff?- Włóczykij dopiero teraz dojrzała na kogi wpadła. Miała kiepski humor, nie dość że spadła rano z łóżka to jeszcze nie mogła ujarzmić swoich włosów. Aż w końcu uczesała je w luźnego koka.
-Hej..., co się stało? - spytała, widząc jego oczy,  które były wypełnione smutkiem i żalem.
Ten nań spojrzał i ujrzał jej oczy. Ze stalowych tęczówek aż wypływała troska .
-Nic takiego.- Odpowiadział.
-Wiesz Jeff, nienawidzę jak ktoś kłamie. A umiem to bardzo doskonale wykryć-Warknęła na niego- Więc nie pieprz mi tutaj tylko mów co się stało,  bo widzę, że jest coś na rzeczy.
-A co cie to tak ciekawi co?! Święta się znalazła, córunia Posejdona. A tfu! Idź mi stąd. - Odwarknął jej. Musiał na kimś wyładować swoje emocje, ale niestety tym kimś była Włóczykij.
Jej oczy wypełnił smutek, niesamowity smutek.
-Czasem warto spojrzeć dalej niż tylko na swój nos, strasznie egoistyczny nos. Ale nie zniżając się do twojego poziomu, chcem tylko ładnie ująć, że jesteś świnią. Egoistyczną świnią.- spojrzała jeszcze raz na niego i szybko skierowała się na śniadanie. Zrozumiał co powiedział. Zrozumiał do KOGO to powiedział. Do osóby, która go rozumiała i lubiła, ale teraz się oddalała w kierunku jadalni, zraniona. Poczuł się bardzo głupio. Gdy wszedł do stołówki zobaczył ją jak siedziała przy swoim stoliku, sama z ponurą miną.  Kiedy ich oczy się spotkały,  Włóczykij szybko odwróciła wzrok, wbijając go w kubek, który po chwili wypełnił się niebieskim kisilem. Westchnął ciężko i usiadł obok brata, który,  oh Bogowie, znowu opychał się pizzą.
-Będziesz gruby, zobaczysz Ravi.
-Eee?-Spojrzał na niego jak na wariata. Po chwili przełknął jedzenie i odpowiedział- Dietetyczna pizza Pana D. ma mnie utuczyć? Haha.
Jonathan spojrzał na brata z politowaniem. Spojrzał na swój talerz i po chwili pojawiła się na nim sałatka z dużą dawką chilli.
-Panno Włóczykij,  proszę czy mogłabyś pójść ze mną? -Spytał Chejron, wchodząc do jadalni.
Dziewczyna podniosła się z miejsca i podążyła za centaurem. Po chwili znaleźli się w gabinecie w Wielkim Domu.
-Jest to gabinet pana D., ale aktualnie go nie ma gdyż jego żona..., a zresztą nieistotne. Poprosiłem ciebie tutaj, by z tobą porozmawiać. Olaf już mi powiedział, że uratował cię od skorpiona z Podziemia. I słyszałem,  że uciekłaś od ciotki- spojrzał na dziewczynę świdrującym zwrokiem- To nie dobrze. Ona cię ochraniała...
-Tym, że nie dbała o mnie, używała tylko jako dostawcy z sklepu do domu?! Taka to ochrona?! Nie no to ja dziękuję bardzo, ale takie coś,  za przeproszeniem mam głęboko w poważaniu.-Przerwała mu.
-Im śmiertelnik gorszy... w wyglądzie i zachowaniu,  tym lepszy dla półboga. Wytwarza się aura ochrony,  coś w rodzaju pola siłowego. A ty jej zwiałaś.-Spojrzał wymownie na Włóczykija.-Tym samym się narażając. A właśnie, rozmawiałem z panem D. a raczej poprosiłem by porozmawiał z Posejdonem w twojej sprawie, lecz twój ojciec odmówił,  mówiąc cytuje: ''Wszystko w swoim czasie,  Zeusie zaraz ci to wyjaśnie, oh Amifitro spokojnie...", dalsze cytowanie nie ważne,  ważne jest to, że Posejdon ma wobec ciebie pewne zamiary, sam nie wiem jakie.-Wyjaśnił. Po chwili milczenia dodał-Chcesz może poznać swoich braci?
-Braci? Słyszałam tylko o..., jak mu tam było?  Perry?
-Percy Jackson, syn Sally Jackson i Posejdona. A drugi to Tyson, trochę szokujące,  ale to cyklop.
-Mam braci...-mruknęła do siebie,  mając w oczach radosne iskierki.-Zawsze chciałam mieć braci, obojętnie jakich. Kiedy ich poznam?-Dopytywała.
-Oh. Z Tyson'em możesz porozmawiać przez iryfon, a Percy tu będzie za około dwa tygodnie, lepiej byście się na żywo spotkali,  on akurat wróci z pozostałymi..., a Tyson pracuje w kuźni swojego ojca, czasami dostaje wolne, to nas odwiedza. A teraz chodź,  czas treningu się zbliża.
Wyszli z pomieszczeń i skierowali się ku grupce  ludzi, Włóczykij szeroko się uśmiechnęła do nich i pomachała wesoło. Większość osób odwzajemniła gesty, choć dwie osoby niespecjalnie. Jeff lustrował ją smutnym wzrokiem, ale ona zignorowała je, a Victoria prychnęła tylko pod nosem i zwróciła się do centaura.
-Sztylety, łuki czy miecze?
-Dzisiaj tylko sztylety i miecze, a jutro łuki i oszczepy. Dobrze moi mili zaraz was dobiorę w pary... Jeff i Terry, Włóczykij i Victoria,  Alexander i Paul...-Wymieniał jeszcze przez chwilę,  a potem wyznaczył ćwiczenie- Dzisiaj tylko rozbrajamy przeciwnika, jasne?
Włóczykij spojrzała na swoje sztylety "źle wyważone" pomyślała. Podniosła wzrok na Vic i zaatakowała. Odbiła jej atak i korzystając z tego że Włóczykij przekręciła głowę w inną stronę,  rozbroiła ją.
-No no, Panno-Bez-Imienia trochę uwagi na walkę- Powiedziała znudzona.
-No cóż córko hurtowni bytów,  bywa tak czasami. - Uśmiechnęła się ironicznie.
-Ohoho, widzę że trzeba ciebie przeszkolić Włóczykiju w walce na sztylety. Uwaga zmiana par!- Oznajmił Chejron- Jeff z Włóczykijem, Victoria z Terry'm...- gdy chłopak to usłyszał,  uśmiechnął się do siostry na co ta wywróciła oczami.- No ćwiczymy ćwiczymy!
Włóczykij spojrzała na chłopaka,  który się do niej zbliżał. Szedł ze opuszczoną głową.  Spojrzał w jej oczy i szybko odwrócił wzrok widząc jej zimne spojrzenie. Zaczął jej po kolei tłumaczyć jak trzymać sztylet i jakie ruchy wykonywać,  jednak nie ośmielił się spojrzeć w jej oczy.
Ta jednak słuchała go z uwagą,  ochłonąc każde słowo jak gąbka wodę, ale także go obserwowała dokładnie. Wiedziała,  że jest mu ciężko i smutno, że tak wybuchł. Dostrzegła to, jednak nie zamierzała tak łatwo wybaczyć.
-No a teraz spróbujmy  przećwiczyć te ruchy.- Powiedział chłopak biorąc swoje sztylety, podarunek od swojej matki. Włóczykij wzięła swoje z kwaśną miną. Ku zdumieniu chłopaka,  odłożyła jeden.
-Wole jednym.- Wyjaśniła krótko,  przeszywając go wzrokiem.
-Okay, jak chcesz- I nagle zaatakował, szybko odparła atak czując jak adrenalina rozchodzi się po jej ciele. Zaszarżowała na niego zajadle, on zdziwiony z łatwością odbijał jej ataki. Po chwili sam zaczął napierać na nią. Każdy przerwał swoją walkę i przyglądał się nowicjuszce i Jonathan'owi, nawet Chejron nie miał im za źle,  że nie stosowali się do jego zaleceń. Jeff jednym ruchem rozciął jej skórę na ramieniu na co ta krzyknęła oburzona i jeszcze z większą siłą zaatakowała. Chłopak uśmiechnął się szeroko, dosłownie,  i walczył dalej. "Bitwa" doszła do takiego momenty, że oboje byli już wycieńczeni lecz nadal tak trwali nie chcąc urazić swojej dumy przegraną. Włóczykij nagle się potknęła i wywróciła, tak że leżała obok rozwidlenia strumyka. "Woda da ci siłę. Uleczy cię. Pamiętaj. " usłyszała głęboki, męski głos w swojej głowie. Wyciągnęła lewą rękę w stronę wody i zanużyła ją w niej.  Poczuła jak na nowo wzbiera się w niej energia i ku zdziwieniu,  rany się zagoiły. Podniosła się z ziemi i spojrzała na zmęczonego Jeff'a. Podeszła do niego i na nowo zaatakowała,  jeszcze z większą siłą niż poprzednio, ten wycięńczony został rozbrojony przez nowicjuszke. On. Pogromca sztyletów.
-Jeszcze się zemszcze- mruknął do siebie.
-Nic dziwnego. W końcu syn Nemezis.-Powiedziała do niego z uśmiechem lecz jej oczy nadal pozostały chłodne i pełne urazy.
Wkoło rozległy się brawa.
-Podobnaś do Percy'iego, mówię ci-Zagadnął centaur- Jak pierwszy raz tutaj walczył, też posłurzył się wodą i pokonał swoją dziewczynę.
Zaśmiała się. -No dobrze koniec treningu, macie wolne. Ale za dwie godziny widzimy się na treningu kolejnym!
Gdy ludzie się powoli rozchodzili, do Włóczykij'a podszedł blondyn z błękitnymi oczami.
-Siemka, jestem Alexander,  w skrócie Alex.-Uśmiechnął się zalotnie- A ty to pewnie Włóczykij,  ta?
-No popatrz, popatrz. Słuch cię nie zawodzi. A jeśli tak sie nazywam, to co w związku z tym?- Zirytowała się.  Ten blondas ewidentnie ją podrywał, ją,  on, dobre sobie. Tak dokładniej przyjrzała się mu i z niechęcią musiała stwierdzić że był ładny. Krótke blond włosy,  postawione na żel,  jasne brwi, błękitne oczy i był troszkę od niej wyższy.
-A nic, chciałem ciebie poznać i sprawdzić czy plotki są prawdziwe.
-Co? Jakie plotki?
-Że jesteś wysportowana, inteligentna, ładna i zadziorna, jak widać ta plotka nie jest kłamstwem. - Puścił jej oczko i uśmiechnął się słodko. "Ja pierdziele, czemu ja? Oh Bogowie za co" jęknęła w duchu.
-Od kogo jesteś? -Spytała jeszcze bardziej zirytowana.
-Syn Bogini mądrości, Aten- Wypioł dumnie pierś do przodu.
Włóczykij nie wytrzymała i wybychnęła chichotem.
-A..atena? Hahaha. Ja piii.. pitole, a ja myślałam, że dz..dzieci ma mądre.
Chłopak spojrzał na nią urażony.
-A nie jestem? No wypraszam sobie tak!
-Przepraszam bardzo blondasie, nie mam zamiaru tracić wolnego czasu na tak bezsensowną rozmowe. Cześć.
Chłopak odprowadzał dziewczynę wzrokiem zdziwionym, urażonym, ale z podziwem, aż nie zniknęła mu z widoku.
              *Dwie godziny później*
-No moi drodzy!  Dzisiaj krócej poćwiczymy, ponieważ muszę jeszcze z kimś porozmawiać. A więc...
-Nie zaczyna się zdania od 'a więc'- wtrąciła Włóczykij,  co wywołało ogólny chichot zgromadzonych.
-No no, niech ci będzie. Dobra, dobieramy sie w pary. Może Włóczykij i Victoria, Alex i Aaron...
Dziewczyny zbliżyły sie do siebie,  Vic wyciągnęła z pochwy swój własny miecz, dostała go w swoim śnie,  gdzie pierwszy raz spotkała swoją matke. A jej przeciwniczka, wzięła jeden z grupowych. 'Kurcze, znowu źle wyważony' zaklnęła w duchu. Chwyciła dwoma rękami ostrze i obróciła nim.
-Już?  Skończyłaś?- Spytała Vic patrząc na jej poczynania.
-No już,  już ide.-mruknęła
Stanęły na przeciwko siebie i zaczęły walczyć. Po kilkunastu minutach Włóczykij była pozbawiona klingi.
-Umiesz cokolwiek? -zapytała z kpiną Wygrana.
-Strzelać z łuku-mruknęła do niej, a jeszcze ciszej, tak do siebie- I sztylety, widziałaś zołzo.
-W przeciwieństwie do moich braci nie jestem sportsmenką...
-Widać ..
-Ale jestem dobra prawiej każdej konkurencji...
Mówiła dalej ale Włóczykij jej nie słuchała, wiedziała że ten blondas sie na nią gapi, zirytowała się.
-... zależeć twoje życie. -Zakończyła. Meriel nagle zauważyła że córka bogini barów została zaatakowana, podnosiła się z przecietymi policzkami, a później zobaczyła jak jakaś dziewczyna z tęczowymi pasemkami wbija jej sztylet w brzuch, zareagowała natychmiast, tak samo Jeff. Podtrzymtwali ją i wykonali rozkaz Chejrona i zabrali ją do izby chorych.
Gdy położyli ją na łóżku,  siedzieli tak razem milcząc przez piętnaście minut aż w końcu Victoria obudziła się.
-Dzień dobry śpiąca królewno.-Uśmiechnął się lekko Jeff. Vic dotknęła się za policzki gdy się uśmiechnęła.
-Teraz macie taki sam uśmiech-Powiedziała z nutką rozbawienia w głosie Włóczykij.
-Jaki uśmiech?- zapytała Vic.
Towarzyszka podała jej lusterko.
-Co z Lily?
-Później ci powiemy- odparł Jonathana.
-A Alex?
Włóczykij jak i Jeff spięli się lekko.
-Heh, był tylko zauroczony. Obrzydził go twój uśmiech. -Wytłumaczła córka Posejdona
-Podoba ci się? -Victoria spojrzała na Jeff'a.
-Przynajmniej bedziesz uśmiechnięta ponuraku- odpowiedziała za niego dziewczyna,  ratując z opresjii- A teraz weź ambrozje.-podała jej kawałek wyrobu. Gdy go już zjadła blizny na policzkach pomniejszyły się znacznie, lecz nie zniknęły całkowicie. Od kącików biegły na kształt uśmiechu około dwóch centymetrów,  ale na szczęście były to tylko blizny zamknięte,  a nie otwarte jak u chłopaka który siedział obok.
-Znacznie lepiej, a teraz powinnaś odpocząć.
-Dziękuję wam- uśmiechnęła się lekko i zapadła w gleboki sen.
-Zostań tu z nią,  bo ktoś musi.- oznajmiła Włóczykij.
-Ej... ja chciałem ..
-Daruj sobie Jeff, dobrze wiesz, że łatwo nie wybaczam.- odpowiedziała nie patrząc na niego. Po tych słowach skierowała się do wyjścia,  a jeszcze potem do swojego domku na drzemkę.
Zrezygnowany chłopak patrzył za oddalającą się dziewczyną,  z żalem. Brakowało mu jej obecności,  pogaduszek. Wziął krzesło i ustawił je przy łóżku córki Nike. Usiadł i patrzył jak śpi. "Ona jest taka piękna" pomyślał zanim zapadł w płytką drzemkę.
.
Czytasz-Komentarz
.
#Włóczykij

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz