Następnego dnia, gdy Włóczykij obudziła się ze swojej długiej drzemki, znowu spadła z łóżka prosto na twarz. Zaklnęła pod nosem i podniosła się z ziemi, przeszła kilka kroków trąc oczy piąstkami jak małe dziecko i po chwili znów się przewróciła, tylko że w tył o próg.
-Cholera jasna!-Krzyknęła zirytowana. Kiedy wstała, otworzyła swój kufer i z zrezygnowaniem stwierdziła, że znajduję się tam tylko jej bielizna na przebranie i jeden zestaw, składający się z koszulki na ramiączkach i czarnych rurek.
-A mogłam więcej rzeczy spakować...-mruknęła pod nosem.-Trzeba poprosić centaura o wypad na miasto. Konieczne.
Jak się przebrała i rozczesała swoje gęste, brązowe włosy z ledwo widocznymi zielonymi końcówkami, zostawiła je rozpuszczone. Jedno zerknięcie w lustro, zawiązanie glanów i po chwili wychodziła ze swojego domku kierując się ku jadalni. Po drodze spotykała przypadkowe osóby, przy okazji się z nimi witając z uśmiechem, no cóż by tu powiedzieć, Włóczykij była bardzo towarzyska. Po chwili zauważyła satyra, który do niej radośnie pomachał i podbiegł by zagadać.
-No witam, witam Włóczykija-Przywitał ją Olaf, satyr który ją przyprowadził do obozu.
-Cześć Olaf.-Uśmiechnęła się. -Jak tam?
-Po staremu. Z nikim się nie zadaje, no poza tobą i kilkoma innymi herosami.
-Aj Olaf, Olaf. Oni nie wiedzą co tracą chłopie!-Zrobiła zamieszaną mine.-Raczej satyrze. Sorki.
Roześmiał się lekko.
-Dobra panno Włóczykij, musze iść na chwilkę do mojego domku.-Przytulił ją przyjacielsko, odwzajemniła uścisk i po chwili blondyn się oddalił w podskokach. Wzruszyła ramiomami i dalej dążyła do punktu pożywienia, gdy chciała przejść przez drzwi, ktoś w tym samym momencie nie patrzył gdzie idzie i brutalnie przewrócił dziewczynę.
-No do cholery no! Ile razy mam sie jeszcze przywracać...-Rzucała ciągle takie klątwy podnosząc się z ziemi. Podniosła głowę by spojrzeć na winowajce. Był to opalony chłopak z piwnymi oczami i potargani włosami o kolorze hebanowym. Kiedy wstając ustabilizowała się, stwierdziła że jest on o połowe głowy wyższy. "Przystojny" pomyślała.
-Przepraszam nie chciałem. No dobrze wybaczę ci, niech ci będzie. Ahh dziękuję za łaskawość.-Powiedziała z irytacją, patrząc płci przeciwnej w oczy, wyrażając swoje niezadowolenie.
Chłopak otrząsając się z szoku, spowodowanego stłuczką z dziewczyną, która mu się spodobała, wydukał.
-Pprzepraszam cię.
Uniosła lewą brew ku górze, z lekkim politowaniem spojrzała na chłoptasia.
-Yhym, spoko. Jeszcze chwila i upadki będą moją specjalnością. -Uśmiechnęła się lekko. Wyciągnęła rękę w jego stronę, przedstawiając się- Włóczykij, córka Posejdona i tak dalej...
Zdumiony uścisnął jej delikatną rączkę.
-Terry, syn Nike.-po chwili milczenia, zacytował Włóczykija- I tak dalej...
Zachichotała cicho pod nosem i puściła jego ciepłą dłoń.
-Nike powiadasz? Powiem ci, że to bardzo fajna marka butów. A twoja siostra to ciekawa hurtownia.
-Eee...-Zdezorientował się. Widząc jego minę i słysząc niezbyt zrozumianą odpowiedź, zarechotała głośno. "A jest ładna jak się śmieje..." zamyślił się Terry.
-Halo?! Jeszcze żyjesz czy do Hadesu przyjęli? Terry!-Krzyknęła mu na ucho. Ten przestraszony nagłym wybudzeniem z zamyślenia, nie wiedząc co robi, odruchowo podciął przeciwnika i powalił go na ziemię. Po chwili zorientował się co zrobił i ,o zgrozo, komu to zrobił.
-Przepraszamprzepraszam! Naprawde nie chciałem. -Spojrzał skruszony na leżącą dziewczynę, która zwijała się ze śmiechu. "Eee... coś tu jest nie halo.. jej to nie boli ani nie jest zła?!?"pomyślał nerwowo, kucając przed dziewczyną.
-Nie jesteś zła Włóczykij? -zapytał niepewnie.
-Hahaha... nie, ttwojaa mina była zabóójcza.-Wyciągnęła ku niemu rękę by ją podniósł. Z chęcią to uczynił. Gdy oboje stanęli w pionie, spojrzeli sobie w oczy, stal zmieszała się z bardzo jasnym zielono-brązowym kolorem oczu chłopaka. Włóczykij, psując chwilę, zabrała swoją rękę z uścisku drugiej ręki.
-Przepraszam ale ja zamierzam też coś zjeść, zanim skończy się pora śniadania. -Uśmiechnęła się lekko- To do zobaczenia i smacznego!
I weszła do jadalni, kierując się ku swojemu stolikowi, głośno powiedziała
-Smacznego wszystkim!
Gdy usiadła, odruchowo zerknęła na stolik bogini Nemezis. Jeff akurat wstawał ze swojego miejsca i pośpiesznie wyszedł z pomieszczenia. Wyruszyła ramionami i zaczęła zajadać się kanapkami. W połowie posiłku do jadalni wszedł Chejron.
-Mam wiadomość dla was moi mili, czy zła czy dobra sami uzgodnijcie sobie.-Zrobił przerwę milczenia by utworzyć napięcie. -Macie dwa dni tylko dla siebie, odwołuję treningi. A za około tygodnia odbędzie się bitwa o sztandar!
Wkoło rozległy się wiwaty i podziękowania. Po komunikacie skierował się ku wyjściu. Włóczykij postanowiła się postarać o wypad do miasta. Wstała szybko i nie patrząc na nic pobiegła za centaurem. Niestety po drodze potknęła się o wystającą deskę i runęła jak długa. Zaklnęła szarczyście, uśmiechnęła się do osób chichoczących z jej niezdarności i biegła dalej.
-Chejronie! Proszę zaczekać!-Wrzeszczała za nim.
Odwrócił się słysząc jej nawoływanie i zapytał.
-Coś się stało?
-Mam taką nietypową prośbę Chejronie. Dzisiaj rano zauważyłam, że mój kufer jest pusty... Nie wzięłam po prostu ubrań ze swojego pokoju jak... no wiesz. I chciałam prosić o jakiś wypad do miasta po kilka ciuchów. Powinno mi starczyć pieniędzy.-Spojrzała na pół człowieka z wielką prośbą w oczach. Ten przypominając sobie, że uciekła z domu i w jakich warunkach żyła, niechętnie się zgodził jednak zarzucił jej warunek. Ma z nią pójść, ktoś w razie czego. Coś w typie ochroniarza. Dziewczyna, nie hamując swoich emocji, przytuliła go. Gdy już zamierzała odejść, Chejron wręczył jej sakiewke, mówiąc:
-Kup sobie coś porządnego Włóczykiju. I uważaj na siebie!
Po chwili było słychać tupot jego kopyt, których dźwięk malał.
Miło zdziwiona, podskoczyła wesoło i biegiem zaczęła szukać Olafa. Po długim biegu u szukaniu, zrezygnowana skierowała się ku boisku do siatkówki. Usiadła na pobliskiej ławce z dala od wszystkich, zaczęła cicho pogwizdywać melodię dla dzieci, Twinkle twinkle little star.
-Serio? Ta piosenka jest tak stara...
Lekko przestraszona, odwróciła się do osóby, która to powiedziała i odkryła, że jest to Terry.
-A, to ty. Co z tego, że stara. Wiesz Terry, czasem mam takie przebłyski. Tę melodie słyszałam jak byłam malutka i ciągle ją nuce by nie zapomnieć. Do ciotki trafiłam jak miałam około czterech lat...-Zmarkotniała nagle na myśl o swojej opiekunce.
-Hej mała, nie smutaj mi tutaj.-Spróbował pocieszyć.
-Po primo, nie jestem mała. Po drugie primo, nie mówi się nie smutaj. A po trzecie primo, gdybym cię nie znała to bym powiedziała, że od Apolla jesteś. -Uśmiechnęła się lekko.
Prychnął rozbawiony.
-No wiesz co. Ja i Apollin haha.
-A właśnie Bycie, moge tak mówić? Ok, dziękuję. Widziałeś gdzieś Olafa?
-Bucie?! Pfff. Nie, nie widziałem. A co?
-Szukam go. O, a jak tam u siostry?
-Byłem dzisiaj z braćmi u niej, dobrze jest. Żyje. Siedzi u niej ten... jak mu tam? Johny?
-Jonathan-Poprawiła automatycznie.
-No właśnie, Vicia wraca do zdrowia.-Zamilkł patrząc w dal.-Hej Włóczykij, czy to nie Olaf?
-Co?Gdzie? -Spojrzała w kierunku w którym But pokazywał. Szedł tam biały satyr z opuszczoną głową.
-Jejku, dzięki Bucie- Nie mogąc się powstrzymać, musnęła go lekko w policzek i pobiegła biegiem w stronę pół kozła. Ten zamglonym wzrokiem odprowadzał dziewczynę trzymając się ręką za miejscem w którym go dotknęła ustami.
-Oooooooolaf. Hej chłopie czekaj! -Włóczykij krzyczała za nim.
Ten słysząc bardzo donośny głos, odwrócił się i spojrzał na Włóczykija, która dostała mało dostrzegalnej zadyszki.
-Tak? Chciałaś coś? -Zapytał smutno.
-Ej Olaf, rozchmurz sie! Mam dla ciebie super propozycje, nie do odrzucenia!
-Mianowicie?- Spytał z iskierkami zaciekawienia w oczach.
-Wypad na miasto! Mam pozwolenie od Chejrona. Powiedział, że mam sobie kogoś wziąć w razie czego i bym sama nie szła. Więc ta dam!
-Ale dlaczego ja? Przecież tyle osób znasz więc ...
-Ponieważ jesteś moim przyjacielem. Uratowałeś mnie przed stawonogiem. Przeprowadziłeś do obozu. Zaniosłeś do izby chorych gdy zemdlałam... wymieniać dalej?- Spojrzała mu w zielone oczy, w których widniał szok.
-Mam pprzyjaciela?-Mruknął do siebie z niedowierzaniem. -Mam przyjaciela! Hahaa-Zaśmiał się radośnie i przytulił
przyjacielsko ją do siebie. Włóczykij roześmiała się wesoło i dała się obkręcić wokół osi.
Jednak żadne z nich nie wiedziało, że tej scenie przygląda się ze smutkiem i z zazdrością, pewien chłopak od Bogini Zwycięstwa ...
.
Czytasz~Proszę zastaw komentarz.
#Włóczykij
czwartek, 25 grudnia 2014
Rozdział X cz. I
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz