Następnego dnia Anput wraz z Anubisem udała się do Niebios, gdzie Set stał przy tronie na którym zasiadał Ra w sądzie bogów, lecz dziś nie było boga i nie będzie przez dwa tygodnie
- Ojcze - powitała go z uśmiechem jego córka.
- Co cię tu sprowadza Anput? - zapytał i spojrzał na Anubisa. - Kto to?
Potaknęła kiwnięciem głowy.
- Jestem Anpu* - przedstawił się szakal. - Wraz z Anput wybudowałem świątynię w Mieście Psów*.
Set podniósł w zdziwieniu brwi i lekko zesztywniał.
- Kim są twoi rodzice, Anpu? - zapytał Set marszcząc czoło.
- Nie znam swoich rodziców, wychowywała mnie Pani Izyda wraz z mężem - odparł ciemnooki młodzieniec.
Więc tak to uknuła moja zdradziecka żona, pomyślał Set. Oddać naszego syna swojej siostrze...
- Rozumiem - mruknął Pan Chaosu. - Co was tu sprowadza, bo na pewno nie odwiedziny. Jeśli chodzi o Ra, to musiał pilnie wyjść i wróci za kwadrans.
- Przyszliśmy do ciebie, tato - powiedziała.
- Ach, pewnie chodzi o małżeństwo? Szukałem na wzór twoich upodobać i jako, że ubóstwiasz kwiat lotosu wybrałem Nefertuma. Powiedział, że przemyśli. Powinien ci odpowiadać.
- Bóg kwiatów i perfum? - jęknęła i spojrzała na Anubisa. - Ojcze, nie chcę Nefertuma - powiedziała znów patrząc na Set'a.
Ów bóg lotosu stał pod jedną z kolumn opierając się o nią plecami, a obok niego stał jego brat Maahes, który zdążył odzyskać wzrok.
Nefertum westchnął.
- Szkoda - powiedział cicho. - Byłbym dobrym mężem... i miałabyś darmowe próbki perfum...
- Nie pragnę takiego życia, dlatego tu jesteśmy - powiedziała dziewczyna, a Anubis podszedł do Set'a. Anubis ukląkł na jedno kolano.
- Secie, Boże Pustyń, Chaosu i Górnego Egiptu, proszę cię, byś oddał mi Anput. Pragnę, by była moją żoną*.
Set'a zamurowało, a w boskiej sali tronowej zapadła grobowa cisza. Anput wyglądała na pewną siebie i ze spokojem stała kilka metrów od ojca, lecz w środku była kłębkiem nerwów.
Czyżby Anput, moja kochana córeczka, która brzydzi się małżeństwem między rodzeństwem nie miała pojęcia, że on jest jej bratem? Szykuje się całkiem ciekawie...
- Dobrze - powiedział w końcu, a Anput prawie zemdlała.
Nie spodziewała się tego po ojcu.
- Dziękuję - powiedział z ulgą Anubis i podszedł do swojej przyszłej żony.
Set odchrząknął.
- Macie ustalony termin? - zapytał.
- Jeszcze nie - odparli równocześnie.
Set westchnął.
- Tylko nie grzeszcie przed ślubem - mruknął obojętnym tonem.
Zniknęli w czarnej mgle i znów byli w swojej świątyni.
Anput ''rzuciła się'' ukochanemu na szyję.
- Tak się cieszę, że się zgodził - powiedziała.
- Ja też - odparł z lekkim uśmiechem.
Objął dziewczynę w tali i spojrzał jej w oczy. Intensywnie niebieskie tęczówki, które hipnotyzowały go za każdym razem, kiedy się w nie wpatrywał.
Pocałował dziewczynę w czoło.
- Powinieneś wrócić do studiowania księgi umarłych - zauważyła.
- Tak - mruknął i wszedł na piętro sanktuarium.
Skierował swe kroki do biblioteki, a ona wyszła przed świątynię.
Mira, jej sześcioletnia sunia charta, siedziała pod posągiem psa. Anput podeszła do niej i przytuliła swoją przyjaciółkę.
- Długo się nie widziałyśmy - powiedziała Mira.
- Trzy miesiące - westchnęła Anput. - Gdzieś ty była?
- Nie wiem jak ci powiedzieć, więc ci pokażę- szczeknęła.
Anput kiwnęła głową i ruszyła za swoją przyjaciółką.
Dwa lata temu za sanktuarium, Anput rozkazała robotnikom zbudować małą rezydencję dla Miry. Buda wyglądała jak miniaturowa świątynia. Mira właśnie tam zaprowadziła szakalicę.
Anput dostrzegła brązowego Psa Faraona*.
- To mój partner - wyjaśniła suczka.
Dziewczyna podeszła do samca i uklękła na przeciw niego. Pies ukłonił się.
- Bogini Anput - usłyszała w głowie ciepły głos zwierzęcia. - Patronko pogrzebów i opiekunko psów, cieszę się, że mogę cię poznać. Jestem Soris, dawny kompan... a raczej jeden z kompanów pana Ozyrysa.
- Miło mi cię poznać Soris - odparła bogini. - Miro, opowiedz mi wszystko.
- Trzy miesiące temu spotkałam Soris'a nad Nilem przy siedzibie ludzkiego władcy. Rodzina królewska zajęła się mną. No i tak jakoś wyszło, że dwa miesiące potem urodziłam szczenięta... gdy ukończyły miesiąc wróciłam do ciebie, Pani. Nie mogłam znieść rozłąki. Tęskniłam,
- Ja też, Miro - przytuliła sunię, a z budy wyszły trzy miesięczne szczenięta. Chwiały się na krótkich łapkach, a jedno z nich potknęło się wychodząc. Była ich czwórka.
- To są nasze córki i syn - szczeknął Soris.
Suczki były białe jak ojciec, zaś samczyk beżowy jak Mira.
- Ka, Nix, Abri - przedstawiła córki.
- Skorpion - Soris wskazał pyskiem syna.
- Neftydo, tęskniłaś?! - zawołał Set otwierając na oścież drzwi sanktuarium świątyni żony.
Bogini zmaterializowała się przy swoim ołtarzu.
- Czego chcesz? - zapytała sucho.
- Kilka lat temu powiedziałaś, że poszłaś nakarmić krokodyle naszym synem, a dziś się dowiedziałem, że oddałaś go siostrze - warknął.
- J-ja-jak? - zająknęła się.
Set zrobił kilka kroków w jej stronę z nonszalancją.
- Wyobraź sobie, że on i Anput wybudowali sobie świątynię - zaczął. - A dziś przyszli do mnie prosząc o zgodę na małżeństwo.
Neftyda upadła na kolana.
- Błagam, powiedz, że go nie zabiłeś.
- Nic z tych rzeczy. Zgodziłem się - wyszczerzył zęby w wrednym uśmiechu. - Wiesz, oni nie wiedzą, że są rodzeństwem... i ma tak zostać, rozumiesz? - jego ton był poważny. - Oni nie mogą się dowiedzieć.
- Tak... - szepnęła.
Set zniknął w wirze czerwonego piasku i pojawił się przed świątynią swojej córki... i syna. Był wieczór. Bez pukania wszedł do środka. Kilka świec oświetlało pomieszczenie. Na przeciwko drzwi, w odległości od Seta o kilka metrów stał ołtarz, a na nim dwoje szakalogłowych bogów. Mężczyzna i kobieta. Obok, pod ścianą kapłani na stole pozostawili misy z owocami. Set zagwizdał z podziwem. Sanktuarium było po prostu boskie. Ktoś odchrząknął po jego prawej stronie. Spojrzał w tamtym kierunku i napotkał spojrzenie kobiety o czarnych włosach, bladej cerze i niebieskich oczach. Miała na sobie czarną suknię, a w dłoni trzymała kiść winogron. Opierała się plecami o ścianę.
- Co cię tu sprowadza ojcze? - zapytała Anput.
- Gdzie Anubis?
- W bibliotece od rana, co od niego chcesz?
- Nic. Musimy pogadać.
- Mów - poleciła.
- Pamiętasz co mi obiecałaś?
- Trumnę dla króla - uśmiechnęła się. Podeszła do stołu i odłożyła winogrona. - Jest gotowa - oznajmiła. - Wczoraj ją ukończyłam. Sarkofag godny Boskiego Władcy - zaśmiała się cicho, gorzko i podeszła do ściany po lewej stronie Set'a. Wcisnęła jeden z obrazków naściennych przedstawiający Ankh. W ścianie pojawiło się przejście, przez które wypłynęła niesiona przez mrok trumna. Sarkofag był ze złota ozdobiony klejnotami.
- Idealna - szepnął Set.
Dziura w ścianie zniknęła. Anput podeszła do sarkofagu. Pod jej dotykiem wieko podniosło się.
- Tylko ja mogę to otworzyć - powiedziała. - Nikt inny nie da rady.
- Świetna robota córko. Zabiorę sarkofag i ogłoszę w świecie bogów, że wyprawiam przyjęcie na cześć mojego kochanego braciszka - ostatnie dwa słowa wypowiedział w obrzydzeniem.
Zniknął w wirze czerwonego piasku wraz z trumną, a Anput odetchnęła z ulgą i poszła do swojego pokoju, a Anubis po chwili z biblioteki wrócił do swojej sypialni.
Żona będzie go poszukiwać
Wskrzesi go wraz z szakalami
On na wieki będzie panować
Królestwem zwanym zaświatami
Nad ranem zbudziło ją wchodzące słońce. Otworzyła senne oczy i stwierdziwszy, że nie ma sił wstać, przymknęła powieki. Godzinę potem do jej pokoju wszedł Anubis.
- Wstawaj - powiedział pochylając się nad nią. Zdjął jej z głowy cienkie prześcieradło.
Spojrzała na niego i usiadła na łóżku. Przetarła oczy i przeczesała palcami włosy. Ziewnęła i wstała. Chciała iść do łazienki, ale Anubis złapał ją w tali.
- Zapomniałaś o czymś.
- Ach no tak. Witaj Anubisie - wymamrotała.
Uśmiechnął się do niej.
- Nie o to mi chodziło - dotknął nosem jej nosa.
Złączyli swoje wargi, ale po ułamku sekundy odkleiła się od niego i poszła do toalety.
Zdjęła nocną koszulę i zaczęła się myć. Wyszła w świeżej sukni rozczesując włosy i zajęła się swoimi obowiązkami Bogini Śmierci.
Dwa tygodnie później, w południe, Anput siedziała przy swojej toaletce. Rozczesała swoje czarne włosy i zabrała się za robienie makijażu. Czarną kreską podkreśliła oczy, a usta na siną barwę. Założyła białą suknię z wyciętym dekoltem i plecami. Ramiączka były cienkie. Na jej tali spoczął złoty pas. Założyła złoto niebieskie bransolety. Po jednej na ramię i nadgarstek . Na szyi zawiesiła naszyjnik - złoty łańcuszek z błękitną zawieszką w kształcie lotosu. Wyszła ze swojego pokoju. Anubis już na nią czekał w salonie. Miał złoto białą przepaskę na biodrach. Złote bransolety na ramionach i błękitną tunikę z płytek, wyglądających jak rybie łuski, jak u zbroi.
Chłopak uśmiechnął się do niej.
- Wyglądasz jak trup - powiedział, a ona zarumieniła się z komplementu.
- A ty jakbyś był jedną nogą w zaświatach.
- Schlebiasz mi, Anput - objął ją w tali.
Otoczył ich mrok, a kiedy ustąpił szakali bogowie byli w bogato zdobionym pawilonie pałacu.
Kręcili się tam różni bogowie. Set stał po środku, kazał wszystkim zasiąść do stołu, a bogowie to zrobili. Przy jednym z dwóch stołów siedział Ozyrys ze swoją małżonką. Set jako gospodarz obok nich wraz z Neftydą. Przy tym stole zasiadali najważniejsi bogowie: Thot Chnum, Ptah, Bes, Sobek, Amon, Hathor, Sechmet, Tauret, Szu, Hapi, Anubis i Anput. Reszta zaproszonych bogów przy drugim stole.
Po krótkim poczęstunku i toaście Set wstał i kazał przynieść sarkofag*. Kiedy służebne świetlne kulki to uczyniły i trumna została ustawiona przed pierwszym stołem, bóg chaosu podszedł do niej i oznajmił:
- Ten sarkofag dostanie ten, kto będzie do niej idealnie pasował. Kto chce spróbować.
Bogowie zaczęli między sobą szeptać. Hapi zgłosił się na ochotnika, lecz sarkofag był dla niego za mały. Dzięki zaklęciom Anput trumna będzie pasować tylko i wyłącznie na Faraona, więc dla Ptah'a okazała się za duża, tak samo dla Selkit i Sechmet. Dal Nefertuma i jego brata za szeroka, dla Tauret za wąska. Karzeł, Bes nawet nie próbował, tak samo byk Apis.
- No cóż, troszkę się zawiodłem - powiedział Set. - Może ty, mój bracie spróbujesz?
Ozyrys wstał z miejsca z uśmiechem na ustach. Podszedł do trumny i wszedł. Pasowała doskonale. Set zatrzasnął sarkofag, a Izyda wstała i podbiegła do męża zamkniętego w grobowej skrzyni.
Anubis i Anput poczuli aurę śmierci.
- Coś ty zrobił! - krzyknęła próbując otworzyć wieko siłą, a potem magią.
Anput patrzyła z zainteresowaniem jak bogini marnuje swoją magię. Set zaczął się śmiać po czym wezwał siły chaosu i wrzucił trumnę do Nilu, a na pawilon zarzucił zaklęcie, by nikt nie mógł z niego wyjść przez najbliższa noc. Anput przez ten czas siedziała z kieliszkiem wina na swoim miejscu i zachowała stoicki spokój tak jak wspólnicy Set'a podczas gdy reszta bogów próbowała się jakoś wydostać. Set zniknął Bogowie szaleli, uspokoili się po kilku godzinach. Do tego czasu szakala bogini zdążyła się już znudzić przyjęciem. Wraz z kilkoma sprzymierzeńcami Set'a po prostu przeszła przez barierę nie robiąc sobie krzywdy.
- Jak to możliwe? - zdziwiła się Izyda, chciała za nią pobiec, ale kiedy dotknęła bariery poparzyła się bardzo boleśnie. - Anput wytłumacz to!
Szakala bogini odwróciła się w jej stronę.
- Och, to bardzo proste... wyszłam bo nie zamierzam ratować Ozyrysa.
- Ty podły kundu! - syknęła nie zdając sobie sprawy z tego, że stoi przy niej Anubis.
Z jego gardła wydobył się cichy warkot w stronę Izydy, po czy spojrzał na swoją narzeczoną po drugiej stronie bariery.
- Anu, nie chciej ratować Ozyrysa - powiedziała prosząco i wyciągnęła ku niemu dłoń. - Nie chcę cię tu zostawiać.
- Jak możesz mówić o nie ratunku dla mojego męża! - oburzyła się Izyda.
Reszta bogów patrzyła z zainteresowaniem.
- To jest bez sensowne. Każdy kto zostanie zamknięty w tej skrzyni od razu umiera - powiedziała grobowym głosem. - Dla Ozyrysa nie ma ratunku.
- Więc po co tu ta bariera?
- Na wszelki wypadek... w ciągu dwóch dni, trumna będzie już daleko z tond. Mój tata postara się o to byś nie mogła wskrzesić męża. Anubisie, wrócisz ze mną do świątyni?
Chciał złapać jej dłoń, lecz nie mógł.
- Jesteś zdrajczynią Anput - oznajmiła Izyda.
- Dlatego, że nie zamierzam ratować twojego męża? - zapytała. - Doprawdy, jesteś egoistką - odwróciła się do niej plecami i przeniosła się do swojej świątyni, gdzie czekał na nią Set.
Uśmiechnął się na widok córki.
- Świetna robota! - powiedział siedząc w salonie z kieliszkiem wina w ręku. - Dzięki tobie jestem Faraonem!
- Tylko zrobiłam trumnę - zmarszczyła brwi.
- Dokładnie! - jego uśmiech się poszerzył. - Ty ją zrobiłaś i nałożyłaś na nią klątwę! Zabiłaś go!
- Ale... to ty zatrzasnąłeś wieko trumny - zrobiło się jej słabo.
- Tak, ale to twoja klątwa. Moja mała mordercza córeczka! Nie przejmuj się. Zwalam na siebie całą winę i ogłaszam iż to ja jestem odpowiedzialny za jego śmierć - zaczął się śmieć po czym zniknął.
Anput zemdlała.
Obudziła się leżąc na podłodze salonu. Był ranek. Wstała i jakieś męskie ręce objęły ją w tali. Odwróciła się i zobaczyła Anubisa. Przytuliła go.
- Co robiłaś na podłodze? - zapytał.
- Gdy wróciłam do domu zemdlałam.
- Ale w ciąży nie jesteś?
- Jestem dziewicą - mruknęła. - Jak miałabym być w ciąży?
- Nie wiem - przytulił ją mocniej. - Jestem zmęczony - szepnął i zasnął z głową na jej ramieniu.
Anput podtrzymała go i jakoś udało się jej położyć go na kanapie.
Dwa tygodnie później w Byblos Izyda odnalazła trumnę. Wyciągnęła ją na brzeg i dokładnie zbadała mając nadzieję, że znajdzie przycisk otwierający ją. Zamiast tego znalazła na podstawie mały znak szakala. Jej krew zabulgotała.
Przeniosła siebie i trumnę na brzeg Nilu w pobliżu świątyni szakali i ukryła ją w krzakach. Będąc już w sanktuarium spotkała Anubisa.
- Musisz mi pomóc! - powiedziała. - Znalazłam jego ciało!
Anubis spojrzał na nią jak na wariatkę, ale po chwili wyszedł za nią ze świątyni. Anput za nimi.
Bogini o tęczowych skrzydłach wyciągnęła sarkofag z zarośli.
- Otwórz ją - poprosiła.
- Czemu ja? - zapytał.
- Na trumnie jest twój znak - wskazała na dolną cześć sarkofagu.
- Mój symbol jest inny, ale bardzo podobny - powiedział.
- To mój znaczek - mruknęła Anput. - Ja zrobiłam tę trumnę... po co chcesz ją otwierać? Jest tam coś cennego?
Izyda miała wielką ochotę zamordować brutalnie dziewczynę.
- Tak. Jest tam mój mąż.
- jego zwłoki - poprawiła ją Anput. - Przesiąknięte wodą, wystawione na słońce za dnia i mróz w nocy... ja bym tego nie otwierała...
- Otwórz - rozkazała Izyda.
- Nie.
- Anubis!
Szakal spojrzał na swoją narzeczoną.
- Anput, proszę - ujął jej dłoń i złożył na niej pocałunek.
- Dobrze - westchnęła i podeszła do sarkofagu.
Wokół palców dziewczyny pojawiła się czarna mgła, kiedy dotknęła wieko. Sarkofag sam się otworzył, a fetor był nie do zniesienia.
Po co nakładałam zaklęcie rozkładu? pomyślała.
Niebieskozielone ciało jako tako nie było tak bardzo naruszone, ale woda, wysokie i bardzo niskie temperatury zrobiły swoje.
Anput starała się nie zwymiotować, kiedy Izyda się rozpłakała widząc stan swego ukochanego.
Anubis wziął swoją partnerkę za rękę i zmienili się w szakale po czym wrócili do świątyni. Mieli tylko otworzyć trumnę.
Kiedy oni wracali do świątyni, przy Izydzie, której udało się odnowić ciało Ozyrysa, pojawił się Set.
- No proszę - mruknął. - Nie sądziłem, że ci się uda. I ciało przywróciłaś do normy... jednak bez moich dzieci go nie wskrzesisz. A jak widzisz nie ma ich tu... - Set za pomocą swojej magi poćwiartował ciało brata na kawałki i rozrzucił je we wszystkie strony świata.
Miesiąc zajęły Izydzie poszukiwania. Kierowana miłością do męża znalazła wszystkie jego fragmenty, które zaniosła do świątyni szakali.
Anubis pomógł jej złożyć wszystkie kawałki w ciało i zabalsamował je po czym zmumifikował od stóp po szyję. Anput pomogła im. Przyłożyła nóż do jego ust, oczu, uszu, nosa... odprawiając rytuał ''Otwarcia Ust'' Kiedy przywrócili go do życia ciało zniknęło.
- Co jest! - krzyknęła Izyda.
- Umarli nie mogą powrócić do życia. Ozyrys trafił do Duat.
- I co ja mam teraz zrobić? - zapytała żałośnie.
- Już zrobiłaś swoje - mruknęła dziewczyna. - Teraz czas na mnie i Anubisa - powiedziała.
- Hę? - spojrzał na nią.
- Myślę, że wiem, gdzie jest Ozyrys, ale nie będziemy mogli go sprowadzić - dodała widząc minę Izydy, która po chwili wybiegła ze świątyni. Anubis i Anput przenieśli się do Duat.
Pojawili się przed pałacem z czarnego kamienia.
- Odkryłam to miejsce kilka lat temu, ale nie miałam pojęcia jak się do niego dostać - powiedziała.
Zauważyli Ozyrysa z insygniami królewskimi stojącego przed otwartymi drzwiami.
- Witajcie w domu, moje szakale - uśmiechnął się do nich, a oni spojrzeli po sobie. - Chodźcie - zaprowadził ich do Sali Sądu, gdzie zasiadł na tronie.
- Teraz to ma sens - powiedziała Anput i zarecytowała:
Umarły zasiądzie na tronie
Ten co przez brata oszukany
Złożony w trumnie zostanie
Przez wody Nilu pochwycony
Żona będzie go poszukiwać
Wskrzesi go wraz z szakalami
On na wieki będzie panować
Królestwem zwanym zaświatami
Ozyrys posłał jej uśmiech.
- Tak. Rzeczywiście tak się stało. Witajcie w moim królestwie - powiedział.
~ Zakrwawiony Kapturek


*
-Anpu - Egipskie imię Anubis'a. Używam Anubis w miniaturkach, by było jasne kto to jest. Jednak imię pierwotnie pisane było Inpu/Anpu.
-Miasto Psów - Kynopolis. Miasto w którym czczono Anubisa.
- Anput i Anubis byli małżeństwem. Dziś nie mówi się o szakalogłowej bogini, dlatego, że nie jest tak znana jak Anubis. Nie ma również nic w Egiptologiach, tylko urywki.
-Pies Faraona - Rasa psa. Zdj:
- Według niektórych źródeł nie był to sarkofag, lecz skrzynia
Zajebista miniaturka
OdpowiedzUsuń