- Ty tyle spałaś, ja się obudziłam jak twój chłopak wychodził. - Powiedziała Włóczykij i dotknęła rozciętego wcześniej miejsca. Pulsowało.
- A jak u ciebie? Głowa w sensie czy mniej boli... no i ogółem. - Spytała Victoria.
Ciemno-niebieskowłosa dziewczyna ziewnęła lekko.
- Lepiej, chyba dzisiaj stąd pójdę. Nie lubie siedzieć bezczynnie.
- Żadna nowość...- Mruknęła Vic. - Czemu ciagle masz pofarbowane włosy? W ogóle jaki jest twój naturalny kolor?
- Jestem szatynką. A farbuje, bo po prostu lubie. Też fajnie się tak wyróżniać z tłumu.
- I bez tego się wyróżniasz.
- No wiesz ty co?! Pfff.
Vicka zachichotała widząc jej naburmuszoną minę.
- To był komplement. Rzadko spotyka się osoby... tak szczere.
- Yhym.
Na chwilę zapadła cisza. Lecz nie na długo.
- Co ci z plecami?- Spytała Włóczykij.
- Bolą.- Na tę odpowiedź Meriel przewróciła oczyma.
- Nooo co tyyy. Nie wiedziałam. Serio?! Oh jejuniu.- Ironizowała.
- Jeff ma racje, naprawde jesteś Panią Ironią. Po prostu mi krwawią.
- Dlaczego?
- Bo tak.
- Dlaczego?
- Nie powiem.
- Dlaczego?
- Bo nie.
- Dlaczego?
- Kurde jaka ty jesteś upierdliwa!
- No przecież wiem- Włóczykij uśmiechnęła się szeroko.- No to dlaczego ci krwawią?
Victoria milczała chwilę i patrzyła z niepewnością w oczach na towarzyszkę. Powiedzieć prawdę czy skłamać? Córka Nike wstała powoli z łóżka i zakrywając nagi przód, odkryła plecy, na których ziołowa papka powoli się odrywała.
- Tatuaż?- Zapytała.
- Tak. To przez niego.- Odpowiedziała ubierając z powrotem szlafrok.
Włóczykij zamyśliła się na chwilę i łączyła wątki. Córka Nike. Nike?.. Nike!
- To odziedziczenie po twojej matce prawda? Albo dar dany w dzieciństwie. Raczej dar.- Z powrotem się zamyśliła.- A może ... bolą cię tak, bo... chcą się wydostać?- Spojrzała swoim przenikliwym wzrokiem na Gloom.
- Być może ...- Odparła z wahaniem.- Możemy porozmawiać o czymś innym? Proszę.
- Yop. Hmmm, to może się lepiej poznamy?
- Czyli podstawowe pytania, tsa? No okej.- Zgodziła się córka Nike.
- No to tak... Ulubiony kolor? Albo kolory.
- Czarny, złoty, czerwony, zielony. A ty?
- Niebieski, szmaragdowy, malachitowy, morski no i słonecznikowy.
- Gdybym nie była kobietą...- Obie się zaśmiały.- Ulubione zwierzę?
- Konie, pegazy, hipokampy, orły, ogółem kocham wszystkie zwierzęta.
- Krowy też?
- Krowy są super! Jeździłam nawet na jednaj. - Uśmiechnęła się kącikiem ust Niebieskowłosa.- A ty Victoria?
- Lubie psy, pegazy... konie.- Zrobiła chwilę ciszy.- Fajny jest wiewiór mojej siostry.
- Haha a no.- Włóczykij usiadła po turecku na łóżku, nie zwracając na lekkie zawirowania obrazu.- Masz jakieś zainteresowania?
- Pomyślmy... Ubóstwiam jazdę na moim pegazie, uwielbiam walczyć na miecz - Podrapała się po głowie. - I sztylety. Czasami lubie też coś naszkicować, ale tylko zwierzęta.
- Co ty gadasz?! Ja też lubie rysować, nawet kocham. Portrety najbardziej. - Zrobiła chwilę ciszy i spojrzała na dziewczynę obok, która patrzyła na nią z wyczekiwaniem i iskierkami ciekawości jak i radości w oczach. - Pokochałam jazdę na Venorze, czytanie, pływanie, walkę na sztylet, strzelanie z łuku. - Nagle zrobiła bardzo niezapokojoną minę.
- Co ci? - Spytała Victoria widząc jej twarz.
Włóczykij poklepała się po kieszeniach i z ogromną ulgą, wyciągnęła z tylnej kieszeni, niebieski kamyk. Uśmiechnęła się i pogładziła kciukiem.
- Co to za kamyk?- Zaciekawiła się towarzyszka.
- To mój łuk. - Widząc jej niedowierzającą minę, dodała.- Kiedyś ze złości cisnęłam nim o ścianę i on rozpadł się na dwie części. I one zaczęły przeistaczać się w łuk i kołczman. Zresztą popatrz.
To mówiąc upuściła lekko kamyk na ziemię, a ten od razu przeistoczył się w pięknie rzeźbiony łuk i dobrze zrobiony kołczman.
- Niesamowite...- Szepnęła jak zauroczona Vic.- A co zrobić by wróciło do...
- Do pierwotnego kształtu? To.- Podniosła łuk i nacisnęła niebieski, mały guziczek i z powrotem stał się kamień.
- Super. A dlaczego na chwilę zrobiło mi się ciemno przed oczami jak rozbiłas go i tak samo gdy zrobił się cały?
- Nie wiem.- Westchnęła i schowała kamyk. - Mnie oślepia bardzo jasne światło.
Znów nastała pomiędzy nimi cisza, która została przerwana przez nagłe otwarcie drzwi,w których pojawiła się na oko dwunastolatka.
- Przepraszam, czy jest tu kktoś zz...- Nie dokończyła, ponieważ dalszy ciąg jej słów przerwał szloch. Starsze dziewczyny spojrzały dokładniej na nią.
- Na Posejdona! - Włóczykij wstała szybko z łóżka i chwiejąc się podeszła do czarnowłosej i uklękła przed nią.
- Jak to się stało? - Zapytała miękkim głosem, co aż ździwiło Victorie. Córka Nike dopiero teraz spostrzegła, że ta mała ma całe rozdarte ramie, a w niektórych miejscach głębokie szramy.
- Przewróciłam się ww zzbrojowniii na sprzęt.
- Chodz, połóż się dobrze?- Dwunastolatka pokiwała głową i położyła się na łóżku. Victoria wstała i poszła do drugiego pomieszczenia, sprawdzić czy ktoś tam jest.
- Cameron.- Powiedziała do blondyna.
- Co jest?
- Chodź.
Gdy weszli do Izby, chłopak od razu podbiegł do małej dziewczynki z opatrunkami i ambrozją. Włóczykij zaś podeszła do kranu i przemyła lekko poplamione krwią ręce. Następnie usiadła na swoim łóżku i upiła kilka łyków nektaru.
- No dobra. To ja ide- Oznajmiła.
- Co?! Gdzie niby?- Zapytała zdezorientowana Vic.
- No... do domku. Nie zamierzam dłużej tu siedzieć. Chcesz iść ze mną? Victoria przez chwilę się zawachała, ale ostatecznie skinęła głową, że się zgadza.
Wyszły z budynku i szybkim krokiem, bo takie tempo narzuciła niebieskowłosa, doszły do posejdonowego domku.
Włóczykij od razy rzuciła się w stronę swojego łóżka i przytuliła do miękkiej podusi.
- Raju, stęskniłam się za tym łóżkiem.
- Takie sobie.
- No wiesz ty co?! Uraziłaś je.- Meriel teatralnie otarła łzę z oka, na co Victoria wybuchnęła śmiechem.
- Jesteś dziwna.- Stwierdziła córka Nike.
- No przecież wiem. Od dawna..., ale wiem!- Zrobiła głupią minę, na co Vic zachichotała.- Gramy w dziesięć pytań?
- E?- Uniosła brew na znak zapytania.
- No zadajemy sobie dziesięć pytań i odpowiadamy na nie szczerze. Kumasz?
- No w miare. To zaczynaj.- Uśmiechnęła się i usiadła na miękkim dywanie.
- Ile miałaś chłopaków?.
- Emm... wcześniej, ale to było dawno, miałam dwóch. No a teraz mam Alexa.- Zamyśliła się na chwilkę.- A może trzech...? No mniejsza. Teraz ja. Jak to się stało, że z Jeffem tak bardzo się zżyłaś?
- No na początku, to trochę sztywno było. Potem do niego zagadałam i od razu poczułam do niego sympatię, zresztą i vice versa. Coraz więcej gadaliśmy... no i mniej więcej powstała pomiędzy nami więź, jaka powstaje między rodzeństwem.
- Rozumiem... Czemu od razu rzuciłaś się tej małolacie na pomoc?
- O tę w Izbie? To Marika, córka Afrodyty, pomogłam jej od razu, ponieważ lekko się przestraszyłam, że może jej się coś poważnego stać.- Włóczykijowi zamglił się na chwilę wzrok, a po krótkiej ciszy zaczęła opowiadać. - Jak miałam sześć lat, poznałam w wakacje Annie. Jakoś tak wyszło, że zostaliśmy przyjaciółkami. Pfff, ale trwało to tylko rok.
- Czemu? - Spytała Vic marszcząc lekko brwi.
- Bo ona była wariatką. Na każdym kroku robiła sobie jakąś krzywde. Ręce, nogi, brzuch i tak dalej miała bardzo pobliźnione. To przez nią stałam się rzekomo opiekuńcza w stosunku do młodszych- Uniosła prawą część górnej wargi do góry na znak zirytowania i lekkiego smutku.- Zawsze miałam przy sobie bandaż.
- No i co dalej? Mówiłaś, że krótko się...
- No tak, wpadła pod samochód. - Przerwała jej. Gloom zrobiła wielkie oczy na to stwierdzenie i powage jej przyjaciółki. Przyjaciółki? Moge ją tak nazwać? Hmmm... uratowała mnie przed upadkiem dzięki córce Irys... mimo że byłam dla niej czasem zbytnio chłodna, to ona ciągle do mnie gadała... Dziwna jest, nawet z Jeffem i Olafem sie dogada...
- A ty co na to?
- Ja?- Niebieskowłosa uniosła brwi.- Płakałam przez kilka dni, potem mi przeszło. Stałam się otwarta i towarzyska... sama widzisz. Ale tam, przejdźmy do gry. Teraz ja. Czemu byłaś do mnie negatywnie nastawiona, gdt dowiedziałaś się, że jestem Jego córką? - Mówiąc, to zmierzwiła swoją długą czuprynę. Brązowowłosa przymknęła na chwilę oczy i po chwili rzekła.
- Dlatego właśnie, że zostałaś jego córką. Posejdon! Jeden z największych bogów, władca mórz... ehh... nie lubię tych przechwałek, ale ty jesteś spoko. Na jaki kolor chcesz teraz pofarbować włosy?
- Eee... wiesz mam całą paletę barw, więc ...
- Serio? Całą? - Zaciekawiła się Victoria.
- Dosłownie.- Otworzyła kufer i wyjęła kosmetyczkę na farby. Było tam pełno tubek o różnych kolorach.
- Błękitny. - Rzekła po chwili Meriel, na ci Vicka zachichotała.- No co?
- Haha serio? Nie no spoko.
- A ty?
- Co ja?
- Jaki byś chciała?
- Ale ja naprawdę...
- Cicho, wybierz sobie i idziemy farbować. Później dokończymy grę.
- No to czarny.
Włóczykij uśmiechnęła się i pociągnęła Victorie na zewnątrz.
* * *
Dwóch nastolatków siedziało na balkonie oglądając zachód słońca. Blond włosa dziewczyna spojrzała na ciemnoskórego chłopaka. Tym razem przyjrzała mu się dokładniej. Miała nadzieję ujrzeć w Duat pewnego bladego chłopaka, ale niestety ujrzała tylko lekko fioletową mgłę.
- Walt - Szepnęła przerażona.
- Co jest Sadie?- Spojrzał nań zaniepokojony jej miną.
- Nie widzę Anubisa w Duat.
* * *
- Co moje oczęta widzą! - Zakrzyknął Gaba podczas kolacji, gdy do stołówki weszły dwie dziewczyny.
- Chyba kogo Gabrielu.- Rzekła Włóczykij poprawiając swoje rozpuszczone, błękitne włosy.
Chłopak zrobił oburzoną minę.
- Nie mów do mnie pełnym imieniem! Jestem Gabuś. Panno Włóczykijówno.- Przytulił przyjacielsko do siebie i posadził oburzoną na kolanach. Victoria widząc to zaśmiała się głośno i usiadła obok Lucy, która także chichotała. A Pizduś głową siedział w misce i jadł płatki. Do pomieszczenia wszedł lekko zaspany Terren. Ale wnet się obudził, gdy zobaczył, że jego dziewczyna siedzi na kolanach brata. Co z tego, że miała innego koloru włosy, ONA siedziała na JEGO kolanach i sie śmiali.
Niczym byk, który ujrzał czerwoną płachtę, ruszył w kierunku stołu numer siedemnaście. Stanął niepostrzeżenie za parą, przy okazji kiwnął wychodzącemu rodzeństwu Nemezis.
- Gaba puść mnie!- Warknęła zirytowana Włóczykij.
- Najpiejw przeproś, że nazwałaś mnie pełnym imieniem! Nie lubie go...
- Od tygodnia, bo cie tak spławiła jedna od Demeter.- Powiedziała Lucy. Włóczykij zaczęła się przeraźliwie rechotać, co było zaraźliwe. Po chwili przy stole Nike się chichrał.
Terry, który był dalej zagniewany, chrząknął głośno. Jak na zawołanie, każdy ucichł i odwrócił się w jego strone.
- Terry!- Błękitnowłosa cudem wyrwała się Gabrielowi i rzuciła w objęcia swojego chłopaka. Ten sztywno odwzajemnił uścisk.
- Co ci? - Zaniepokoiła się Włóczykij.
- Możemy pogadać?
- Jasne. Chodź. - Wyszła na zewnątrz i usiadła pod drzewem, ponieważ głowa dawała o sobie znać. But stanął nad nią z zalożonymi rękami.
- Co to było? -Spytał.
- Konkretniej? Bo nie wiem nawet o co ci chodzi.
- O co chodzi? To ja się pytam! Czemu siedziałaś na kolanach Gaby?!
- Sam mnie na nie posadził. - Tym razem to ona podniosła lekko głos.
- "Gaba puść mnie."- Zacytował ją piskliwym głosikiem- Uśmiechałaś się tak jakbyś wcale nie chciała by cie puszczał!
- Możesz przestać?! Dopiero co wyszłam z Izby Chorych, twoja siostra poprawiła mi humor, a Gaba o wiele bardziej dzięki przekomarzaniu się! Ale nie! Ty musisz widzieć w tym aspekty zdrady, bo jakże byłoby inaczej?! Czy ja coś takiego robie, gdy widzę ciebię, kiedy gadasz z jakąś dziewczyną? Nie. A wiesz czemu?- Spokrzała na niego zmrużonymi oczami, które zaczynały się jasno świecić. Włóczykij to poczuła. Dzięki tato.- Bo ci ufam, ty zadufany w sobie człowieku! A brałeś pod uwagę, że to twój brat i on by ci nic takiego nie zrobił?
- No o.. ww sum..- Jąkał się.
- Cóż za elokwencja! Nie ma to jak dopiero teraz błędy dojrzeć, co nie?
Zastanów sie Terren. Cześć.- Odeszła, zostawiając bladego jak ścianę chłopaka.
Postanowiła odwiedzić stajnie.
Gdy doszła do boksu własnego pegaza, nie zastała tam jej.
Dopiero po chwili przypomniała sobie,że nikt nie złapał Nietoperzastej. Wyszła więc ze stajni i poszła na pobliską polane, tuż obok pól truskawek.
- Venora!- Zawołała. Odpowiedziała jej cisza.
- Venka! Nietoperzu! - Nie przestawała wołać.
Po dłuższym czasie zrezygnowana udała się z powrotem do swojego domku była przy domku dziewiętnastym, gdy usłyszała dzwon, który sygnalizuje cisze nocną i tym samym... wypuszczenie harpii.
Nie minęła chwila i ją znalazły, więc puściła się sprintem. Była przy domku Nike, gdy nagle usłyszała, że ktoś ją głośno nawołuje. Przebiegła jeszcze kawałek i dopiero zorientowała się, że to z domku Nemezis wolą ją Jeff. Skręciła ostro w tamtą stronę i schyliła by uniknąć potężnego zadrapania. Teraz goniły ją trzy harpiątka i wszystkie trzy się darły niesamowicie, że Włóczykij miała chęć by przestać biec i się położyć i zatkać uszy przed tym dźwiękiem.
Kilka kroków i skoczyła gwałtownie w otwarte drzwi i wyłożyła się jak długa na podłodze. Młodszy syn Nemezis zamknął szybko drzwi i uciekł za kotarę,zaś starszy podszedł do Włóczykija i podał rękę by wstała.
- Dzięki- Ledwo wysapała i przytuliła się do niego.
- Nie ma sprawy. - Odwzajemnił uścisk i zaprowadził do jednego wolnego łóżka. - Gdzieś ty była? Mogły cię zabić. - Ujrzała w jego jasnych oczach troskę.
- Poszłam szukać Venory.
Pokiwał głową ze zrozumieniem.
- Słyszałem waszą kłótnie.
Na te słowa błękitnowłosa zmarkotniała.
- Możemy o tym nie mówić? Prosze.
- Spoko. No to... jak głowa?- Uśmiechnął się szeroko widząc, że zachichotała.
- Lepiej... Bywało gorzej Jeffie.- Zamilkli na chwilę. - Ravi czemu sie chowasz?
- Bo...e...api..- Wymamrotał zza parawanu.
- Czego ty tam mamroczesz młody? - Spytał Jeff.- No wyjdź już.
- To mógłbyś powtórzyć Ravi?- Spojrzała na niego łagodnym wzrokiem.
- No bo ja.. bojeęę się harpi...- Zawstydzony opuścił wzrok. Jeff zachichotał, ale szybko przestał bo Włóczykij dała mu sójkę wbok.
- Nie ma się co wstydzić Ravczi.- Specjalnie urzyła zdrobnienia.- Ja naprzykład boję się robactwa, a szczególnie pająków.
- Serio? -Jeff zrobił głupią minę.
- Serio, serio. Możemy się położyć?
Po kilku minutach wszyscy słodko zasnęli. Niestety nie tyczyło się to Terrego...
* * *
- Śmiertelność! A też sobie wymyślił!- Wkurzał się Walt. Sadie ściskała mu pocieszająco rękę. Ona czuła się gorzej od niego. Anubis z nią zerwał.
- Teraz Anput i jeszcze Anubis będą mnie podtrzymywać dzięki jakimś częścią czegoś tam... Sadie? Ej Sadie? Ja tu jestem.
- Powiedział mi na osobności, że to było tylko zauroczenie. ZAUROCZENIE. - Kilka łez popłynęło jej po policzku.
- Sadie nie płacz. Masz mnie moja blondynko.- Pocałował ją krótko w usta.
- Ale ja kocham was obu... ciężko mi b...
- Ciii, nie myśl o tym Sadie. Proszę.
* * *
- Ale jej powiedziałeś bracie! - Zaśmiała się radośnie.
- Powiedziałem prawde... nie wiem o co ci chodzi Anput.
- Buahaha! Jej mina! - Naśmiewała się dalej- Oj braciszku, przecież wiesz jak jej nie lubiłam.
- No wiem- Westchnął ciężko i odszedł do swojego pokoju. Rzucił się na łóżko i po paru minutach zasnął śniąc o kimś...
* * *
Jeżeli nie będzie tu żednego komentarza, to nie dodamy kolejnego rozdziału.
#Włóczykij.
ANUBIS

ciekawy i nudny
OdpowiedzUsuńale też zajebisty :)
OdpowiedzUsuń