Pierwsze promienie słońca przebijały się przez rolety, rażąc i zarazem budząc dorosłą kobietę. Ta mruknęła z niezadowolenia i przeciągnęła się rozkosznie, mrucząc przy tym jak kot. Gdy już w pełni obudzona, zorientowała się, że ktoś tuli się do niej jak do pluszowego misia. Uśmiechnęła się z czułością, patrząc na swojego męża, który cicho pochrapywał. Patrzyła tak dłuższą chwilę, aż w końcu nie wytrzymała i złożyła na jego ustach czuły pocałunek, który został natychmiastowo oddany.
-Mmm, kocham być tak budzony.- Zamruczał jej do ucha, drażniąc je nosem. Pocałował delikatnie szyję żony i zchodził coraz niżej z pocałunkami by po chwili znów wpić się namiętnie usta ukochanej. Ta z radością poddała się pieszczotą.
Ale niestety ktoś pokrzyżował ich dalsze plany i w sąsiadnim pokoju rozległ się płacz dziecka.
Odklelili się od siebie niechętnie i spojrzeli sobie w oczy, które przesiąkały miłością.
-Ja pójdę- Powiedzieli w tym samym czasie. Zachichotali, kobieta po chwili wachania ucałowała męża w nos i wstała z łóżka by po chwili skierować się do pokoju syna. Podeszła do łóżeczka i wyciągnęła roczne dziecko, biorąc je w ramiona i tuląc do siebie.
-Zgłodniałeś co Clamer? No chodź na opa zaraz cię nakarmimy.- Cmoknęła chłopczyka czule w czoło i razem skierowali się do kuchni ,gdzie kochany małżonek smarzył naleśniki na śniadanie.
-No kogo ja widze, mój pierworodny- Uśmiechnął się promiennie na widok żony niosącej syna.- A oto naleśniki dla kochanej i kaszka dla młodszego.
-No no, utyjesz mnie kochanie.- W jej oczach zajaśniały wesołe ogniki.
-Ja? Jakże bym śmiał.-Uśmiechnął się ironicznie.
- Apropo grubości, mam coś dla ciebie.- To mówiąc skierowała się do salonu. Zdziwiony, wzruszył tylko ramionami i zaczął karmić synka. Po jakimś czasie
, czyli skończył karmić dziecko, wróciła jego miłość niosąc w rękach mały pakunek. Uśmiechnęła sie cwaniacko i wręczyła mu daną rzecz.
Zainteresowany powoli zaczął odpakowywać prezent, w chwili gdy zobaczył zawartość pojemnika, zaniemówił.
-Czczy to...?
-Tak, to są dziecięce buciki.- Odpowiedziała za niego.
Spojrzał na nią z łzami szczęścia w oczach, podobny prezent dostał rok temu. Był to śliniaczek do jedzenia dla dziecka, prezent pod choinkę. Cieszył się jak głupi.
-Czwarty tydzień- Odpowiedziała zanim zdążył zadać pytanie.-Nie ciesz...- Przerwał jej początek monologu namiętnym pocałunkiem. Owinął swoimi ramionami jej biodra i uniósł, kręcąc się razem z żoną dookoła. Roześmiała się serdecznie, jej serce opływało szczesciem, że jej małżonek tak pozytywnie to przyjął. Tej scenie z zaciekawieniem przyglądał się Clamer, chciał zwrócić na siebie uwagę lecz zrezygnował z tego widząc tate, który podnosi mame i ją obkręca.
-Dlatego nie żałuję, że straciłem nieśmiertelność panno Włóczykij-Oznajmił jej, a po chwili milczenia ddodał- Kocham cię Meriel
-A ja nie żałuję, że wyszłam za ciebie mój ty Anubisie. Też cię kocham.- Odpowiedziała złączając ich usta w delikatnym lecz subtelnym pocałunku.
* * *
Krótka miniaturka, nie powiem że nie.
A właśnie! Z okazji Świąt chciałam ( no Kapturek też) złożyć Wam najserdeczniejsze życzenia i przepysznych potraw. Także... Wesołych Świąt !!! ;*
#Włóczykij.
Acha ciekawa miniaturka
OdpowiedzUsuń