piątek, 16 stycznia 2015

Rozdział X cz.III

Gdy zasnęła...
Znajdowała się w jakiejś bogato zdobionej sypialni, która zawierała dużo akcentów z tematyki morskiej. Obejrzała się po pomiejszczeniu i ruszyła powoli w kierunku drzwi, kiedy już prawie dotykała klamki, drzwi gwałtownie się otworzyły stanął w nich w średnim wieku mężczyzna ubrany w skórzane sandały,  bermudy w kolorze khaku oraz hawajską koszulę. Jego skóra była opalona, z wyglądu przypominał wytrwałego rybaka. Włosy miał czarne, a oczy... mieniły się dwoma kolorami morskim u stalowym, migotały tam wesołe i zaciekawione ogniki. Włóczykij stanęła jak wryta i patrzyła na przybysza z otwartą buzią i wielkimi oczami. Ten widząc jej minę uśmiechnął się szeroko, zamknął za sobą drzwi i usiadł na sofie zdobionej bursztynem i patrzył intensywnym wzrokiem na dziewczynę.
-Kkim jesteś? -zająkała się lekko pytając. - I co ja tu robie?
-Jesteś w pokoju gościnnym w moim pałacu-Wyjaśnił. Po chwili myślenia,  uśmiechnął się smutno i dodał- Podobnaś do matki.
Zrobiła niedowierzającą minę i podeszła szybkim krokiem do kanapy i usiadła na niej obok rybaka.
-Znałeś moją matke?! Odpowiedz!-Zarządała. Ten widząć jej postawę zdziwił się przeogromnie. Chyba nie wiedziała do kogo mówi ...
-Znałem. Bardzo dobrze znałem... Ale niestety nie mogę ci o niej mówić. To...zakazana miłość. Zostałem surowo ukarany za zadawanie się z nią. Ja z innego świata i ona. Przysięgniłem na Styks, że nie będę o niej tobie opowiadał. Wystarczy, że pozostawiła po sobie stałą pamiątkę. -Spojrzał znacząco na dziewczynę. -Teraz już wiesz kim jestem Meriel?
Przez chwilę milczała łącząc wątki. Lecz po chwili dostała olśnienia.
-Tata? Posejdon?
Uśmiechnął się ponuro.
-Przypominasz ją,  choć rysy twarzy i oczy masz po mnie.
-Czemu... czemu dopiero teraz mi się ukazujesz? Żadnego znaku, nic. Wiesz co ja przeżywałam u ciotki?! Ona o mnie nie dbała wogóle!  Nawet jako dziecko oddawała mnie do sąsiadki. Nigdy nie poznałam ciepła rodzinnego...-Z jej oczu popłynęła samotna łza.  Posejdon starł ją kciukiem i najzwyczajniej w świecie przytulił. Pachniał morzem. Oderwała się od niego i spojrzała ojcowi w oczy, które wyrażały troskę.
-A tak wogóle to po co mnie tu sprowadziłeś?-Spytała.
-By porozmawiać twarzą w twarz, a raczej poznać. I dać ci pewien podarek... a mianowicie mgłę z oczu i będą ci się one mocno jarzyć. Pod wpływem silnych, negatywnych emocji z twoich oczu będzie wydobywać się mgła.A jak to będą ci się tylko jarzyć... to są to pozytywne emocje. I nie, nie zdradzę w jaki sposób to będzie działać. To będzie zagadka.-Uśmiechnął się cwanie i dodał-Zaraz się obudzisz... muszę tylko dodać iż musisz poznać swoich braci.-Uśmiechnął się.  Obraz zaczynał się powoli zamazywać, a gdy prawie już nie widziała swojego taty usłyszała.
-A może w moim kolorze włosów będzie ci lepiej?
Otworzyła szeroko oczy, gdy poczuła,  że zlatuje z łóżka na twarz. Wstała pocierając nos i przeciągnęła się rozkosznie. Zmarszczyła nagle brwi przypominając sobie sen, ojca, rozmowe, podarunek... Właśnie podarunek! Jednym susem doskoczyła do lustra i pierw spojrzała na swoje włosy, które były...czarne jak włosy Posejdona!  A oczy... normalnie. Uczesała się szybko swoje włosy,  które za każdym razem układały się inaczej. Ubrała się w pierwsze lepsze cichy i wybiegła ze swojego domku na osłonecznione podwórko. Była pora śniadania. Jak burza, pędem ruszyła w stronę jadalni, wpadła gwałtownie przez drzwi, potykając się o próg i przy okazji ściągnęła na siebie uwagę wszystkich osób w pomieszczeniu. Uśmiechęła się szeroko.
-No cześć wam.-Odpowiedziały jej prawie wszystkie osoby. Usiadła przy swoim stoliku i od razu zabrała się za jedzenie.
Szybko uporała się z potrawą, pijąc rozglądała się po twarzach zgromadzonych, widziała radosne twarze, roześmiane, ale jedna osoba przykuła jej uwagę,  od niej namacalnie emanował smutek. Jonathan. Spoglądała tak na niego sącząc sok, aż nagle ich spojrzenia się spotkały. Chłopak jeszcze bardziej posmutniał i odwrócił wzrok, wybijając go w talerz. Powinna z nim pogadać... już od dawna się na niego nie złościła, po prostu jej duma ucierpiała by. Jeff szybko wstał od stołu i skierował się ku dworowi. Włóczykij szybko odstawiła szklankę i pobiegła za panem Jockerem. "Chrzanić ego" powiedziała sobie w duchu.
-Ej, Jeff! Jeff!-Wołała za nim lecz ten uporczywie szedł dalej- Storm do cholery!
Zaskoczony odwrócił się,  pierwszy raz ktoś powiedział do niego po nazwisku, Włóczykij biegła w jego stronę. Dostała minimalnej zadyszki.
-Tak?-Spytał uprzejmie.
-Ja..ja..-Zrobiła niezadowolony grymas, nie lubiła przepraszać- Przepraszam...-Mruknęła.
Zrobił zdziwioną minę,  tego się nie spodziewał.
-To raczej ja powinienem przeprosić. To ja...- Zakryła mu usta ręką uciszając jego dalszy monolog.
-Zamknij się już- Zaśmiała się szczerze i przytuliła się przyjacielsko, szczęśliwy że odzyskał przyjaciółke, uśmiechnął się szeroko i odwzajemnił uścisk. Odsunął ją od siebie i spojrzał nań.
-Eee... czemu lekko ci oczy..eee się tak błyszczą?-Wyciągnęła z kieszeni podręczne lusterko i przejrzała się. Faktycznie. Jej oczy stały się świecące. Spojrzała na Jeff'a, który miał niezrozumiałą minę i opowiedziała mu swój sen. Ufała mu, tak samo jak Olafowi.
-I co o tym sądzisz? -Spytała gdy skończyła opowiadać.
-Dziwne, że wogóle cie dotknął. Bogowie zazwyczaj nie okazują uczuć względem swoich dzieci...-Porozmawiali jeszcze chwilę,  a potem Włóczykij pożegnała się i skierowała ku stadninie. Miała zamiar dzisiaj wypuścić Venore, nie może być ciągle zamknięta. Szła szybkim marszem nucąc wesołą melodnie, gdy weszła do stajni zauważyła Victorie.
-Ooo, kogoż moje oczęta widzą!  Panna-Córka-Nike we własnej osobie.-Uśmiechnęła się.
-A to ty...cześć Panno-Zwiej-Mnie-Włóczykij. -Odwzajemniła uśmiech.
-Jak się czujesz?
-Bywało lepiej, ale nie narzekam. Słyszałam, że ty z moim bratem, ta?
-Tak wyszło-Włóczykij podrapała się po głowie. -Ide z Venorą pospacerować. Idziesz z nami?
Vic wahała się, w sumie czemu by nie... polubiła Włóczykija.
-No dobra... -Nie dokończyła, ponieważ dziewczyna zniknęła w ostatnim boksie. Po chwili już wychodziła ze swoim pegazem.
-To ja czekam na zewnątrz. -Oznajmiła. Gdy razem z pół koniem podeszła do wysokiej trawy, Venora z rozkoszą rozprostowała swoje nietoperzowe skrzydła.
-Yhh w końcu.-Mruknęła.
-Nie dziwię się. Nie chciałabym być ciągle zamknięta.
-Dlatego jestem ci stokroć wdzieczna Meriel.
-Skąd znasz moje imie?
-Jak ty słyszysz moje myśli, to daleczego ja twoich nie moge? Hmm? Dobra daj mi się nacieszyć o i pogadam sobie z Darknessem...
Włóczykij tylko prychnęła pod nosem i razem z Vic, która w między czasie doszła, poszły na spacer gadając wesoło.
Nie liczyły czasu, ale wiedziały że opuściły porę obiadową. Postanowiły odprawić konie spowrotem do swoich mieszkanek i razem pójść na kolacje. W połowie drogi spotkały Terrego, który przywitał się z Włóczykijem czułym pocałunkiem w usta, na ci Victoria prychnęła.
-Gdzieś ty była cały dzień?  Szukałem ciebie.-Spytał i wyjaśnił krótko.
-Eem.. zeszło mi troche czasu jak z Jonathanem gadałam... a potem byłam z Hurtownią na spacerze.-Uśmiechnęła się ironicznie. -A to jakaś spowiedź?
-Nie nie. Skądże. -Obiął ramieniem swoją dziewczynę- Zmieniłaś znowu kolor-Stwierdził.
-Problem?-Warknęła.-Vic usiadziesz może ze mną,  hmm?
-Wybacz, ale musze z moimi dziecinnymi braćmi usiąść i ich znosić. -Terr zrobił oburzoną minę. Po chwili cała trójka zaśmiała się. Gdy weszli do stołówki i każdy z nich usiadł na swoje miejsca, czekali aż dostaną sztućce i talerze. Włóczykij zdecydowała się na pierogi...
W połowie jedzenia przyszedł i usiadł obok niej Olaf.
-No witam Włóczykija. I smacznego- Dodał.
-Dzięki Olafie. Cóż cię do mnie sprowadza? -Zapytała oficjalnie. Zachichotał cicho.
-A nic ciekawego, nowego...
-Jak to nic nowego?  Końcówki znów na niebiesko pofarbowałeś!-Przerwała mu.
-Ooo, jednak zauważyłaś.- Lekko mu usta drgnęły w uśmiechu.-Wiesz Lytos ponoć znalazł kolejnego herosa.
-Tak? Fajnie. -Po chwili jednak wstała,  wzięła jednego pieroga i wrzuciła go do ogniska.-Smacznego tato-Mruknęła bardzo cicho i po chwili dało się wyczuć zapach morza.
-Dla ojca?-Spytał Olaf, gdy już wróciła na miejsce.
-Tsa, miałam ostatnio sen...-I zaczęła opowiadać mu to samo co Jeffowi.
-Zadziwiające...-Miał zdziwiony wyraz twarz-Takie coś to rzadkość.  Mówię ci!

I tak im minął wieczór,  na rozmowach. 

           
                                * * *
#Włóczykij
Proszę o pozostawienie komentarza.

1 komentarz:

  1. Hejka :D Nominuję cię na Liebster Award XD
    Informacje znajdziesz tu:*------> https://gdzie-swiatlo-nie-zawsze-oznacza-dobo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń