środa, 28 stycznia 2015

Rozdział XIII


  Zapukał z lekkim wachaniem i po chwili wszedł do pokoju siostry, która leżała na brzuchu na łóżku czytając jakąś książkę. Jej długie, czarne włosy jak wzykle rozpuszczone zakrywały dziewczynie plecy. Spojrzała na niego kątem oka i powróciła do lekturki. Anubis usiadł obok niej na łóżku zpychając  jej białą szakalicę, która warknęła cicho i poszła na swoje posłanie. Anput westchnęła zamykając książkę.
- Czegoż chcesz, braciszku? - zapytała.
- No więc... niedługo zniknę na jakis czas... i ktoś musi przejąć moje obowiązki...
- Chyba śnisz, że to będę ja - patrzyła na niego uważnie swoimi intensywnie niebieskimi oczami.
On zaś spuscił wzrok, a gdy spojrzał na nia miał maślane oczka i minę zbitego szczeniaczka.
- Anubis, nie rób tak - mruknęła.
Chłopak się uśmiechnął słabo.
- Rozmawiałem z Ozyrysem - zaczął. - Jak wiesz nudzi mnie to wszystko...
- Tsa, wiem. Marudzisz za każdym razem kiedy do mnie przychodzisz.
- Anput, ja prawdopodobnie...
Sis patrzyła na niego ze smutkiem.
- Co? - pisnęła. - Nie możesz!
- Ale ja mam tego dosyć, Anput!
- Anu... - łza spłynęła jej po policzku, nie chciała, by brat i jedyny przyjaciel ja opuszczał.
- Sis... - spojrzał na nią z troską w czarnych oczach.
Nie lubił widzieć jak Anput się smuci. Nie znosił tego. Pamiętał jak się z nią kłócił, gdy byli jeszcze małymi dziećmi, kiedy ona wrzuciła go w muł Nilu. W tedy jeszcze nie był skazany na wieczne osądzanoe dusz. Oczywiście z początku to uwielbiał, a teraz, po wojnie z Apopisem, uznał to za idiotyczną rutynę.
- Znowu poszło o ta głupią Sadie? - zapytała, a imię dziewczyny wymówiła z obrzydzeniem.
- Nie przypominaj mi o tym irytującym, krzykliwym, blond stworzeniu - jęknął.
- Wybacz...
- Nic się nie stało - westchnął. - Ale, ja mam na serio dosyć... nie martw się... chyba pozwolą ci mnie odwiedzać...
- Skoro przejmę twoje obowiązki... a ty bedziesz śmiertelny... w końcu umrzesz... wiesz, że nie chcę osądzać twojej duszy... chyba, że po śmierci znów staniesz się bogiem.
- Wątpię. Ale za to teraz ty będziesz bogiem śmierci.
- Od urodzenia jestem boginią umarłych.
- Ale teraz będziesz główną.
- Ludzie będą mnie nazywać Anubisem, Anubisie... nie chcę być nowym Anubisem.
Przytulił siostrę, a po chwili oberwał poduszką.
- A to za co?!
- Za to, że zrzucileś Kirę z łóżka! - znów go uderzyła, a on zabrał jej puchową broń, ale w głębi duszy czuł ulgę ze zmiany tematu. Ona wzięła drugą poduchę, którą po chwili też straciła gdy się nią zamachnęła na brata. Chłopak w rewanżu przywarł ją do łóżka i zaczął łaskotać siostrę. Anput śmiała się jak opętana.
- Anu! Puszczaj mnie! - powiedziała przez śmiech.
- Ale ci się to podoba! - uśmiechnąl się wrednie odsłaniając białe zęby.
- Anubis! Zostaw mnie!
- Błagaj mnie o litość! Błahahaha.
- Co ty brałeś?!
- Zaraz sie zasmarkasz z tej radości - odparł nie odpowiadajac jej na pytanie i łaskocząc dalej.
- Zabiję cię! - krzyknęła.
- Boga śmierci? Powodzwnia - mruknął.
- Grrrr - zawarczała.
- Tez cię kocham siostrzyczko - powiedział.
Udało się jej zepchnąć brata z łóżka i wybiegła z pokoju, a on za nią. Złapał ją w tali po czym przewiesił sobie  ją przez ramię.
- Ej! - zaprotestowała wymachując nogami, ale on złapał je w żelaznym uścisku.
- Czas na kąpiel w rzece, Anput -  na twarzy Anu wciąż widniał wredny uśmiech.

***

Następnego ranka na wzgórzu herosów do domku Nike wszedł sobie najspokojniej w świecie Jeff i Ravi. Tylko Gabirel już nie spał.
- Hej, co tu robicie? - zapytał syn skrzydletej bogini. Mówił szeptem, by nie obudzić nagle reszty rodzeństwa.
Dexter wymamrotał coś w poduszkę po czym podniusł się z ziewnięciem i przetarł oczy.
- Hejaa Raviii - wymamrotał Dext opadając znów na poduszki, by potem zturlać się z łóżka i doczołgać na ślepo do swojego kufra z ubraniami.
- Em... siema Dext - mruknął w pełni rozbudzony, najmłodszy syn Nemezis, usiadł na jednym z łóżek i po chwili spostrzegł, że patrzą na niego jakieś małe ślepka puchatej kulki. Pizduś przeciągnął się leniwie i szturchnął Lucy, która również się obudziła i usiadła na łóżku prawie zderzając się głową z Ravinim.
Spojrzała na niego pytająco.
- Emem... heja? - nie za bardzo wiedział co powiedzieć.
Ona tylko na niego patrzyła, po czym  spojrzała na Gabriela, który właśnie wynosił z Jeffem śpiącego Terrego na dwór. Chłopak ślinił się i był w samych bokserkach.
Wrócili śmiejąc się cicho.
- Jesteście żałośni - wymamrotała Vic, która właśnie wybudziła się ze snu.
- Dzień dobry, śpiąca królewno - powiedział Jeff patrząc na nią z lekkim uśmiechem.
- Yh... ponurak się obudził - mruknał Gaba.
- Hej Jeff - Vic zignorowała brata odwzajemniając uśmiech bladego przedstswiciela płci przeciwnej.
Drzwi domku się otworzyły i wszedł Terry patrząc morderczo na Gabriela, który ubierając spodnie miał niewinną minę. Chłopak Włóczykija podszedł do swojego kufra. Vic wstała. Miała na sobie spodenki i czarny podkoszulek, więc wzrok Jeffa skierował się tam, gdzie nie powinien. Gabriel spojrzał na niego znacząco. Vic oczywiście nie zauważyła, jak Jonathan patrzył na jej dwa kobiece atuty na klatce piersiowej.
- Zboczeniec - powiedziała Lucy patrząc na Jeff'a.
Najstarsza córka Nike zerknęła na Jeff'a pytająco. Chłopak odwrócił wzrok, a gdy na nią zerknął nie było jej tam. Po chwili zza parawanu wyszła ubrana Vic. Spodenki i koszulkę zmieniła na czarne legginsy i pomarańczowy podkoszulek, oczywiście miała pod tym czarną bieliznę, a raczej bikini. Zamierzała dziś popływać z Lucy, Darknessem, Venorą i Włóczykijem po treningu przed kolacją.
  Vic usiadła na łóżku zakladając skarpetki, po czym buty. Jeff zauważył jakieś czarne kreski namalowane na jej skórze, na ramieniu, nie były za dobrze wodoczne.
- Masz tatuaż? - wypalił Jeff, kiedy wychodził z nią, Lucy i Ravim z domku Nike.
Nie odpowiedziała.
,, Czemu ona założyła dziś koszulkę z tak mocno wyciętym dekoltem?" Pomyślał Jeff zerkając na Vic kątem oka, gdy szli do pawilonu na śniadanie.
   Gdy już tam byli usiedli przy swoich stołach. Lucy i Vic jak zawsze na przeciw braci. Po kwadransie zaczęli zjawiać się obozowicze.
- Dzień dobry wszystkim! - powiedziała Włóczykij z uśmiechem zjawiając się w trakcie już rozpoczętego śniadania.
Lucy jadła płatki, a Pizduś wyławiał łapką pojedyńcze miodowe kuleczki z jej miski. Vic, która jadła to samo co jej sis, zerkała co jakiś czas na Gabriela, który cały czas miał podejrzany uśmiech na twarzy.
- Gab, dobrze ty się dziś czujesz? - zapytała w końcu.
- Wyśmienicie, siostrzyczko - odparł.
- Powątpiewam - mruknęła. - Jakie plany na dziś? - zmieniła temat.
- Dajesz Lucy korepetycje z Greki, zaraz po tym jak nauczysz ją trzymania i posługiwania się miecze... - przerwał, bo Pizduś wziął jeden z noży leżących na stole i zaczął nim wymachiwać. - Tsa... Vic, nie zapomnij przeszkolić wiewiórki bojowej - mruknął, po czym zaśmiał się wraz z Terrym. Dext milczał, nia miał humoru od kiedy Lucy dołączyła do obozu.

  Vic dała swojej siostrze do rąk jeden z obozowych mieczy, sama trzymając swój połyskujący złotem, lecz wykonany z niebiańskiego spiżu.
- Ciężki - powiedziała Lucifera.
- Wiem, ale póki nie masz własnego musisz zadowolić się tym.
Pizduś siedział dwa metry od nich. Nie rozstawał się ze stołówkowym nożem do masła, który uważał za śmiertelną broń.
Starsza siostra dawała wskazówki młodszej co jakiś czas. Lucy szybko załapała co i jak. Miała przecież to w genach. Trochę gorzej poszło jej z Greką. Vic nie dawała jej spokoju w odpytywaniu nawet podczas obiadu. Potem uczyła Lucy naciągać strzały na cięciwę łuku, ale dwunastolatka nie miała za wiele siły w rękach i nieudało się jej trafić w tarczę, za to bardzo dobrze w trawę.
- Kiedyś ci się uda - pocieszyła ją Vic, a siostra posłała jej uśmiech.
- Viiiicaaa!!! - usłyszały znajomy głos, a po chwili zauważyli biegnącą Włóczykija w towarzystwie dwuch koni . - Lucy! Gotowe?! - zapytała.
Córki Nike potaknęły równocześnie i poszły z końmi i Włóczykijem na plażę.

***

Anput wynurzyła się z lodowatej wody wkurzona i złapała za kostkę Anubisa stojącego na pomoście i wciągnęła go do wody. Gdy wypłynął ochlapał siostrę wodą. Odwzajemniła mu się tym samym. Ammit pędziła po piasku do nich. Wbiegła na pomost i wskoczyła do wody z wywalonym jęzorem. Anput wyszła z wody i usiadła na pomoście. Anubis jeszcze przez jakiś czas bawił się z Ammit po czym zrobił to siostra.
- Aaghh! - pożeraczka serc szczerząc w zadowoleniu ząbki co jakiś czas nurkowała i próbowała ugryść wodę. Anu wyciągnął ją z wody.
- Anput? - spojrzał na sis.
- Tak?
- Chodź, nauczę cię jak odsługiwać wagę - powiedział i wstał.
- Oki - posłała mu uśmiech, jej złość wyparowała. - Ale najpierw pójdę się przebrać - cmoknęła brata w policzek i pobiegła.
- Wiesz...Ammit... będzie mi was brakować - powiedział, gdy wracał w potworkiem ociekając wodą.

***

Będąc nad jeziorem dziewczyny stały na kładce, która pełniła rolę pomostu, od strony lasu. Venora i Darkness krążyli nad wodą i po chwili zanurkowali z głośnym PLUM.
Lucy, Vic i Włóczykij będąc w strojach kąpielowych przyglądały się pegazom. Ktoś pchnął najstarszą córkę Nike, a ta wpadła do wody, kto inny w tym samym czasie Włóczykija. Vic wynurzyła się i zaczerpnęła powietrza. Meriel wypłynęła chwilę potem. Spojrzały morderczo na Terrego i Jeffa, którzy posyłali im niewinne uśmiechy. Gabriel wrzucił Lucy, którą dotychczas trzymał na rękach. Pizduś siedział gdzieś pod drzewem z daleka od wody.
- Zabiję cię - mruknęła Vic patrząc na Jeffa, który stał tam gdzie ona jeszcze minutę temu.
- A ja ciebie, Terr - oznajmiła Meriel.
Lucy wypluła wodę, która wpadła jej do ust.
- Pożegnaj się z życiem Gabriel - powiedziała małomówna Lucifera.
- Ej... Vicki, ciebie jeszcze zrozumiem, ale ty Włóczykij... zmieniasz się w ponuraka - mruknął Terren.
Gabriel w tym czasie zrzucił koszulkę, buty i spodnie, poczym w bokserkach wskoczył do wody. Terr usiadł na pomoście wraz z Jonathanem.
Vic i Mer ignorując samców chlapały się wodą, podczas gdy Lucy siedziała Gabrielowi na baranach, gdy ten pływał co jakiś czas zanurzając się pod wodę.
Jeff patrzył na Vicki, a Terry na Meriel, która po chwili wciągnęła go do wody.
- Włóczykij! - był zirytowany, mokry i trzymał sie pomostu.
- Nigdy nie pozwolę cie się utopić - szepnęła mu do ucha.
Posłał jej blady uśmiech i puścił się pomostu. Włóczykij trzymała go za rękę i zaczęła uczyć pływania, oczywiście najpierw chłopak musiał przyzwyczaić się do bycia w wodzie.
Vic w tym czasie wyszła z wody na brzeg i usiadła obok Jeff'a.
- Nie lubisz pływać? -zapytała.
- Nie widzi mi się bycia mokrym - odparł patrząc jej w oczy. - Moge zobaczyć twój tatuaż? - zapytał.
Bez słowa odwróciła się do niego plecami. On zaś odgarnął jej włosy na prawą stronę. Jego oczom ukazały się skrzydła, a raczej tatuaż przedstawiający je bardzo realistycznie. Wydawało mu się, że pióra ruszają się na delikatnym wietrze jakby na prawdę były prawdziwe. Dotknął pleców dziewczyny, która poczuła się niezręcznie, po czym opuszkami palców przejechał kilka centymetrów w dół, tak jakby gładził prawdziwe skrzydła. Vic czuła się skrępowana, miała przyśpieszone bicie serca, po chwili odwróciła się i... dała z liścia Jeff'owi. Spojrzał na nią pytająco, a ona zarzuciła na siebie ręcznik, tak by zakrył jej plecy, które były ostatnio bardzo wrażliwe. Wstała, tak jak i Jeff.
- Przepraszam - powiedział.
- Trzymaj łapy przy sobie - syknęła i pobiegła w stronę domku Nike.
Gabriel i Ter wymienili się ponurymi spojrzeniami i wyszli z Lucy na brzeg. Włóczykij za nimi.
- Co jej się stało? - zapytała Meriel.
Jeff czuł się winny.
- Nie przejmuj się - powiedział Ter do chłopaka.
- Co jej jest? - zapytał Storm.
- Em... ostatnio skarzyła się na straszny ból skóry pleców... w sumie to od letniego przesilenia ma nadwrażliwe - powiedział Gabriel.
- A ten tatuaż? - zapytała Meriel.
- Od kiedy zjawiła się pierwszy raz w obozie go ma, ale... - urwał, powiedział zbyt wiele. A z resztą co miał powiedzieć?
To, że tatuaż jej siostry, kiedy ta miała dwanaście lat zakrywał jej tylko łopatki, a teraz się rozrósł na całe plecy?
Konie siedziały na brzegu susząc się w słońcu zmierzającym na zachód.
Lucy wzięła Pizdusia i poszła z Gabrielem śladami siostry, a Jeff w stronę swojego domku.
Terry został z Włóczykijem.
- Powiesz mi, co chciał powiedzieć Gab? - zapytała.
- Nie - odparł i objął swoją dziewczynę. - Kiedyś sama się dowiesz.

  Vic nie pojawiła sie na kolacji. Jeff babrał widelcem w swoim jedzeniu, nie miał apetytu. Chciał przeprosić dziewczynę jeszcze raz... ale nie wiedział jak... ani czy dziewczyna zechce go słuchać.

~Zakrwawiony Kapturek

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz