piątek, 2 stycznia 2015

Rozdział X.czII

Na następny dzień wybrali się z samego rana na zakupy. Soho, największy obszar handlowy w Nowym Jorku. To właśnie tam postanowili się udać, Włóczykij i Olaf. Szaleli w tym miejscu jak dzieci, pomijając fakt, że satyr mało co nie utopił się w fontannie i towarzyszka została jego bohaterem fontannianym. Spędzili tam większą część dnia. Gdy po jakimś czasie, samochodem Olafa, wrócili do obozu, akurat była pora obiadu. Satyr wyciągnął swoje torby z bagażnika i zaczekał aż to samo uczyni dziewczyna. Gdy się rozkosznie się przeciągnęła, zabrała swoje torby i spojarzała na pół kozła,  mówiąc.
-Dzięki że chciałeś ze mną pójść na zakupy-Uśmiechnęła się promiennie, a w jej oczach zagościły charakterystyczne iskierki radości.
-Czysta przyjemność panno Włóczykij-Przytulił ją do siebie przyjacielsko, myśląc, że naprawde zyskał prawdziwego przyjaciela.-Do zobaczenia, muszę iść zameldować się Chejronowi, że już jesteśmy. Trzymaj się. -Pożegnał się pod jej domkiem.
Dziewczyna jeszcze chwilę patrzyła za Olafem, by po chwili razem z zakupami wejść do swojego domu i rozładować  pakunki. Kupiła około: piętnastu koszulek, kilka par spodni, buty, moc skarpetek, niezbędne kosmetyki, gumki i wsówki do włosów,  kilka książek szczegółowych o mitologii greckiej, czarną połówke ying-young a drugą miał Olaf, plakat zrobiony na zamówienie który zawierał trójząb w kolorze bieli i na to czarne tło, malinową pomadke do ust, no i oczywiście najwięcej kupiła farb do włosów. Paleta kolorów naturalnych jak i tych kreatywnych. Wszystko to spakowała do swojego kufra, o dziwo wszystko się zmieściło,  a nawet zostało troche miajsca. Poprawiła włosy w lustrze i skierowała się do stołówki. Oczywiście, jak to już miała w zwyczaju,  witała się z każdym spotkanym wesoło, uśmiechając się przy tym. Kiedy usiadła przy swoim stole od razu dostała talerz,  sztućce i szklanke. Postanowiła dzisiaj sobie zjeść pizze i wypić wode z domieszką nektaru. Sporzywając posiłek zauważyła, że przy stoliku Nemezis siedzi tylko Ravi, który,  o dziwo, jadł jakąś zupe. Włóczykij uniosła jedną brew ku górze, zastanawiając się gdzie jest Jeff. 'Po co się nim przejmujesz?' 'Bo to twój przyjaciel...' 'A ty to kto?' 'Jestem twoim sumieniem,  rozbrzmiewam z wewnątrz ciebie.' 'Raju, mam mówiącą mrówke w sobie' 'Nie jestem żadną mrówką, herosie! Jestem tutaj by ci doradzać...' 'Jak narazie, to sprawiasz, że mam ochotę sięgnąć po jakieś leki na migrene' 'Pfff jak sobie chcesz. Ale powinnaś przebaczyć Jonathan'owi, nie zrobił tego specjalnie...'  'Zastanowie się,  a teraz spadaj mrówko.'
-Ej ej ej ej ej ej ej ejjjj!-Ktoś natarczywie szturchał ją w ramie. Otrząsnęła się z zamyślenia i spojrzała na wybawiciela. Terry.
-Zawisiłaś się-Bardziej stwierdził niż spytał-O czym tak myślałaś?
-O Jeff'ie...-Mruknęła cicho, gdy ten dosiadł się obok niej.
Kiedy to usłyszał, natychmiastowo zrzedła mu mina. Lekko się wachając i przemyślając fakt, że za to pytanie może mu się oberwać, spytał.
-A ty z Jeff'em to tak na poważnie?
-Ale, że o co chodzi?-Rozkojarzyła się.
-No bo... niektórzy twierdzą, że jesteście razem... iii ja nie wiem czy to prawda, dlatego chciałem się dowiedzieć. A poza tym nie chciałbym byście  eee... to wy jesteście razem?-Zrobił niewyraźną minę. Widząc jak się wypowiadał i jego minę,  zachichotała uroczo, patrząc w jego piwne oczy, pomyślała 'Jest jak niewinny kotek, gdy gada bez sensu i robi tą minkę..' 'Podoba ci się...' 'Zamknij sie mrówo!'
-Eee Włóczykij?
-Co, a, tak, przepraszam, znowu się zawiesiłam...-Wybełkotała rumieniąc się. 'Urocza.' pomyślał Terry.- Jeff jest dla mnie jak rodzeństwo,  siostrunia-Zażartowała z niego w ten sposób ponieważ miał dłuższe włosy od niej samej. Syn Nike uśmiechnął się szeroko jak to usłyszał i nie myśląc zbyt wiele, zaproponował.
-To może się gdzieś przejdziemy?
Rozważając opcje za i przeciw, Włóczykij zgodziła się,  ale stawiła warunek, że musi się przebrać. Po kilku minutach marszu dotarli pod domek numer trzy i dziewczyna weszła do środka zostawiając chłopaka na zewnątrz. Podtruchtała do drewnianej skrzynki i wyjęła z niej zielony podkoszulek z wcięciem w kształcie trójkąta,  krótkie dżinsowe spodenki i postanowiła zdjąć glany, zastępując je granatowymi nike'ami. Po zawiązaniu butów, podeszła do lustra i uczesała swoje,wyblakłe już ombre, włosy w wysokiego kita. Zerkając ostatni raz w lustro, wyszła do chłopaka. Kiedy ją ujrzał w jego oczach mogło się wyczytać zachwyt.
-To gdzie idziem?-Zapytała.
-Hmm może nad jezioro? Co ty na to?
-Z chęcią.
Kierując się w stronę akwenu, rozmawiali wesoło co jakiś czas wybuchając śmiechem.
-A jak tam siostra?-Zadała nurtujące ją pytanie.
-O wiele lepiej. Zaczęła narzekać,  a to dobry znak. Siedzi u niej ten cały Storm.-Uśmiechnął się lekko.-A ty czemu jej nie odwiedzasz?
-Byłam u niej raz... ale to w dniu incydentu było.  Zdaje mi się, że ona za mną nie przepada.
-Za tobą?  Bogowie dajcie cierpliwość,  ciebie nie da się nie lubić kobieto. Vicia jest po prostu zbyt poważna. Ale też potrafi się ostro zabawić,  jak na córkę Nike przystało.
Dotarli do jeziora, postanowili usiąść sobie na kładce od strony lasu.
-Ciesze się,  że tu trafiłam.-Wyrzuciła z siebie. -Zakochałam się w tym miejscu, ludziach,  zajęciach sportowych... we wszystkim co tutaj jest.
-Ale nie widziałaś wszystkiego! Pola truskawkowe, domek Afrodyty, Nike, Hekate, Hebe...-Zaczął wymieniać po kolei domki i różne inne miejsca w których nie była. Zirytowana i znudzoba jego ględzeniem, zepchnęła go z kładki prosto do jeziora. Kiedy wypłynął na powierzchnie odgarnął z oczu swoje włosy i spojrzał wściekły na Włóczykij,  która zwijała sie ze śmiechu. 'To tak grasz mała...'
-Ha.ha bardzo śmieszne.  A teraz z łaski swojej mnie wyciągnij-Wynużył lewą rękę w jej kierunku czekjąc na pomoc.
-Stary numer. Myślisz, że jestem tak naiwna by nie domyśleć się,  że mnie wciągniesz, gdy tylko złapiesz moją dłoń? -Spojrzała zirytowana.
Zaklnął w myślach swoją naiwność,  ale...
-Obiecuje, że nie wciągnę ciebie.
-Jasne, jasne.
-Nie ufasz mi?-Spytał patrząc jej głęboko w stalowe oczy.
-Ufam, ale...
-No to mnie wyciągnij.
Niepewnie chwyciła dłoń chłopaka i pociągnęła. Kiedy stanął obok dziewczyny, zauważył lekki szok. Uśmiechnął się rozbrajająco i pchnął dziewczynę z całej siły prosto do wody. Zła, bardzo zła próbowała wypłynąć na powierzchnie, ale zaplątała się w wodorosty. Spanikowana rozglądała się dookoła, widząc wszystko dzięki czystej wodzie,  szukając nimf, ale te jak na złość były na drugim końcu akwenu i plotkowały z córkami Afrodyty.
Kończyło jej się powietrze, a jeszcze nie zdołała się rozplątać. Owszem umiała perfekcyjnie pływać,  ale na co to kiedy owija cie ziele niczym boa? No właśnie. Wyczerpała limit ilości tlenu w płucach i automatycznie zaciągnęła się nosem. Spodziewała się wszystkiego,  ale nie tego, że będzie oddychać pod wodą niczym ryba! Zszokowana, przypomniała sobie o ojcu, jego mocach. Czy ona także...
Skupiła się na wodzie która ją otaczała... i TRACH wodorosty przeciętne nożem z tworzywa wodnego. Zachwycona to mało powiedziane, nie da się opisać uczyć,  które teraz czuła. Po chwili niczym gejzer wyskoczyła z wody i spadła na równe nogi obok przestraszonego chłopaka. Ku jej ogromnemu zdziwieniu, chłopak przytulił ją do siebie mocno.
-Tak sie bałem. Ja nie umiem pływać,  gdy mnie wrzuciłaś do wody wylądowałem na kamieniu, na którym stałem.  Przepraszam. -Mówił jej prosto do ucha. Odsunęła się od niego delikatnie, lekko zarumnieniona.
-Jestem córką Posejdona pamiętasz? -Uśmiechnęła się lekko.
Ten znowu się do niej przytulił.
-Na tą chwilę zapomniałem.- Odchylił głowę i pocałował ją w policzek, bardzo blisko ust. Mocno rumieniąc się oderwała się od chłopaka i spojrzała na swoje i jego ciuchy.
-Przez ciebie wyglądam jak zmokła kura.
-Ale ładna kura-Palnął patrząc ślepo na biust, który był o wiele bardziej widoczny. Podążyła za jego spojrzeniem i z szybkością pioruna poprawiła bluzkę, bo było widać jej prawie cały stanik.
-Zbok! -Krzyknęła i nawet nie żegnając się pobiegła przebrać się do swojego mieszkania. Tym razem ubrała męską, czarną bluzkę z białą pacyfką i długie legginsy w kolorze popielatym. Wzięła jasnozieloną farbe do włosów i wyszła z domu, kierując się ku łazienkom. Zeszło jej troche czasu aż w końcu osiągnęła zamierzony efekt. Teraz poczekać aż wysnchą. Wyszła z pomieszczeń i siadła na trawniku, opierając się o drzewo. Chciała chwilę pomyśleć, o mamie której nie znała, o Terrym, o Vic i relacjach z nią,  o Venorze i osobach które tutaj poznała, o braciach których miała poznać. Jednak jej myśli ciągle odbiegały na tor matki. Kim ona była,  jest? I gdzie jest. Czemu nie jest z nią. Siedząc tak, wybudziła się z amoku, kiedy zobaczyła,  że słońce zachodzi. Nie chciała iść na kolacje. Zamierzała się przejść,  tym razem myśląc bardziej o Terrym. Ładny był? Tak. Lubiła go bardzo? Tak. On chyba ją też? Chyba tak.
-Czemu nie jesteś na kolacji?-Spytał ktoś z cienia drzew.
Wzdrgnęła się lekko i odwróciła do mówcy, z łatwością rozpoznając głos chłopaka.
-A co? Stęskiłeś się? -Zakpiła, patrzac na Terr'a jak podchodził do niej.
-Być może-Uśmiechnął się tajemniczo.-O czym tak myślałaś, że nie widzisz gdzie idziesz i prawie na skraj terenu obozu doszłaś?
Rozejrzała się,  faktycznie. Niedaleko, ledwie co dojrzała sosne Thalii.
-O tobie.-Palnęła, zanim zdążyła ugryźć się w język. Uniósł brwi ze zdziwienia.-A ty co tutaj robisz?
-Dzisiaj mam tutaj warte razem z Gabą, moim bratem.-Wskazał na chłopaka o  ciemnych włosach,  który krążył dużo dalej od nich. Spojrzał głęboko w oczy towarzyszki.-A więc myślałaś o mnie Włóczykiju?
-Nie zaczyna się zdania od więc Bucie. -Skrzywił się gdy usłyszał swoje przezwisko nadane przez nią.-A poza tym co cie to interesuje?
-Nooo booo, myślisz o mnie,  to chyba jasne, że ma prawo mnie interesować. To jak?-Przybliżył się znacznie do dziewczyny,  która próbowała się wycofać, ale niestety natrafiła na drzewo i nie miała możliwości ruchu. Oparł swoje ręce po obu stronach jej głowy,  tak by nie mogła uciec. Mogła posłórzyć się swoimi umiejętnościami w Judo, ale tak była obezwładniona przez uczucia,  że nie potrafiła. Ten korzystając  z jej rozkojarzenia, przysunął się maksymalnie do niej i oparł czoło o czoło dziewczyny.
-To powiesz o czym, o mnie, myślałaś?
-Za ciekawość zginiesz w Podziemiu.-Pisnęła. Miała słabość do chłopaków,  którzy jej się podobają.
-Ale zanim tam się ugotuje...
Musnął delikatnie jej wargi czekając aż odwzajemni czyn. Nieśmiało to uczyniła, a ten korzystając, śmialej ją już całował. Trwali tak kilka minut, a może nawet więcej? Odwzajemniała chłopaka pocałunki, a gdy już obojgu skończyło się powietrze w płucach,  oderwali się od siebie, ale nadal stykali się nosami.
-Ccoo to miało być? -Spytała ostro, przytomniejąc i patrząc na niego z lekką złością. Wykorzystał jej słabość,  tak łatwo to wykorzystał.
-Oddawałaś pocałunki Włóczykiju-Uśmiechnął się lekko. W sumie jej to się podobało. Nie odepchnęła go, ani nie ugryzła mocno w warge by przestał. Tak, spodobało się,  spodobało.
-Kurde.-Zaśmiał się lekko, całując ją lekko w nosek. Zirytowana odepchnęła go i szybkim marszem odeszła.  Zaskoczony stał nie wiedząc co robić.
-Te stary, biegnij za nią,  jesteś synem Nike czy nie? -Zawołał Gabriel, widząc ich poczynania. Nie myśląc,  posłuchał sie starszego brata i pobiegł za dziewczyną.
Była już prawie przy swoim domku, nikogo gdyż za kilka minut była cisza nocna.
-Włóczykij! -Krzyknął. Nie odwróciła się,  ale zatrzymała się. Obrócił ją twarzą do siebie i po prostu przytulił. Zbita z tropu odwzajemniła lekko przytulasa.
-Czemu uciekłaś?-Spytał.  Milczała, no bo co mu miała powiedzieć?  Że ma słabość do ciemnych oczu? No właśnie.
-Zostaniesz ze mną? -Spytał lekko, widząc że się znów zmieszała, dodał-Moją dziewczyną będziesz? -Lekko zaskoczona, uśmiechnęła się. 'Czemu by nie spróbować? ', pochyliła się i lekko cmoknęła go w usta.
-Taka odpowiedź zadowala Bucie?-Zachichotała widząc jego minę.
-W zupełności. -I ponownie wbił się w malinowe wargi Włóczykija. Chwila prywatności nie trwała długo,  gdyż rozległy się dźwięki harpii, które miały pilnować by nilt nie uciekł i nie wałęsał się po obozie.-Muszę już iść do zobaczenia jutro słonko-Jeszcze raz cmoknął ją i pędem ruszył na straż. Lekko uśmiechnięta weszła do domku, przebrała sie i weszła do chłodnego łóżka zapadając w sen. Dzisiaj nie miała normalnych snów ...
                              *  *  *
.
Czytasz-Komentarz.
(Będzie jeszcze 3 część... szykujcie się śmiertelnicy ;')    )
#Włóczykij.

2 komentarze: